piątek, 13 listopada 2015

"Niepasujący" puzzel

"A gdyśmy szli na modlitwę, zdarzyło się, że spotkała nas pewna dziewczyna, która miała ducha wieszczego, a która przez swoje wróżby przynosiła wielki zysk panom swoim. Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia. A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł." (Dzieje Apostolskie 16, 16 - 18)
Niekiedy słyszę, że "chrześcijaństwo powinno być bardziej otwarte", że "chrześcijanie powinni być ludźmi dialogu", że "chrześcijanie muszą wreszcie zrozumieć, że jest wiele dróg, które prowadzą do tego samego celu", że "powinna być chęć jedności i współdziałania w dobrym", że "trzeba być po prostu dobrym człowiekiem, a idzie się dobrą drogą", etc. Bardzo wielu religijnych ludzi, którzy uważają się za "chrześcijan", wpadło w tą pułapkę i możemy ich ujrzeć, jak uprawiają jogę, jak wróżą, jak uprawiają medytację buddyjską, praktykujących reiki i przeróżne szamańskie metody... Słyszałem o pewnym klasztorze, gdzie mnisi benedyktyńscy spotykają się z mnichami buddyjskimi, a nawet wspólnie piszą książki o duchowości! Nawet w Polsce mamy parafie, które w podobnym duchu zapraszają buddystów, by przybliżać ludziom ich wiarę. Nawet Jan Paweł II "dialogował" z pogaństwem na potęgę - czego przykładem jest całowanie Koranu oraz spotkania w Asyżu - a na pogrzebie "świętej" Matki Teresy z Kalkuty poganie modlili się do swoich bożków za zgodą hierarchów katolickich!

Gdybyśmy mieli praktykować "dialogowanie" i współpracę z pogaństwem, to przecież opisana wyżej sytuacja była wyśmienitą okazją do "dialogowania" i "współdziałania"! Bo czyż nie były prawdą słowa, które poprzez jej usta wypowiadał demon? Mogło się zdawać, że wszelkie jej wierzenia i praktyki to tylko "alternatywna droga" ku temu samemu celowi! Zastanawiam się nad tym, jaki cel mógł mieć diabeł w mówieniu w tym przypadku prawdy, ba - w wykrzykiwaniu jej wobec wielu ludzi? Nie znajduję innego uzasadnienia, jak skłonienie apostołów, by ufnie nawiązali "dialog" i "współpracę". Szatan liczył zapewne, że dostrzegą "wspaniałe możliwości", jakie dawało im towarzystwo tej kobiety i że podejmą współdziałanie i że dostrzegą "wielość bożych dróg", że "rozmiękczą" Ewangelię... Diabeł się przeliczył! I został przepędzony. Dziś przychodzi i do nas - pod postacią uśmiechniętych mnichów, "nauczycieli", "mistyków" - i zachęca nas uprzejmymi gestami, byśmy spróbowali czerpać z "różnych źródeł" i szli razem, i przekonuje nas, że "przecież wcale nie musimy odrzucać Jezusa", że "Ewangelie nie dają pełnego obrazu Jezusa", a nawet, że "Ewangelie sfałszowano, a teraz oni chcą nam pomóc poznać prawdziwego Jezusa" i że "przez wieki Jezus nie był przez chrześcijan dobrze rozumiany"...

Jesteśmy kuszeni "głębszym uduchowieniem", większymi możliwościami "poznania prawdy", ukojeniem serca, poszukiwaniem harmonii ze światem, dążeniem do pokoju i jedności - zaprzestania wojen i braterstwa. To wydaje się być "spaniałą ofertą", bo wydaje się być odpowiedzią na wielkie pragnienie serca każdego wrażliwego człowieka. Popularne fast-foody reklamują się często zdjęciami wielkich, rumianych buł z kawałem porządnego mięsa w środku, a co otrzymujemy? Gumiaste bułeczki z mielonką napchaną nie wiadomo czym. A ludzie się tym zajadają, bo komuś udało się im wmówić, że jest to dobre i wartościowe! W podobny sposób promowana jest "uniwersalna duchowość", ponadreligijne "poszukiwanie prawdy i braterstwa". A otrzymujemy... tak samo "wartościowy" pokarm duchowy, jak buły z fast-foodu - o tyle gorszy, że fast-food truje nasze ciało, a "uniwersalna duchowość" i "ponadreligijny dialog" nasze dusze. 

Gdy więc spotykamy się z propozycjami, byśmy zainteresowali się buddyzmem lub jogą, trzeba powiedzieć: "apage, satanas!" Bo nie ma innego Boga, niż ten, który o sobie powiedział "Jahweh"; innej drogi, niż ta, którą jest Chrystus; nie ma innej prawdy, niż Słowom Boga; nie ma innego oświecenia, niż to, którego źródłem jest Duch Święty! Dialog z tymi, którzy nie idą tą samą drogą jest oczywiście możliwy i nawet potrzebny - by poznać ludzi, zrozumieć ich światopogląd, znaleźć "punkty zaczepienia" i głosić Ewangelię! Próby wpasowania się w "religijno-światopoglądową mozaikę" są diabelskim zwiedzeniem i nie mają sensu, bowiem nie ma nic, co by mogło być punktami stycznymi wiary chrześcijańskiej z religiami niechrześcijańskimi, choć pewne elementy mogą wyglądać podobnie. Mając styczność z ludźmi, którzy próbują układać takie "duchowe puzzle" i wzywają chrześcijan do "wpasowania się", ja mówię: my do tej układanki nie pasujemy! Oczywiście mógłbym "dialogować" i "medytować", mógłbym ćwiczyć jogińskie asany i studiować nauki Buddy i inne "święte księgi", ale nie mam ochoty być elementem diabelskiej układanki, nawet jeśli pozornie (!) inne jej elementy zdają się pasować do Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii.

"
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan,I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący." (2. List do Koryntian 6, 14 - 18)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz