poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dobra lokata

"Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Marka 12, 31)
Czasem, aby mogła w pełni rozkwitnąć miłość bliźniego, musi na tym ucierpieć miłość własna. O czym myślę? O tym, że powinniśmy sobie umieć odmówić czegoś, co nie jest nam potrzebne, a co byśmy chcieli mieć, jeśli widzimy bliźniego, który jest w potrzebie. Gdy mijamy głodnego człowieka, idąc na obiad do drogiej restauracji lub gdy mijamy nędznie ubraną bezdomną kobietę, idąc na "shopping" (jak to się "modnie" określa zakupy), by kupić kolejny "szałowy ciuszek", czy możemy podobać się Bogu? Miłość własna (egoizm) ukierunkowuje nas na 100% wykorzystanie tego, co posiadamy i cieszeniem się naszymi zasobami. Miłość bliźniego natomiast ukierunkowuje nas na dzielenie się z nim tym, czego mamy pod dostatkiem, a czego naszemu bliźniemu dotkliwie brakuje i radość płynącą z możliwości zaspokojenia jego potrzeb. 

Jeśli mamy dobrą pracę, albo "żyłkę do interesu" i dzięki temu zarabiamy dużo pieniędzy, możemy kupić sobie luksusowy samochód. Ale może gdzieś obok nas żyje ktoś, kto bardzo potrzebuje samochodu, aby pracować na życie, lecz nie stać go na to, by kupić sobie auto? A może to inwalida, którego nie stać na samochód, który poprawiłby jakość jego życia, ułatwił codzienną egzystencję? Lepiej wówczas kupić sobie tańszy samochód, a drugi kupić bliźniemu, aby z jego pomocą zarabiał na chleb lub mógł łatwiej żyć. To jest być może dość "ekstremalny" przykład, choć słyszałem i o takich przypadkach. Dobrze. Można kupić zimową kurtkę za np. 300 zł? Można. A i dużo, dużo droższe. Ale można też kupić dwie zimowe kurtki za tą samą sumę pieniędzy - dla siebie i dla kogoś, kogo na zimowe ubranie nie stać. Można wydać kilkaset złotych na elegancki obiad? Można. Nawet w naszym kraju są ludzie Ale można też posilić się za niewielką część tej sumy, a za resztę nakarmić głodnych. Która z tych postaw bardziej się spodoba Bogu?

To, co przeznaczamy na własne potrzeby, są to koszty, które ponosimy i nigdy nie odzyskujemy. To zaś, co oddajemy, by zaspokoić potrzeby bliźniego - kierując się wiarą - to nie są żadne koszty, tylko dobra lokata na "niebiańskim koncie". "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną, ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje" (Ewangelia Mateusza 6, 19 - 21). Bóg błogosławi sercu człowieka ofiarnego, za miłość, która je wypełnia. To błogosławieństwo może (choć nie musi) przekładać się także na pomyślność w sferze materialnej, dzięki czemu człowiek miłosierny może sobie na więcej pozwolić - zwłaszcza w zakresie możliwości dzielenia się z bliźnimi. A to ledwie niewielki procent tego, co przynosi "lokata niebiańska", ledwie "pierwsza rata" tego, co na nas czeka. To, czym się dzielimy, by zaspokoić potrzeby innych, jest jedynym bogactwem, jakie możemy przenieść przez "bramę śmierci", do Nowego Świata, gdzie będziemy żyli wiecznie, do Królestwa Niebieskiego. Pieniądze, które przeznaczamy na zaspokojenie własnych żądz, trwonimy - te zaś, które przeznaczamy na zaspokojenie życiowych potrzeb bliźniego, nigdy nie są stracone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz