niedziela, 13 grudnia 2015

Trudne wyzwanie: miłujcie

"Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Marka 12, 31) "Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. A to przykazanie mamy od niego, aby ten, kto miłuje Boga, miłował i brata swego" (1. List Jana 4, 20 - 21)
Czasem tak bardzo trudno nam znieść drugiego człowieka obok siebie. Bo różni się on od nas; bo inaczej myśli; bo inaczej wierzy; by sympatyzuje z tym a tym człowiekiem; bo ma takie a takie poglądy polityczne; bo chce czego innego, niż my; bo jemu nie odpowiada to, co odpowiada nam... Oglądałem dziś relacje z Warszawy, z kolejnego wielkiego marszu, jaki - pewnie ku utrapieniu Warszawiaków - przeszedł przez naszą stolicę. Bardzo bolało mnie, że w jego trakcie padło wiele strasznych słów, nawet obelg pod adresem ludzi, którzy przeszli tymi samymi ulicami dzień wcześniej, włącznie z nazwaniem ich "komunistami i złodziejami". Ja chciałbym postawić Panu Prezesowi Kaczyńskiemu pytanie: a gdzie nauka Chrystusa o miłości bliźniego i przebaczaniu, którą szerzył także papież Jan Paweł II, na którego Pan Prezes się tak chętnie powołuje? Czyż Bronisław Komorowski, Donald Tusk, wszyscy ludzie z Platformy Obywatelskiej, inni aktualni opozycjoniści nie są bliźnimi, których Jezus nakazał miłować? Wiele oszczerstw szerzy się też poprzez internet, zwłaszcza pod postacią popularnych "memów". Posunięto się nawet do tego, że na jednej z takich grafik porównano adwersarzy sprzeciwiających się działaniom PiS do hitlerowców łamiących szlaban graniczny, by wtargnąć na terytorium Polski, by niewolić, grabić i niszczyć (słynne zdjęcie ilustrujące początek II wojny światowej). Wszystko to rani głęboko moje serce. Nie można pogodzić nauki Chrystusa z pogardą dla bliźniego.

"Przepraszam", ale nie potrafię pogodzić się z tym, że ludzie, którzy krzyż Chrystusa uważają za własny znak, potrafią o kimkolwiek mówić z taką ogromną pogardą. Oczywiście dotychczas rządzącym można wiele zarzutów postawić, bowiem "mają swoje za uszami" (i to wiele!), ale absolutnie nie w ten sposób, jak się to czyni! Powinno to być czynione - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - lecz na pewno nie w duchu wojennym, a w duchu miłości. Ten drogi pochodzi bowiem od Boga, pierwszy zaś od diabła, który pragnie tylko niszczyć. Słyszę ludzi, którzy wołają, jak wiele problemów mamy w Polsce - i w wielu kwestiach się z nimi zgadzam, ale pytam się: czy potrzebujemy jeszcze do tego dalej się kłócić, "wdeptywać w ziemię" przeciwnika i pluć mu w twarz? Czy potrzebujemy siać więcej i więcej pogardy i nienawiści pośród "dzieci" polskiej ziemi? Uważam, że wprost przeciwnie: dla naszego wspólnego dobra powinniśmy nauczyć się wzajemnego szacunku i miłości, powinniśmy nauczyć się słuchać i próbować zrozumieć jeden drugiego, nawet jeśli się ze sobą nie zgadzamy. Jeśli na tym drugim człowieku ciąży jakaś wina, jeśli jego uczynki były złe (niezależnie od tego, czy przez zaślepienie / nieświadomość, czy też z rozmysłem), to tym bardziej potrzebna jest miłość. Bo jeśli dwóch ludzi idzie drogą, a jeden się przewróci, to nie potrzebuje naszego wsparcia ten, który idzie przed siebie, ale ten, który upadł! Jak to jest, że tak wielu ludzi w naszym kraju, którzy identyfikują się z Jezusem Chrystusem i znakiem Jego krzyża tego wcale nie pojmuje? Z bólem piszę: jest nawet wielu księży, którzy tej potrzeby miłości bliźniego nie pojmują i depczą po bliźnim, który upadł, miast wyciągnąć rękę i pomóc mu powstać! Jest to wielki grzech, którym człowiek rani nie tylko drugiego człowieka, ale także serce Boga. Bóg kocha ludzi z PO - a także z SLD, PSL, TR i innych ugrupowań - dokładnie tak samo, jak kocha ludzi z PiS. Jeśli więc depczemy z pogardą po tych, których Bóg kocha, czyż tym samym nie depczemy także Bożej miłości?

Wielu ludzi mówi o sobie z dumą: jestem chrześcijaninem! To naprawdę wspaniale - o ile za taką deklaracją kryje się prawdziwie chrześcijańskie życie, wiara rodząca dobre owoce, właściwa postawa serca. Ludzie wpinają niekiedy krzyżyk w swój garniturek czy też biorą krzyż do ręki, bo to ładnie wygląda, bo "dobrze robi na wizerunek", bo "promuje ich szczytne ideały" o które "trzeba walczyć"... I tu mała dygresja. Przypomina mi się taka scena z serialu "Siła wyższa", gdzie uczestniczący w rekolekcjach w klasztorze franciszkańskim politycy mówią: "Wartości są bardzo ważne. O wartości trzeba walczyć i... nie można przebierać w środkach!" Czy nie tak właśnie wielu ludzi w naszym kraju "walczy o wartości"? Są ludzie, którzy występują z krzyżem, ale szarżują na bliźnich i tego krzyża używają jako miecza. zapewniam, że nie do tego służy chrystusowy krzyż! Bycie chrześcijaninem to nie deklaracje, chodzenie na nabożeństwa, zajmowanie pierwszych miejsc w kościele, afiszowanie się ze swą religijnością, krzyż na ścianie bądź w ręku, krzyżyk w klapie garnituru, uściski z księżmi... Bycie chrześcijaninem, to jest postawa serca wobec Boga i drugiego człowieka.

Wracam jeszcze do cytatu, od którego dziś zacząłem. Bóg stawia przed nami dość trudne wyzwanie. Nie da się bowiem kochać bliźniego, jeśli wcześniej nie ukorzymy własnego serca, jeśli nie zejdziemy z piedestału przekonania o własnej wyższości nad innymi, o własnych "świętych" racjach, własnej genialności i wielkości. By nauczyć się kochać, tak naprawdę musimy umieć zejść poniżej drugiego człowieka, umieć powiedzieć: "Ty jesteś dla mnie ważniejszy, niż ja sam" i usługiwać mu. Przypominają mi się słowa Jezusa: "...ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich" (Ewangelia Marka 10, 43 - 44). To jest postawa miłości bliźniego, która powinna być codziennością naszego życia, a także naszego zaangażowania politycznego. Chrześcijaństwo, to Królestwo Boże w sercu człowieka - to pokora, pokój i miłość w sercu, które wnosi ze sobą do ludzkiego serca Chrystus Pan. Jeśli nie ma w sercu człowieka pokory, pokoju i miłości, to nie ma w nim też Chrystusowego królowania i takie serce potrzebuje pilnej przemiany, duchowej odnowy. I o to się modlę, by Bóg dał naszym demokratycznie wybranym przywódcom mądrość, by ich serca napełnił pokorą, pokojem i miłością, i by te łaski wlał w nich tak obficie, by wylewały się z nich na cały kraj! AMEN!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz