poniedziałek, 30 listopada 2015

Krytykanci - groby pobielane

"A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego." (Ewangelia Mateusza 7, 3- 5)
Jest wielu ludzi, którzy bardzo chętnie i bardzo często zajmują się innymi ludźmi, zamiast zajmować się sobą. Oni "wszystko wiedzą najlepiej", lubują się w wyłapywaniu wszelkich "błędów" u innych, nawet najmniejszych "uchybień" - a raczej tego, co się im nimi zdaje być - i czują się powołani do tego, by oznajmiać bliźniemu, jak to złe jest jego życie i jak to "wielce uchybia" on w wierze. Ich wielką "życiową pasją" jest wyłapywanie każdej najmniejszej "ryski" na życiu innych i... "robienie z igły widły". Potrafią milczeć czasem bardzo długo. Toczą się czasem ciekawe i wzniosłe dyskusje - oni siedzą cicho. Zabierają głos bardzo chętnie dopiero wówczas, gdy dostrzegą "uchybienie" i mogą się zająć realizacją swej życiowej pasji "naprawą bliźniego". Czynią to według własnej wizji świata i "dobrego życia". 

Czyż nie tak właśnie postępowali dobrze nam znani z Biblii faryzeusze? A Jezus nie zostawił na nich "suchej nitki"! "Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że oczyszczacie z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości. Ślepy faryzeuszu! Oczyść wpierw wnętrze kielicha, aby i to, co jest zewnątrz niego, stało się czyste. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia." (Ewangelia Mateusza 23, 24 - 28). Faryzeusze robili wiele, by uchodzić za "mistrzów w wierze", za bogobojnych i porządnych ludzi i jednocześnie z nadzwyczajną surowością potrafili oceniać bliźnich i wyszukiwać ich najdrobniejsze "uchybienia" - czynili tak i względem samego Pana. A tu "trafiła kosa na kamień", bo stanęli wobec kogoś, przy kim na nic się zdają wszelkie pozory, bo ma pełne wejrzenie w serce człowieka, w jego myśli i całe życie. Jezus brutalnie odarł ich w jednej chwili z tej całej powierzchownej "bogobojności" i "cnotliwości". Możemy w tym dostrzec złość Boga na hipokryzję człowieka, ale Jezus nie czyni tego z pogardą, lecz z pragnieniem, by ludzie ci dostrzegli swój stan i przyszli, by zostać oczyszczonymi.

Krytykować innych i wciąż krytykować jest w sumie najłatwiej. Można sobie wybrać nawet jakieś fragmenty Biblii i przystroić swoje krytykanctwo w "chrześcijańską szatkę", a na twarz założyć maskę z wyrazem obłudnej "troski o bliźniego". Dokładnie tak czynili faryzeusze! Człowiek taki sam siebie w ten sposób przekonuje, że przecież czyni to z troski o bliźniego, dla jego dobra i polepszenia jego duchowego stanu i że przecież "tak mówi Bóg". Dokładnie takie było przekonanie faryzeuszy! Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że owa maska i "piękne szatki cnoty" widoczne są raczej głównie dla tego, kto je zakłada - natomiast ci, przed którymi odgrywa swą rolę "cnotnisia" i "mentora", zazwyczaj widzą dokładnie, co takiego ma pod spodem! Krytykantowi zdaje się, że "poprawia ten świat i życie bliźnich", a tymczasem tylko odgrywa przed światem żałosną tragifarsę! A potem ma za złe ludziom, że zaczynają się śmiać! Niejeden raz w swoim życiu zachowywałem się przed ludźmi jak... żałosny dupek (przepraszam, jeśli kogoś rażą takie słowa), myśląc przy tym, że jestem "głosem Boga dla świata". Później złościłem się, gdy mnie wyśmiewano i oczywiście z odrazą patrzyłem na każdego, kto "śmiał" mi powiedzieć, że jestem żałosnym dupkiem (nawet jeśli nie tak dosadnie), a przy tym zwykłym... szkodnikiem w Kościele. Teraz muszę przyznać: oni mieli wiele racji! Postawa i poczynania, które uważałem za "cnotliwe" nie przyniosły żadnej korzyści - mam tylko nadzieję, że szkody nie były znaczne. Jeśli wciąż krytykujemy innych i czujemy się dobrze w tej roli, nie jest to z ducha Bożego!

Jezus uczy nas, byśmy zamiast szukać uchybień u innych i poddawać ich ostrej krytyce, przyjrzeli się uważnie sobie i poddali krytyce samych siebie. To jest znacznie trudniejsze, bo zmusza nas do tego, byśmy pozbyli się maski obłudnika i szatek "prawdziwej pokory i pobożności", w których tak dobrze się czujemy krytykując wciąż innych. Gwarantuję, że gdy zaczniemy poszukiwać uczciwie u siebie samych uchybień, wad i grzechów, i zajmiemy się nimi, stracimy ochotę na ciągłe zajmowanie się innymi, wyszukiwanie "rysek" na ich życiu i krytykowanie! Gdy uświadamiamy sobie swoją grzeszność i oddajemy prawdziwie życie Jezusowi, w sercu pojawia się też pokora, która wymiata ducha krytykanctwa i oskarżania. Łatwo jest pójść do czyjegoś domu i powiedzieć: "ależ tu bałagan!", zamiast zająć się bałaganem u siebie - często dbamy tylko o to, by drzwi były zamknięte, okna zasłonięte i by nikt nie widział tego, co jest w środku. Człowieku, który wiecznie krytykujesz innych - skrytykuj wreszcie raz a porządnie sam siebie i zajmij się bałaganem, który masz we własnym życiu! Większa z tego będzie korzyść i dla ciebie samego i dla innych!  

Do tych, którzy uważają się za chrześcijan, a krytykują i oskarżają wierzących, Bóg mówi: "Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy" (List do Rzymian 14, 4). Bóg mówi także: "A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł" (1. List do Koryntian 10, 12). Wreszcie mamy ukazanego także tego, od którego pochodzi duch krytykanctwa i oskarżania! "I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie. I usłyszałem donośny głos w niebie, mówiący: Teraz nastało zbawienie i moc, i panowanie Boga naszego, i władztwo Pomazańca jego, gdyż zrzucony został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarżał ich przed naszym Bogiem" (Apokalipsa 12, 9 - 10).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz