poniedziałek, 21 grudnia 2015

Niedziela (niech) będzie dla nas!

Taka kartka już od dawna widnieje za szybą auta mojego ojca. Widniałaby i za szybą mojego, gdyby nie prosty fakt, że nie posiadam samochodu, ani nawet prawa jazdy. Nawet wówczas, gdy oboje rodzice pracowali zawodowo, a ja i siostra chodziliśmy do szkół, zakupów nie robiło się w niedzielę - bez problemów te potrzeby zaspokajało się w tygodniu, więc nikt mi nie wmówi, że niedzielny handel jest "koniecznością"! W dni powszednie sklepy są czynne od świtu do późnego wieczora, więc jakim cudem "nie ma czasu na zakupy"? Nawet "za komuny" niedziela była szanowana, a nawet w soboty wprowadzono wolne - aby był czas na odpoczynek, na pójście do kościoła, dla rodziny. Dopiero kapitalizm narzucił nam nowe reguły: pracy ponad miarę i maksymalizacji zysków.

"Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić" (Księga Wyjścia 20, 8). Oczywiście od wieków trwa dyskusja między chrześcijanami, czy należy trzymać się ściśle szabatu, czy też świętować dzień zmartwychwstania Pana, niedzielę. "Niech was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu. Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus" (List do Kolosan 2, 16 - 17). Z obserwacji wynika, że Bóg działa bardzo mocno i ogromnie błogosławi chrześcijanom zachowującym sabat i chrześcijanom świętującym w niedzielę, więc spór nie ma sensu. Jedno jest pewne: sześć dni mamy pracować, a siódmego należy nam się odpoczynek. I tego powinniśmy się trzymać. To jest Boże postanowienie dla człowieka, dane raz na zawsze. Jestem chrześcijaninem, Konstytucja RP gwarantuje mi prawo do bycia nim, a tym samym prawo do dnia wolnego, który będę mógł poświęcić Panu, rodzinie i wypoczynkowi. A jednak to konstytucyjne prawo nie jest w Polsce zachowywane i gdy szukasz pracy, często słyszysz - zwłaszcza w sklepach - warunek: "Praca zmianowa, przez cały tydzień według grafiku, także w nocy i w niedzielę, od 8.00 do 21.00". I nikogo nie obchodzi, że jesteś chrześcijaninem i chcesz iść się modlić, bo to akurat dzień, który masz przeżywać w sposób szczególny ze swym Bogiem. Gdzie więc jest konstytucyjne prawo wolności religijnej i zakaz dyskryminacji z powodów wyznania?

Wiele razy miałem okazję rozmawiać o tej kwestii z ludźmi, którzy bronią niedzielnego handlu, jakby chodziło o niepodległość, czy jakieś inne kluczowe kwestie. Z rozmów wynika, że są to w zasadzie sami ateiści, którym obce są religijne zasady i koncepcje życia. Uważają oni, że religia to sprawa bardzo osobista i nie życzą sobie, by jakiekolwiek jej elementy przenikały poza granicę tej "osobistości". Oni mówią: "Ja pracuję od poniedziałku do soboty, od rana do wieczora, więc w niedzielę muszę robić zakupy." Szanuję ludzi, którzy ciężko pracują. Dość często rzeczywiście ludzie muszą pracować ponad siły - tak, że właściwie na dom i rodzinę już nie pozostaje wiele czasu. Systemowy wyzysk. Bardzo wielu jednak jest pracoholikami - bo dobrobyt, bo kariera. Też są ofiarami systemu, choć w trochę inny sposób. Oni mają zaburzony system funkcjonowania! Nas czas powinien zostać podzielony w sposób zrównoważony: praca - rodzina - odpoczynek. Kapitalizm ten podział czasu rujnuje i rujnuje życie ludzi. Ale chrześcijanin to też człowiek pracujący, i to często równie ciężko. Jakim prawem ci ludzie odmawiają chrześcijaninowi prawa do tego, by w niedzielę modlił się i odpoczywał? Z tych moich licznych rozmów wynika, że przez tych "niedzielnych klientów" pracownicy sklepu nie są traktowani jako ludzie im równi, tylko jak służący, albo gorzej: jak niewolnicy, którzy muszą wykonywać określone prace wówczas gdy "pan" lub "pani" sobie życzy. Nie patrzy się na nich, jak na ludzi, którzy też mają swoje potrzeby (także duchowe) i też mają rodziny. Żaden z tych "mądrali", którzy chcą mieć luksus chodzenia do sklepów w niedzielę (a najlepiej, żeby i w święta były pootwierane, a na pewno "te wszystkie kościelne"), nie zastanawia się nawet, jak ciężka jest to praca i jak niskie są płace. Ani myślą o prawach konstytucyjnych - co najwyżej tylko o własnych, i chcą by cały świat, w tym także ludzie wierzący, funkcjonował "po świecku", jakby Boga nie było...

W 1989 roku upadł w Polsce "komunizm". Problem w tym, że z jednego utopijnego i okropnego systemu weszliśmy w drugi, w gruncie rzeczy równie nieludzki, w którym władzę przejęli ludzie mający wpływy i pieniądze. Nie odzyskaliśmy wolności - po prostu nałożono nam inne więzy. Jesteśmy okłamywani, manipulowani i wyzyskiwani. Idziesz do pracy za 1600 zł, musisz brać dodatkowe godziny (pracodawcy nawet już nie pytają - w umowie masz, że musisz i koniec). Jesteś niewolnikiem systemu, z którego ktoś ciągnie ogromne zyski! Potem biegniesz do sklepów, gdzie jesteś przekonywany, że "ceny są takie niskie", gdzie wszystko jest urządzone tak, byś kupił jak najwięcej - nawet jeśli tego nie potrzebujesz (ilu ludzi kupuje coś tylko dlatego, że "wpadło w oko" i "takie tanie"?) i wydał jak najwięcej! Jesteś niewolnikiem systemu, z którego ktoś ciągnie ogromne zyski! I jeszcze mówią ci: nie stać cię na coś? Nie szkodzi! Kupuj, mi ci damy kredyt! Nie mówią tylko: i "wydoimy cię" jeszcze bardziej! Ludzie! Czy naprawdę na tym ma polegać nasze życie? Jeśli tak, to... właściwie po co żyć? Czytuję Karola Dickensa, który pokazuje chciwość jednych i wyzysk drugich w XIX-wiecznym kapitalistycznym społeczeństwie. Czytuję też (i cenię, choć był on komunistą!) Martina Andersena Nexø, który nędzę, wyzysk i niesprawiedliwość pokazuje jeszcze bardziej realistycznie. I czasem odkrywam, że w gruncie rzeczy nie tak wiele różni naszą sytuację od tych realiów, które opisywali. Żyjemy może trochę lepiej i nowocześniej, lecz pod wieloma względami tak bardzo podobnie. Jedni krzyczą: "Chcemy wyjść z tego systemu i ŻYĆ!" i wołają o zamknięcie wielkich sklepów w niedzielę, drudzy zaś krzyczą: "My chcemy mieć wygodę i kupować w niedzielę, więc wy musicie być w systemie!"

Ile razy w rozmowach mówiłem o tym, że niedziela powinna być wolna, tyle razy ktoś odpowiadał: "Jeśli chcesz wolnej niedzieli, nie zatrudniaj się tam, gdzie się w niedzielę pracuje. Najlepiej załóż sobie własną firmę, własny sklepik, a jak nie będziesz dawał sobie rady, szybko wyleczysz się z 'wolnej niedzieli'", "Wolna niedziela oznacza wzrost bezrobocia, daj ludziom pracować". Wiecie, znam taką firmę, w której nie tylko niedziele są wolne, ale także soboty - wytwarzają produkty, które znajdziecie w każdym dobrym sklepie spożywczym, a prowadzą też malutki firmowy sklepik, gdzie można się doliczyć nawet 4 - 5 osób personelu. I firma zarabia bardzo dobrze, i pracownicy są zadowoleni i mają wielu klientów, którzy po prostu wiedzą, kiedy przyjść. Właściciele firmy są adwentystami - na marginesie: w swoim sklepie sprzedają także Biblie i literaturę chrześcijańską, a niejednokrotnie wykładają też książki i filmy, które można wziąć za darmo. Można? Można! Wszystko jest tylko kwestią dobrej woli i właściwego ułożenia hierarchii wartości! Wolna niedziela to nie jest "wymysł religiantów", to element fundamentalny dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa. I tak, jestem za tym, by katolik, zielonoświątkowiec czy baptysta nie musiał pracować w niedzielę; adwentysta, jehowita czy karaim (niewielu ich, ale są) w sobotę; muzułmanin zaś - bo w końcu każdy musi mieć równe prawa - w piątek. Zakupy i robienie biznesu w niedzielę naprawdę nie są koniecznością i, skoro już tak bardzo chcemy "europeizować" Polskę, to "europeizujmy" ją w tym, co dobre, co warto naśladować:

Zbliża się Nowy Rok. Gorąco pragnę, byśmy pośród swoich noworocznych postanowień zawarli: OD TERAZ NIE KUPUJĘ W NIEDZIELĘ! I żeby nie było to tylko postanowienie uczynione 1 stycznia, o którym już za tydzień się zapomina, ale PO PROSTU TAK ZRÓBMY! Nie wierzmy w to, że "przez to będą zwolnienia" - bo jeśli "w tygodniu" przyjdą ci klienci, którzy przychodzili dotąd w niedzielę, to będzie potrzeba więcej pracowników "w tygodniu". A damy im czas na sprawy duchowe i rodzinne. Powstrzymanie się od zakupów niedzielnych, to nie tylko wierność Bogu, ale też w gruncie rzeczy po prostu chrześcijańska postawa miłosierdzia wobec bliźnich. Nie myśl, że Boga cieszy, że w niedzielę jesteś w kościele na nabożeństwie, jeśli potem idziesz na zakupy, a przez to, że ty chodzisz na zakupy, kto inny musi w niedzielę siedzieć w pracy, zamiast iść na niedzielne nabożeństwo! Nie wmawiaj też sobie: "nie mam czasu w inny dzień!", bo jeśli przyjrzysz się uważnie swojej codzienności, to zobaczysz, ile czasu jednak masz, a bezmyślnie go marnujesz. Pomyśl wreszcie o sobie: ja nie jestem "pępkiem świata" i wokół mnie są inni ludzie, którzy potrzebują żyć według zasad, które wyznają, którzy potrzebują odpocząć i modlić się... Myślę, że dla kogoś, kto ma miłość i empatię w sercu takie drobne wyrzeczenie: NIE KUPUJĘ W NIEDZIELĘ! nie powinno stanowić żadnego problemu. To nie postawa chrześcijańska jest "roszczeniowa" i "aspołeczna", lecz... egoizm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz