wtorek, 8 grudnia 2015

Chrześcijanin "po cichutku"?

"Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie." (Ewangelia Mateusza 10, 32 - 33)
Nie tak dawno zostałem ostro skrytykowany przez pewnego "gorliwca w wierze doskonałej", za... przyznanie się do Jezusa Chrystusa i wiary w CV składanym przeze mnie w poszukiwaniu pracy. Wydawało mi się, że powód, dla którego to uczyniłem, powinien być jasny dla każdego, kto przeczyta tekst "Pracuj po chrześcijańsku", w którym - tylko na marginesie, by wprowadzić czytelników w temat i potem zgrabnie go zamknąć - o tym wspomniałem. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wyznanie wiary zawarte w CV może kogoś dziwić, że jest to posunięcie niekonwencjonalne. Jednak nie przyznaję się do Jezusa i nie nazywam się chrześcijaninem, by się z tym obnosić, by się tym chełpić przed kimkolwiek lub "grać" dla własnej korzyści. W ten sposób deklaruję wartości, którymi pragnę się zawsze w swym życiu kierować i sam sobie "umieszczam poprzeczkę" tak wysoko, jak pragnę doskoczyć. Pragnę też, by zawsze od samego początku było jasne do Kogo należę, Komu podlegam i Komu służę.

Obecnie coraz częściej CV zawiera w sobie także elementy "listu motywacyjnego", z którego pracodawca chce się czegoś dowiedzieć o potencjalnym pracowniku i czym ów potencjalny pracownik się kieruje idąc do niego w sprawie pracy. Moją motywacją do pracy jest oczywiście potrzeba zarobienia pieniędzy, aby żyć, ale najsilniejszą motywacją jest dla mnie Bóg, który chce, bym pracował i bym pracował dobrze i uczciwie. Jeśli mam pisać o moich motywacjach i atutach, a moją motywacją i atutem jest wiara, to nie widzę absolutnie żadnego powodu, dla którego miałbym to ukrywać. Czyż mam dyskretnie chować przed ludźmi Tego, który jest dla mnie najważniejszy i swoje z Nim relacje?

Jezus powiedział "Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie. Gdy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to czynią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja, aby twoja jałmużna była ukryta, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie." (Ewangelia Mateusza 6, 1 - 6). Właśnie te słowa przytoczono mi jako zarzut i argument przeciwko moim "skandalicznym uchybieniom w wierze". Ale czy w tych słowach znajdujemy naukę, że mamy nie mówić o tym, że jesteśmy ludźmi wierzącymi? W żadnym razie! Cóż więc mówi Jezus? Jezus poucza nas, że Bóg gardzi wiarą pozorną i na pokaz, manifestowaniem pobożności i ofiarności, by być podziwianym przez innych ludzi. Gdybyśmy mieli te słowa Jezusa traktować dosłownie, to trzeba by się zamykać w pokoiku czy kościele i wyznawać swą wiarę dyskretnie, by świat nie widział. Nie! To nie o to chodzi! Jezus mówi nam, że wiara, która się Bogu podoba to wiara w sercu, intymna relacja pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Wówczas, gdy tak swą wiarę praktykujemy, możemy iść i mówić otwarcie wobec ludzi, że Bóg jest dla nas najważniejszy i Jego standardy życia są dla nas wyznacznikiem jak żyć, i też jak pracować.

Myślę, że to diabeł chce, byśmy byli "chrześcijanami po cichu"; byśmy "nie przechwalali się swoją wiarą"; byśmy nie mówili ludziom o tym, kim jesteśmy, jakie są nasze przekonania i w jakiej służbie jesteśmy... Uważam, że powinniśmy raczej z dumą iść przez świat pod "sztandarem Chrystusa", pod znakiem Jego krzyża, z Jego imieniem na ustach. Jasne, że dawać się poznawać po owocach, po uczynkach, nie po słowach, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy deklarować swej wiary. Jednakże niezwykle ważne jest, aby nie była ona tylko pozorna, dla korzyści i / lub uznania. Jeśli idziemy przez świat przyznając się do Chrystusa, a przy tym staramy się rzeczywiście żyć "na sposób chrystusowy", to cóż w tym złego? Uważam, że powinniśmy się przyznawać do Chrystusa, żyjąc przy tym tak, by też Chrystus przyznawał się do nas. Podziwiamy nieraz męczenników, którzy oddawali i oddają po dziś dzień życia swe za wiarę - i zapewne będą oddawać, może jeszcze częściej niż kiedykolwiek w dziejach - umierając z imieniem Jezusa na ustach. O takim świadectwie wiary mówi Jezus w zacytowanych na wstępie słowach, ale myślę, że tak samo odnoszą się one do naszej codzienności, nie tylko do sytuacji ekstremalnych. Czyż słowa: "Jezus jest moim Panem" wypowiadane, gdy grozi nam za to śmierć, mają większą wartość, niż wypowiadane na co dzień przed ludźmi? Nie! One wówczas mają tylko mocniejszy wydźwięk. Przywiązanie do Boga i Ewangelii i pełna pokory (!) deklaracja wiary powinny być naszą codziennością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz