niedziela, 29 listopada 2015

Powołani na apostołów

"Nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie; Jan bowiem chrzcił wodą, ale wy po niewielu dniach będziecie ochrzczeni Duchem Świętym. (...) ...weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dzieje Apostolskie 1, 4 - 5 i 8)
Jeśli dziś zapytamy: "kim są apostołowie?", usłyszymy najpewniej mniej lub bardziej kompletną listę Dwunastu - tych, którzy byli najbliżej Jezusa podczas jego ziemskich dni. Ale przecież nawet Biblia mówi nam o znacznie szerszym gronie Apostołów. Można zaryzykować nawet twierdzenie: także kobiety były apostołkami! Gdy czytamy Biblię, możemy odnieść wrażenie, że Jezus ustanowił jakąś hierarchię, w której centrum był On, potem Dwunastu, potem inni apostołowie, potem zaś uczniowie (lud) - niebezpieczne jest spojrzenie na to przez pryzmat katolicyzmu z jego hierarchią. Apostołowie nie byli wyżej w strukturach Kościoła, niż inni - oni byli sługami, którym została powierzona misja rozprzestrzeniania Ewangelii (w szerszym znaczeniu), a także dbanie o spójność nauczania chrześcijańskiego, kierownictwo i koordynacja na poziomie ponadlokalnym (w węższym znaczeniu). Greckie słowo "apostolos" oznacza "wysłannik", a dziś byśmy powiedzieli... "misjonarz". Ci, którzy wędrują dziś w najdalsze krańce ziemi, wypełniają dokładnie to samo zadanie apostolskie! Jeśli dziś nazywamy ich "misjonarzami" a nie "apostołami", to chyba głównie dlatego, by tytułem tym wyróżnić tych, którzy na własne oczy oglądali Chrystusa  i nieśli potem w świat to, co osobiście od Niego usłyszeli!

Jezus zwrócił się zacytowanymi słowami do konkretnych ludzi ze swego otoczenia i wydał im konkretne polecenia, które ich dotyczyły.  Ale gdyby powołanie apostolskie miało obejmować tylko tych ludzi, którzy stykali się z nim bezpośrednio, twarzą w twarz, Jezusa trzeba by uznać za zwykłego człowieka, żydowskiego "guru" i to bez wielkiej wizji i wyobraźni! Jego pierwsi uczniowie nie wiedzieli, jak wielki jest ten świat - On wiedział.  Ci, do których mówił, już dawno nie żyją - ich ciała zgniły i rozsypały się w proch, i nawet nie wiemy, gdzie są ich groby. Niektórzy z nich dotarli bardzo daleko - rozeszli się po Bliskim Wschodzie, Europie, a Tomasz dotarł ponoć aż do Indii. Był to nie lada jaki wyczyn w czasach, gdy podróżowało się pieszo, na grzbietach zwierząt czy też na łodziach i statkach, których mobilność i pewność były mocno ograniczone. Jezus wiedział przecież dobrze, że ci pierwsi nie dotrą zbyt daleko, że rozprzestrzenienie Ewangelii na cały świat to praca dla wielu, wielu pokoleń i tysięcy, tysięcy wysłanników! To, o czym czytamy na początku Dziejów Apostolskich, to jedynie początek doskonale zaplanowanej "reakcji łańcuchowej". Myślałem, żeby to określić "pierwszą falą", ale fala przecież nie wzbudza kolejnej fali, a sama zanika. Być może lepszym byłoby porównanie z lawiną, gdzie na początek w ruch wprawionych zostaje ledwie kilka kamieni - czynię to z wahaniem, bo lawina to kataklizm, i nie może się kojarzyć z niczym dobrym, ale... Apostołowie rozeszli się i głosili Dobrą Nowinę ludziom, których serca z kolei też były pobudzane, by szli dalej i nieśli Ewangelię kolejnym - jak w lawinie kamień uderza w kolejne kamienie, a te siłą uderzenia wprawiane są w ruch...

Ci pierwsi apostołowie służyli tylko do rozruchu! Tak naprawdę każdy chrześcijanin jest powołany do tego, aby być apostołem, w szerszym znaczeniu tego słowa - pewnie, że nie od razu, ale we właściwym dla siebie czasie. Najpierw jest nawrócenie i okres uczniostwa - słuchania, poznawania Prawdy, dojrzewania w wierze. Nim Jezus rozesłał apostołów, przez trzy lata chodzili oni za Nim, ucząc się od Niego i poddając formacji. Owszem, już od początku pociągali innych, mówiąc: "Spotkaliśmy Mistrza! Chodź i posłuchaj..." - i nieraz i teraz uczeń przyprowadza Panu kolejnego ucznia, ale to jeszcze nie jest apostolstwo. Tak, jak ziarno zasiane w ziemi potrzebuje słońca, deszczu i minerałów w ziemi zawartych, aby wzrastać, tak samo człowiek potrzebuje słuchać, czytać i modlić się wiele, by wzrastać w wierze i by dojść w niej do dojrzałości. Gdy dla owych pierwszych apostołów skończył się czas nauki i gdy ich wiara została ugruntowana, potrzebowali już tylko mocy Ducha Świętego, na którego zesłanie czekali niewątpliwie rozmyślając wciąż o słowach Mistrza i modląc się. Chrzest Duchem Świętym na kartach Biblii przejawiał się duchową ekstazą - będącą uzewnętrznieniem ognia, jaki w nich został wlany wraz ze zstąpieniem Ducha Świętego - "darem języków", może i prorokowania... Nie zawsze jest to tak spektakularne, jak ten pierwszy raz, ale w każdym razie jest to jakby świadectwo dopełnienia podstawowej formacji u Mistrza. To nie znaczy, że nasza edukacja duchowa się kończy, bo ona trwa całe życie a i tak nie odkrywamy wszystkiego, ale jest to punkt, w którym Bóg mówi: "Jesteś gotowy! Idź!"

Praca apostolska trwa już 2000 lat, a przecież wciąż są miejsca i grupy ludzi, do których dopiero teraz docierają misjonarze! Każdy chrześcijanin powinien być głosicielem Ewangelii i zabiegać o dusze innych ludzi. Nie wolno nam myśleć: to nie nasza sprawa i nie nasze zadanie. Pewnie, że nie każdy ma predyspozycje i możliwości, żeby pojechać gdzieś daleko w świat - i nie każdy jest do tego powołany. Posługę apostolską, misyjną można bowiem wypełniać w bardzo różny sposób, do różnych jej form jesteśmy powoływani. Jedni jadą wgłąb dżungli, w wysokie góry lub w bezkresne pustkowia - obowiązkiem całego Kościoła jest ich przygotowywać i wspierać, tak duchowo, jak i materialnie, i troszczyć się o rozwój misji. Inni zajmują się ewangelizacją w swoim kraju, czy mieście. Inni są powołani, by szerzyć Ewangelię poprzez wszelkiego rodzaju sztukę. A wszyscy jesteśmy powołani do tego, aby każdy, kto się z nami na co dzień styka, mógł usłyszeć o Jezusie. Być apostołem to znaczy iść z Chrystusem do drugiego człowieka każdego dnia - bez względu na to, czy idziemy bardzo daleko, czy też bardzo blisko. Apostołem można być także... wewnątrz Kościoła - troszcząc się o wierność Ewangelii i jedność w Kościele.

Misja apostolska w Kościele nie ustała wraz ze śmiercią tych, których zwykliśmy nazywać "Apostołami".  O pierwotnym Kościele mówimy czasem "Kościół czasów apostolskich" - to dość wygodny "skrót myślowy", ale tak naprawdę Kościół Chrystusowy dziś nie jest mniej apostolski, niż był 2000 lat temu. Warunkiem jest wierność Ewangelii, posłuszeństwo Bogu i obecność Ducha Świętego, bez których tak naprawdę w ogóle nie ma Kościoła. Naśladując Chrystusa, naśladujemy równocześnie apostołów, gdyż oni naśladowali Chrystusa. Jesteśmy wówczas Kościołem Chrystusowym i tym samym Kościołem apostolskim - i mamy wciąż to samo zadanie, które winniśmy wypełniać według naszych, danych nam od Boga, uzdolnień i w poleconym nam zakresie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz