czwartek, 19 listopada 2015

Mur a nie most!

"Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym..." (2. Księga Mojżeszowa 20, 4 - 5) "Strzeżcie usilnie dusz waszych, gdyż nie widzieliście żadnej postaci, gdy Pan mówił do was na Horebie spośród ognia, abyście nie popełnili grzechu i nie sporządzili sobie podobizny rzeźbionej, czy to w kształcie mężczyzny, czy kobiety..." (5 Mojżeszowa 4, 15 - 16)
Bóg nasz jest wielkim radykałem. Bóg mówi nie tylko: Ja sam tylko będę ci Bogiem i od innych masz się odwrócić. On mówi także: nie uczynisz sobie niczego, co będziesz czcił; nie uczynisz sobie nawet mojego wyobrażenia, aby nie stanęło ono pomiędzy mną a tobą!" Bóg nie ma cielesnego oblicza i każdy, kto próbuje mu je nadać, obraża Boga. W wielu katolickich "świątyniach" są obrazy, które obrażają Boga, bo nadano Panu naszemu ludzkie oblicze. Nawet w samym Watykanie są malowidła, które są zniewagą dla Boga! Jest to niczym splunięcie przeciwko Bogu. Ten, kto sporządza figurę lub malowidło i śmie to nazwać "wyobrażeniem boga", dopuszcza się wielkiego grzechu, bluźnierstwa!

"Ikona jest widzialnością niewidzialnego i nie mającego obrazu, ale przedstawionego w sposób cielesny ze względu na słabość naszego rozumienia" - pisał w VII wieku, gdy ikonolatria już się rozpleniła wśród wierzących, Jan Damasceński, czczony przez katolików i prawosławnych jako "święty" i "doktor Kościoła". Te słowa ukształtowały światopogląd katolików i prawosławnych, którzy po dziś dzień twierdzą, że przez wizerunki oddają cześć jedynemu Bogu. Ludzie mówią: "Ale przecież czcimy Boga, więc nie jest to grzechem! Bóg zakazał czynienia wizerunków innych bożków - nie zakazał czynienia własnych symboli i wizerunków chrześcijańskich!" Powołują się przy tym na fakt, że Bóg nakazał sporządzić Arkę Przymierza z figurami cherubów oraz miedzianego węża, który był symbolem zbawienia, podczas wędrówki przez pustynię i nakazał czcić swój Przybytek. Zgoda! Ale nikt nie czcił Arki i złotych cherubów i jeśli izraelici padali na twarz, to nie przed Arką, lecz przed Bogiem, który tam zstępował ze swą mocą; nie czcili miedzianego węża - a gdy zaczęli, król z woli Boga go zniszczył; a "cześć wobec Przybytku" była tylko poszanowaniem miejsca świętego, do którego zstępował Pan. 

Ludzkie nauki i przekonania tak mocno zatarły w ludziach "duchowy wzrok", że nie widzą już wyraźnie Słowa Bożego! Bóg mówi jasno: "Nie czyń sobie" i nie dodaje "chyba, że..."! Nie zgadza się nie tylko na żadne "złote cielce", ale nawet na własne wyobrażenia mające służyć kultowi, a co dopiero na wizerunki ludzi. Wyraża się bardzo precyzyjnie! I choć 2000 lat temu sam sobie nadał ludzkie oblicze, przychodząc na ziemię jako Chrystus, nigdy nie powiedział: "Oto mnie teraz widzicie i możecie nadać kształt waszym wyobrażeniom i tworzyć je". Zakaz raz dany jest ponadczasowym! Czyż nie jest zastanawiające, że nikt spośród tysięcy uczniów, którzy oglądali Chrystusa na własne oczy, nie sporządził żadnego Jego portretu, że nikt nie pokusił się o to, by stworzyć i zachować Jego wizerunek dla tych, którym nie było dane Go zobaczyć na własne oczy i dla przyszłych pokoleń? Chrystusa spróbowano namalować dopiero przeszło 200 lat po jego śmierci. Najstarsze jego "wyobrażenia" to "dobry pasterz" z rzymskich katakumb (poniżej po prawej), będący w istocie wierną kopią... starożytnych wyobrażeń greckiego bożka Hermesa! Wyobrażenie to nazywane jest Hermes Kripophoros (Crioforo), co znaczy "Hermes niosący baranka" (poniżej po lewej). 


Jakże Hermes stał się "Chrystusem z katakumb"? Pewnie dlatego, że Chrystus sam nazywał siebie Dobrym Pasterzem, a może i ze względu na "Pasterza"... Hermasa, która to księga była tak popularna w Rzymie wśród chrześcijan, że niektórzy chcieli ją nawet wprowadzić do kanonu biblijnego. Wydaje się jednak, że największą rolę odgrywała fascynacja kulturą grecką. Rzymianie byli nią tak zafascynowani, że kopiowali z niej podstawy dla własnej cywilizacji - nawet religia Rzymu była tylko kopią religii starożytnej Grecji! Tendencjom tym ulegali także chrześcijanie - i pewnie dlatego Chrystus pojawia się najpierw w sztuce pod postacią Hermesa, gładkolicego młodzieńca. Potem upowszechnia się "schrystianizowane" malarstwo bizantyjskie, szerząc się nie tylko w Bizancjum, ale i na Bliskim Wschodzie, a potem też wśród Rusinów, a na zachodzie poprzez Rzym. Całe "sakralne malarstwo" świat odziedziczył po poganach z Grecji i Bizancjum! Fakt, że żaden z uczniów Chrystusa nie sięgnął ani po farby, ani też po dłuto nie świadczy tylko o tym, że wychowali się w kręgach kulturowych, gdzie tworzenie wizerunków kultycznych było zabronione, lecz także i o tym, że zakaz ten rozciąga się na wszystkie czasy, że nie został anulowany przez Boga.

Wróćmy jeszcze raz do słów Jana z Damaszku: "Ikona jest widzialnością niewidzialnego i nie mającego obrazu, ale przedstawionego w sposób cielesny ze względu na słabość naszego rozumienia". Mówi on ni mniej ni więcej, tylko: wizerunki są potrzebne ludziom ze względu na ich duchową ślepotę! Nie są one żadnym "mostem" pomiędzy nami a "światem ducha", są raczej dramatycznym zredukowaniem wszystkiego co duchowe i wzniosłe do takiego poziomu, by ludzie - prostaczkowie mogli to "ogarnąć"! Tymczasem nie mamy redukować tego co duchowe do poziomu naszej percepcji, naszych możliwości postrzegania i pojmowania, lecz mamy się wzbijać ponad to, co materialne i dające się "ogarnąć" zmysłami i rozumem, w "świat ducha". Nie mamy materializować naszych wierzeń, lecz pozwalać Bogu, by przemieniał nas, byśmy nie byli tylko człowiekiem cielesnym, lecz stawali się człowiekiem duchowym. 

Jezus powiedział kiedyś pewnej kobiecie: "Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie pochodzi od Żydów. Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie" (Ewangelia Jana 4, 21 - 24) Bóg nie oczekuje od człowieka rzeczy niemożliwych i gdybyśmy rzeczywiście nie byli zdolni wznieść się myślami poza to, co można zobaczyć czy dotknąć, nigdy by takich wymagań nie stawiał! Jeśli tak powiedział, to znaczy, że nie potrzebujemy żadnych specjalnych miejsc - żadnych "świątyń" czy "sanktuariów", w których i tak On nie mieszka (por. Dzieje Apostolskie 17, 24) - ani tym bardziej żadnych wyobrażeń stworzonych ręką człowieka. Wytwarzać je zaczęli ludzie, którzy z pogaństwa wynieśli pewne przyzwyczajenia, wyobrażenia i ograniczenia, skażając tym chrześcijaństwo. Potem zaś wmówiono ludziom, że tak właśnie powinno być i "zakuto ludzi" w kajdany wizerunków, by nie wzbijali się w "świat ducha" i by można było nimi łatwo kierować. Figury i obrazy nie są "mostami" do "świata ducha", lecz murami, które nas od niego odgradzają.

Jesteśmy powołani do tego, by stawać się "człowiekiem duchowym", by wykraczać poza ramy cielesne, materialne - i to powinniśmy czynić, idąc za głosem Chrystusa. Na pierwotnej wierze Kościoła osiadła gruba warstwa obcych naleciałości i choć mogą być one bardzo atrakcyjne kulturowo i być nazywane "tradycją" i "dziedzictwem przodków", powinniśmy mieć odwagę otrząsnąć się z tego, zrzucić je z siebie - niechże staną się tym, czym jedynie być mogą: historią i zabytkami! A my powinniśmy wolni, niczym nieskrępowani i nieograniczani wzlatywać w "duchowy świat". Był taki moment w moim życiu, gdy musiałem odrzucić wizerunki stworzone przez człowieka, by być wolnym w "świecie ducha". Nie pogardzam jednak tymi, którzy żyją pod ograniczeniami, z zamkniętymi oczami - pragnę i dla nich wolności i łaski wzniesienia się ponad materię, do "świata ducha" i latania w nim na szeroko rozpiętych skrzydłach wiary! Modlę się o to, by ten wzlot był dla nich możliwy, ale... każdy z nas ma wolną wolę i sam musi podjąć życiowe decyzje - i nie do nas należy osąd innych, lecz do Boga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz