sobota, 28 listopada 2015

Pracuj po chrześcijańsku!

"Słudzy, bądźcie posłuszni we wszystkim ziemskim panom, służąc nie tylko pozornie, aby się przypodobać ludziom, lecz w szczerości serca, jako ci, którzy się boją Pana. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie." (List do Kolosan 3, 22 - 24)
Od długiego czasu szukam pracy - co w Polsce jest chyba szczególnie trudne i frustrujące. Wiele osób mnie pyta: czemu ty nie wyjeżdżasz na zachód z tego kraju bez nadziei? Powodów mógłbym wymienić sporo - w każdym razie wiem, że w tej chwili muszę być tutaj, gdzie jestem, tu żyć i tu pracować. W swoim CV  napisałem, że jestem chrześcijaninem i chcę pracować po chrześcijańsku. Czy to ma jakieś znaczenie? Trochę obawiam się, że pracodawcy mogą pomyśleć: "Oho, nie! Ten nie będzie chciał pracować w niedzielę". Jednak dla mnie ma to duże znaczenie, bo nie tylko jest od początku jasna kwestia, że potrzebuję mieć czas na cotygodniowe nabożeństwa, ale też jest to moja radykalna deklaracja: chcę być dobrym pracownikiem ze względu na Boga; moja wiara zobowiązuje mnie do bycia sumiennym i uczciwym człowiekiem, któremu będziecie mogli zaufać. Deklaracja wiary jest dla mnie pewnego rodzaju gwarancją, jaką daję potencjalnemu pracodawcy a zarazem bardzo poważnym zobowiązaniem, by tej gwarancji dotrzymać, bo wiem, że jeśli z tą wiarą nie będzie wiązała się solidna praca, nie będzie to dobre świadectwo i dla Boga nie będzie w tym chwały. Ta deklaracja to solidny motywator do tego, by pracować tak, by Bóg mógł być ze mnie dumny, by moja praca była świadectwem i by mógł sobie z niej odbierać chwałę.

Niemal dwa miesiące temu opublikowałem tutaj tekst pt. "Wynagradzaj po chrześcijańsku" - po części rozgoryczony bardzo złą sytuacją na rynku pracy, złym podejściem człowieka (pracodawcy) do człowieka (pracownika / kandydata), wyzysku ("świetne wynagrodzenie": 5 lub 8 zł za godzinę), itp.  Pisałem wówczas: "chrześcijańscy pracodawcy powinni wynagradzać swych pracowników tak, by mogli oni żyć godnie - nawet jeśli to umniejszy ich własne zyski, jako właścicieli firmy. Nie powinno być tak, że właścicielom mnożą się na kontach setki tysięcy złotych, euro, czy dolarów i wspinają się oni w górę po szczeblach rankingów najbogatszych, a pracownicy, którzy do ich powodzenia się przykładają, dostają najmniej, ile tylko można. (...) Wszelkie nasze rozliczenia powinniśmy zawsze przeprowadzać ze świadomością, że nie jest to tylko sprawa pomiędzy mną a drugim człowiekiem, lecz zawsze jest przy wszystkim świadek - Bóg. Bóg widzi pracę, jaką wykonuje każdy człowiek i widzi nasze z bliźnim rozliczenia." Od początku wiedziałem jednak, że jest to dopiero "połówka tematu", bo przecież nie jest tak, że tylko pracodawca musi pracownika należycie wynagradzać, ale też pracownik musi należycie pracować! I przez te tygodnie nosiłem w swym sercu pytanie: ale co to znaczy "pracować po chrześcijańsku"? Myślę, że podstawową odpowiedzią Boga w tej sprawie jest właśnie zacytowany na wstępie fragment listu apostoła Pawła do Kolosan.

Słowo "douloi", jakim rozpoczyna się ten fragment tłumaczone jest jako "słudzy", lecz naprawdę oznacza "niewolnicy". Bóg dał, że żyjemy w czasach, gdy cywilizowane narody dawno już zniosły niewolnictwo i jesteśmy bardzo wrażliwi na "prawa człowieka" i "prawa obywatelskie". Apostoł Paweł pisał te słowa do ludzi, którzy żyli w innej rzeczywistości, niż my, dla których niewolnictwo było czymś zwyczajnym - wielu chrześcijan było niewolnikami, a byli też i tacy, którzy mieli niewolników. Nawołuje on, by niewolnicy pokornie wykonywali swą niewolniczą pracę na chwałę Pana (co wcale nie znaczy, że Bóg popiera i sankcjonuje niewolnictwo!). Czasy się, dzięki Bogu, zmieniły i dziś możemy się cieszyć wolnością. Ale te słowa wcale nie przestały być aktualne, choć nie jesteśmy "douloi". Gdyby apostoł Paweł ów list mógł napisać raz jeszcze i skierować go do nas, ludzi XXI wieku, zapewne napisałby mniej więcej tak: "Pracownicy, wykonujcie należycie zadania powierzone wam przez waszych pracodawców..." - i znaczenie będzie z grubsza to samo.

Sam sobie próbuję odpowiedzieć na pytanie: co to znaczy być "chrześcijańskim pracownikiem"?  Na pewno nie znaczy to: jestem chrześcijaninem, więc w niedzielę nie pracuję. Owszem, dzień zarezerwowany dla Pana (a także rodziny) jest bardzo ważny. Niezależnie od tego, czy jesteśmy przywiązani do pierwotnego "dnia pańskiego", czyli soboty, czy też świętujemy w dniu zmartwychwstania Chrystusa, niedzielę. Z całą pewnością potrzebujemy dostosowania "rytmu pracy" tak, byśmy mogli uczestniczyć w życiu Kościoła. Wielu pracodawców podchodzi do tego ze zrozumieniem, co bardzo cieszy, i mówią: "oczywiście, możemy się dogadać" - tym samym respektują po prostu konstytucyjne prawa obywatela - chrześcijanina. Życie chrześcijańskie to przecież coś więcej, niż tylko chodzenie do kościoła raz w tygodniu. Chrześcijanin powinien wyróżniać się także w pracy. Być "chrześcijańskim pracownikiem" to znaczy być lojalnym wobec swego pracodawcy, uczciwie i jak najlepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków. To znaczy sumiennie pracować - nie tylko wówczas, gdy szef patrzy, ale także, gdy szefa nie ma. Szef może być akurat nieobecny, może czegoś nie widzieć lub nie zauważyć i nas z tego nie rozliczyć, ale Bóg widzi i nas z tego rozliczy! Spójrzmy na to tak: gdy się zatrudniamy, oznacza to, że sprzedajemy swój czas, swoje umiejętności i swój wysiłek swemu pracodawcy. Tym samym przestają one należeć do nas i jeśli nie pracujemy rzetelnie, to... okradamy swego pracodawcę! Być "chrześcijańskim pracownikiem", to znaczy być pracownikiem godnym zaufania, być człowiekiem, któremu bliźni może ze spokojem powierzyć swoje zasoby, wiedząc, że będą dobrze użyte, nie zostaną zmarnowane ani wykradzione. Ważna jest także nasza postawa wobec ludzi, którzy nas otaczają - przełożonych, współpracowników, podwładnych, klientów...

Być "chrześcijańskim pracownikiem", to znaczy dbać o interesy pracodawcy tak, jak o własne, jak tylko najlepiej potrafimy. Przeczytajmy przypowieść Pana Jezusa o pomnażaniu talentów: "Będzie bowiem tak jak z człowiekiem, który odjeżdżając, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. I dał jednemu pięć talentów, a drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. A ten, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, obracał nimi i zyskał dalsze pięć. Podobnie i ten, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. A ten, który wziął jeden, odszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze pana swego. A po długim czasie powraca pan owych sług i rozlicza się z nimi. I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. Wreszcie przystąpił i ten, który wziął jeden talent, i rzekł: Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; oto masz, co twoje. A odpowiadając, rzekł mu pan jego: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie siałem, i zbieram, gdzie nie rozsypywałem. Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem. Weźcie przeto od niego ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma. A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów." (Ewangelia Mateusza 25, 14 - 30). Ci słudzy wykonywali pracę dla swego pana. I tak właśnie też powinno wyglądać życie zawodowe "chrześcijańskiego pracownika". "Chrześcijański pracownik" to człowiek, który dokłada wszelkich starań, by pracodawca miał z niego pożytek i by firma, dla której pracuje, rozwijała się jak najlepiej, produkowała jak najlepsze towary, pozyskiwała jak najwięcej klientów - by zarówno pracodawca, jak i klienci byli jak najbardziej zadowoleni. Mamy prawo oczekiwać godziwej zapłaty, ale wówczas, gdy sami dajemy godziwą pracę i pracodawca ma z nas korzyść.

Czy potrafimy dostrzec, że także nasza praca zawodowa - nawet jeśli nie jesteśmy etatowymi pracownikami w Kościele - może być też pracą dla Pana, formą ewangelizacji? Ewangelizacja bowiem to nie tylko opowiadanie o Chrystusie ludziom dookoła, ale także - a raczej przede wszystkim - dawanie świadectwa nie słowem, ale życiem. Możemy mówić każdego dnia miliony pięknych słów, ale więcej możemy uczynić, jeśli będziemy pięknie żyli i też pięknie pracowali. Można być misjonarzem na chwałę Pana, ale można też być sprzedawcą w sklepie na chwałę Pana, mechanikiem samochodowym na chwałę Pana, inżynierem na chwałę Pana, murarzem na chwałę Pana a nawet śmieciarzem czy zamiataczem ulic na chwałę Pana! Bo to, jakim jesteśmy pracownikiem, świadczy o naszym sercu, o naszym charakterze. Bóg, gdy człowiek się nawraca, daje nowe serce, a w sercu tym także pragnienie służby dla innych i pracy. Praca jest Bożym nakazem. Musimy pracować na nasz chleb codzienny w mozole, od czasu gdy Adam z Ewą zgrzeszyli i Bóg nie zgadza się na nieróbstwo i żerowanie na innych ("Kto nie chce pracować, niechaj też nie je" - 2. List do Tesaloniczan 3, 10). Ale praca jest także łaską - co szczególnie zauważa się, gdy tak trudno ją dostać - i może sprawiać wiele radości. Bóg ukarał człowieka za grzech koniecznością trudu pracy, lecz daje także nagrodę - bo dobrze wykonana praca daje człowiekowi satysfakcję i radość w sercu!

"Etos pracy" wiąże się nierozerwalnie z głębokim życiem duchowym, z prawdziwym chrześcijaństwem. Serce chrześcijanina, to serce spragnione pracy i czerpiące radość z pracy. Bo "chrześcijański pracownik" wie, że pracuje przede wszystkim dla Boga i Jego chwały i że to Bóg jest jego "Szefem wszystkich szefów". Dlatego jeśli piszę, że pragnę "pracować po chrześcijańsku", znaczy to, że pragnę się podobać Bogu, który jest znacznie bardziej wymagający od każdego człowieka - więc powinienem się także spodobać każdemu mądremu ziemskiemu szefowi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz