sobota, 21 listopada 2015

Ogłuszeni

"Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!" (Ewangelia Mateusza 11,15)
W moim ulubionym kalendarzu chrześcijańskim "Dobry Zasiew" pod datą 19 listopada br. jest takie rozważanie: "Gdy weszliśmy do młyna, ogłuszył nas huk maszyn, które kolejno prezentował nam ich właściciel. Oprowadzał nas po różnych urządzeniach, objaśniając ich działanie. Nie słyszałem kompletnie nic. Gdyby mnie przy wyjściu ktoś zapytał, czy właściciel coś mówił, odpowiedziałbym, że nie, jednak nie byłoby to prawdą. On mówił do nas, ale ja nic nie słyszałem, gdyż huk maszyn całkowicie zagłuszył jego głos. Podobnie jest z tysiącami ludzi wokół nas. Bóg przemawia do wszystkich ludzi, ale Jego głos zagłuszają różne rzeczy tego świata. Już z samego rana, podczas śniadania, włączamy radio i słyszymy różne głosy tego świata, a głos Boży, najważniejszy, zostaje zagłuszony. Na stole leży gazeta - ileż w niej szumu tego świata zagłuszającego głos Boży! Zanim ludzie znajdą trochę czasu na myślenie o Bogu i wieczności, już zaczyna ich otaczać huk własnego młyna! Stan ten często trwa do momentu, aż udadzą się na spoczynek. A potem przychodzi następny, bliźniaczo podobny dzień."
 
Może się to zda komuś dziwne, ale... przypomniał mi się fragment trzeciej części legendarnego filmu "Powrotu do przyszłości" i książki, którą napisano w oparciu o scenariusz. Oto główni bohaterowie - Marty McFly i Doc Brown - muszą uciekać z Dzikiego Zachodu A.D. 1885 do swojej teraźniejszości, roku 1985. W czasie ma ich przenieść samochód DeLorean, który musi być rozpędzony do 88 mph - używają do tego celu lokomotywy, która pcha samochód i specjalnego paliwa. Lokomotywa nabiera ogromnej prędkości, hałasując przy tym okropnie. W tym hałasie i pędzie Doc Brown nie słyszy głosu wołającej go kobiety, która niespodziewanie dla Marty'ego i Doca znalazła się z nimi w lokomotywie... Ale nie chcę wam opowiadać o filmie! Jeśli o nim zacząłem, to dlatego, że ten świat przypomina mi właśnie taką rozpędzoną lokomotywę: pęd i huk, pęd i huk, pęd i huk... Czyż nie ogłusza nas na ten Głos, który jest najważniejszy? Czyż nie ograbia nas z tego, co najcenniejsze?
 
Ten świat oszalały w pędzie i huku nie jest przyjaznym dla człowieka środowiskiem i nie zostaliśmy stworzeni do takiego życia. Żyjemy w pędzie - bo wciąż za mało czasu, bo praca, bo pieniądze, bo kariera. Żyjemy w szumie - wciąż zalewani bełkotem polityków, mniej lub bardziej ważnymi wiadomościami, plotkami i całą masą innych bzdur. W tym świecie człowiek jest coraz bardziej samotny i coraz bardziej zagubiony. To nie jest przypadek, że coraz częściej słyszymy o samobójstwach, że coraz więcej ludzi ma problemy psychiczne. Myślę, że nie jest też przypadkiem, że coraz częściej ludzie wątpią w istnienie Boga. Bo w pędzie i hałasie tego świata Jego głos przestaje być dla nas słyszalny - nie dlatego, by był tak słaby, tylko dlatego, że nie znajdujemy już czasu dla Boga, by zatrzymać się i słuchać. ZATRZYMAĆ się i SŁUCHAĆ! Jego słowa - i te z Biblii i te z cichej rozmowy w modlitwie - to życie, a pęd tego świata jest pędem ku śmierci.

2 komentarze:

  1. wszystko co światowe, cielesne przemiją : niszczeje i umiera - więc kto w nich szuka ukojenia, kto w nich szuka pokoju ducha, buduje na nich ten zawiedzie się. Prędzej czy później jego życiowa budowla runie bo zbudowana nie jest na jedynym trwałym fundamencie czyli na Stwórcy wszechrzeczy : Jezusie Chrystusie. On jest wieczny - w nim jest sens życia, ukojenie i nadzieja ............. " Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie " - Ewangelia Mateusza 11:28 Biblia Warszawska

    kto nie ma nadziei w Chrystusie, ten upadnie. Kto w Nim nie ma nadziei ponad ten świat i to ciało, ten zatraca się w tym świecie i w sprawach ciała, ale czas lecia grzech, pożądliwości i marności nie nasycą człowieka, co najwyżej chwilową go omamią - ale rozkosz grzechu, czy radowanie się marnościami ziemskimi szybko mija a potem przychodzi większa ciemność, większa beznadzieja, bo taki człowiek widzi że kolejne rzeczy zawiodły, jego wysiłki poszły na marne a jest starszy i z brakiem nadziei i oparcia w Chrystusie jest przekonany że z każdym dniem jest bliżej końca, więc wraz z upływającym czasem słabnie i słabnie - pojawia się depressje, nerwice, samobójstwa lub kompletne zatracenie się w jakimś grzechu, marności i tak aż do śmierci, lub opamiętaniu się i zwróceniu się ku Chrystusowi.

    Im większa bezbożność tym cięższe czasy, im większa bezbożność tym więceh depresji i samobójstw a co dopiero mówić gdy nadejdą gigantyczne wojny i krach. Wtedy to będzie dopiero epidemia tych rzeczy, bo wtedy ludzi zobaczą że są nadzy, że ich świat zbudowany na tym co doczesne i cielesne ginie - ale wierzę że wielu wtedy zwróci się do Chrystusa - tego prawdziwego, Wszechmogącego - alfy i Omegi.
    Niestety wielu wtedy wpadnie w pułapkę fałszywych proroków - czy to pod szyldem organizacji religijnych - jak organizacja Świadków Jehowy, KADS, katolicyzm i wiele innych jak i indywidualnych "proroków" - powstanie wielu fałszywych proroków i zwiodą wielu - Mateusz 24

    ale wpierw początek boleści -

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze co do początku boleści : http://mieczducha888.blogspot.com/2015/05/poczatek-bolesci-to-kwestia-przyszosci.html

    OdpowiedzUsuń