piątek, 11 grudnia 2015

Nie goń za liściem na wietrze

"I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach. I wydało morze umarłych, którzy w nim się znajdowali, również śmierć i piekło wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni, każdy według uczynków swoich. I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste, to druga śmierć. I jeżeli ktoś nie był zapisany w księdze żywota, został wrzucony do jeziora ognistego." (Apokalipsa 20, 12 - 15)
Źródło: Facebook
Niektórych cieszy ich imię na butelce coli. Inni pragną sławy - by ich imię pojawiało się w gazetach, w telewizji, w serwisach internetowych, itd. Jeszcze inni pragną ujrzeć swe imię w rankingu najbogatszych Polaków, lub najbogatszych ludzi świata. Na co mi moje imię na puszce coli? Bycie popularnym lub bogatym być może byłoby miłe pod pewnymi względami (gdyby tylko nie paparazzi, mafie, ludzie oglądający się za tobą i patrzący wciąż co robisz, bo przecież "jesteś znany"), ale... jaką korzyść mogę mieć z tego, gdy umrę? Że napiszą o tym w gazetach? Że powiedzą ile miałem na różnych kontach i kto przejmie po mnie schedę? Czy warto zabiegać najbardziej o to, co i tak przemija, co trzeba będzie kiedyś zostawić?

Gdybym miał "żyłkę do interesów", być może bym się przyjaźnił z Kulczykami czy Niemczyckimi, z dumą pozował do zdjęć za biurkiem w pięknym gabinecie i opowiadał o swoich sukcesach i drodze do fortuny. Może miałbym pięć luksusowych willi, dwa jachty i prywatny odrzutowiec. Może by pisał o mnie "Forbes". Fajnie? Może fajnie. Ale żadne pieniądze nie uchronią mnie przed koniecznością odejścia z tego świata - odejścia bez niczego, bo nic nie możemy zabrać. Gdybym potrafił coś tam brzdąkać na którymś z wielu instrumentów, od biedy coś zaśpiewać i - przede wszystkim! - potrafił zwracać na siebie uwagę i być "bożyszczem tłumów", może byście poczytali o mnie w młodzieżowych gazetkach, których głównymi odbiorcami są piszczące i mdlejące fanki. Gdybym miał trochę więcej talentu muzycznego, być może wywiady ze mną przeczytalibyście w którymś z dobrych czasopism muzycznych. Wszyscy znamy muzyków, którzy stali się "nieśmiertelni" i choć mijają lata a nawet dziesięciolecia, ich muzyka wciąż jest grana i lubiana: Roy Orbison, The Beatles, Elvis, Led Zeppelin, Michael Jackson. Myślę, że każdy by chciał być zapamiętany - robić coś, co go "unieśmiertelni". I za 10 lat ludzie będą kochali Elvisa i Michaela, ale za 100 może już nie będą wcale o nich pamiętać - a nawet jestem przekonany, że zapomną. A jakiż pożytek dla człowieka ze sławy - zwłaszcza, gdy jego ciało leży już w grobie?

To, co doczesne, jest niczym liść niesiony przez wiatr... Przez chwilę wywołuje uśmiech, a potem niknie z oczu i nie ma już żadnego znaczenia. W gruncie rzeczy pozycja na liście bogaczy czy gwiazd sceny też nie ma dużo większego znaczenia, niż imię na butelce coli. Gdy twoje życie się kończy, to wszystko jest niczym! Wówczas znaczenie ma już tylko jedna jedyna wzmianka o Tobie - jeśli Twoje imię figuruje w bożej "Księdze Życia"! Słowo Boże mówi o niej, jakby była czymś materialnym, ale księgi tej tak naprawdę nie można zobaczyć, ani dotknąć i nikt nigdy nie będzie przewracał jej kart. William Barcley pisze: "Chodzi tu po prostu o to, że Bóg posiada zapis wszystkich uczynków ludzkich. Przez całe swoje życie zapisujemy swoje własne przeznaczenie; to raczej nie Bóg sądzi człowieka, lecz sam człowiek wydaje na siebie sąd. (...) W tamtych czasach każdy rządzący posiadał listę imion swoich poddanych; jeżeli któryś z poddanych umierał, jego imię było usuwane z tej listy. Ludzie, których imiona są zapisane w księdze życia, są żywymi, aktywnymi obywatelami Królestwa Bożego." Gdy oddajemy swe życie Jezusowi Chrystusowi, nasze imię zostaje zapisane w tej niezwykłej księdze jego krwią! On jeden daje nam chwałę, bogactwo i "pozycję społeczną", które nigdy nie przeminą, którymi będziemy mogli się cieszyć przez całą wieczność nowego życia. Czyż nie to jest godność i chwała na której powinno nam najbardziej zależeć? A my tymczasem gonimy w tym życiu za byle czym, za uciekającymi listkami niesionymi przez wiatr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz