piątek, 18 grudnia 2015

Targowisko uczynków

Czytam właśnie jedną z powieści genialnego brytyjskiego pisarza, Karola Dickensa. Nie jest tak znana, jak "Klub Pickwicka" czy też "Oliver Twist", lecz nie mniej interesująca. To "Życie i przygody Nicholasa Nickleby" (Wydawnictwo "Czytelnik", Warszawa 1971, tłum. Tadeusz J. Dehnel i Anna Przedpelska - Trzeciakowska). Dickens nie tylko świetnie "szkicował" słowami życie ludzi ubogich i mieszczan swego kraju, lecz był także dociekliwym i spostrzegawczym obserwatorem ludzkich postaw i charakterów. Niezwykle interesujące są pewne spostrzeżenia poczynione w drugim tomie powieści (str. 206):


Czasem spotykam ludzi, którzy postępują w taki właśnie sposób. Robią w swym życiu bardzo wiele złych rzeczy i są tego w pełni świadomi świadomi. Czy żałują tego, co źle zrobili? Czasem tak, ale czasem myślą, że "niestety musieli tak zrobić", albo ważniejsza jest dla nich korzyść, którą ten zły czyn im dał. Bywa, że sumienie nie daje im spokoju - a przez sumienie przemawia do człowieka Bóg - ale gdy rozmyślają o tym, przypominają sobie, że to lub owo zrobili dobrze, że komuś pomogli, więc "jednak nie są tak bardzo źli". Albo też, świadomi mniejszych i większych świństewek w swoim życiu, próbują robić coś dobrego, "aby się zrównoważyło". Ot, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak opowieści o istnieniu Boga, nieba i piekła okazały się koniec końców prawdziwe. Często przy tym wielka nieprawość zadziwiająco kurczy się w ich ocenie swego postępowania, a odrobina dobra w to miejsce równie zadziwiająco rozrasta. Jednak to nigdy nie działało, nie działa i działać nie będzie. Przed Bożym Trybunałem, człowieku, twoje wyliczenia, linia obrony w postaci "dobrych uczynków", które przecież "wyrównują drobne niedoskonałości" wyrządzonego innym zła, nie będą miały żadnego znaczenia. Choćby nawet rzeczywiście dobra i zła było 50/50, albo nawet dobra było 75%, i tak nie wkupisz się do raju, jeśli nie oddałeś swego życia Jezusowi Chrystusowi i nie odrzuciłeś zła, nie zaprzestałeś czynić nieprawości i nie odsunąłeś od siebie doczesnych żądzy.

Niektórzy mówią: nic na to się nie poradzi, "ludzka natura" jest taka, by sobie samemu robić dobrze, by urządzać się w życiu jak najlepiej, by bogacić się. Tak, "ludzka natura", skażona przez grzech. A Bóg, człowieku, chce oczyścić twoją "naturę", przeobrazić ją według wzorca, który On ustalił, przywrócić jej pierwotną doskonałość. Człowiek ze swej natury nie jest doskonały i dlatego potrzebuje Boga,  by On działał w jego sercu i udoskonalał człowieka. On oczyszcza serca z egoizmu, chciwości, pychy... On wypełnia serca miłością, pokojem, współczuciem, gotowością dzielenia się... To, czy ktoś jest bogaty, czy biedny nie ma żadnego znaczenia - bogactwo nie jest złem, a bieda nie jest cnotą, ale ważne jest to, jakim się jest człowiekiem, jakie się ma serce, w swoim bogactwie, lub w swojej nędzy. Kluczową jednak sprawą dla kwestii zbawienia nie jest to, jak wiele dobra czynimy, ale czy oddaliśmy życie Jezusowi Chrystusowi - i tym samym czy należymy do Niego - bo to On jest drogą do Niebios! Nie, nijak Bogu nie "sprzedamy" naszych "dobrych uczynków", nijak nie dobijemy się nimi do "bram raju". Bóg nie chce słuchać: "Tak, może kogoś skrzywdziłem, ale zobacz, potrafiłem też być 'bardzo szlachetny'!" Nasz "bilet do raju" opłacony został na krzyżu na Golgocie - bowiem cała ludzkość zupełnie zbankrutowała, jeśli chodzi o prawdziwe wartości.

Jest wielka przepaść pomiędzy tym światem, a Królestwem Niebieskim i tym nowym światem, który nadejdzie, gdy dzieje tego, w którym żyjemy, dobiegną końca. Jeśli chcesz być częścią tego nowego świata, musisz nią się stawać już teraz. Musisz przestać kierować się regułami tego świata. Musisz odrzucić swoje pożądania. Musisz przestać stawiać siebie i swoje dobro na pierwszym miejscu. Musisz nie tylko przestać traktować ludzi jako obiekt do zaspokojenia swoich żądz, ale też nauczyć się służyć - być bardziej dla innych, niż dla siebie samego; zaspokajać potrzeby innych, nie tylko swoje własne; myśleć o innych, nie tylko o sobie; troszczyć się o innych tak samo, jak o siebie, albo i bardziej... Dla ludzi taka postawa bywa niepojęta i nawet irracjonalna, ale takie jest właśnie Królestwo Boże. Niektórym wydaje się to zbyt trudne, "wbrew naturze" i pełne wyrzeczeń, ale gdy Bóg nas zbawia, staje się to proste i naturalne, bo Bóg zbawionym - wraz z "biletem do raju" - daje nowe serce, nowy umysł, nową naturę i... czyni człowieka szczęśliwym! To szczęście, które Bóg daje ludziom, którzy przyjmują zbawienie i zaczynają żyć życiem Królestwa Bożego już dziś, to jest ledwie "pierwsza rata" tego, co jest dla nas przeznaczone, cząstka "majątku", który na nas czeka w przyszłym świecie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz