środa, 4 listopada 2015

Bez wyboru

"Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie." (1 List do Tesaloniczan 5, 22)
Wybory za nami. Emocje już trochę opadły... choć nie sądzę, by miało to być długie uspokojenie. Chciałbym napisać: "obawiam się", ale chyba raczej muszę napisać: "jestem świadomy". Czego jestem świadomy? Tego, że już niebawem znów będziemy słyszeć od jednych, jacy to źli i głupi są ci drudzy i jak bardzo szkodzą (i na odwrót). 

Jest taki stary dowcip:
- Co to jest "cisza wyborcza"?
- To czas, gdy politycy nie mogą kłamać.
Ja bym powiedział jeszcze: "To taki błogosławiony czas, gdy nie mogą się ze sobą kłócić i się nawzajem opluwać"!

Praktycznie przed każdymi wyborami słyszę pytanie: "A ty na kogo będziesz głosował?", albo jestem przekonywany, że: 1) pójście do wyborów, to mój patriotyczny obowiązek; 2) powinienem koniecznie poprzeć tych a tych ludzi, to a to ugrupowanie... Niektórzy zresztą próbują wplatać w to "elementy bogoojczyźniane", próbując wmówić, że skoro Bóg powierzył nam kraj, to nie pójście do wyborów jest "grzechem", bo nie idąc do urn "nie troszczymy się o kraj dany nam przez Boga". Słowo Boże mówi nam o wielu ważnych sprawach ale na pewno nie o tym, że mamy chodzić głosować i popierać jednych przeciwko drugim ludzi, którzy się ciągle kłócą! Jeśli ile razy przed wyborami słuchałem PO, były ataki na PiS, a ile razy słuchałem PiS, były ataki na PO i jeśli pomniejsze partie i ich przedstawiciele również w podobny sposób się na siebie rzucały, a także na PO i PiS, to jakiż jest wybór? Wspierać jednych krzykaczy przeciw drugim krzykaczom? Dać mój głos na jedno zło, przeciwko drugiemu złu? Dlatego w dzień wyborów pozostałem w domu. To nie brak troski o kraj, lecz brak zgody na to, co się w kraju dzieje i jak postępują ludzie, którzy chcą tym krajem rządzić.

Cóż jest największym problemem naszego kraju? Ktoś powie: zadłużenie. OK, to jest duży problem. Ktoś inny: bezrobocie. OK, to też jest duży problem (którego sam boleśnie doświadczam). Ktoś dorzuci: bieda, niskie zarobki, wysokie podatki. OK, i z tym się zgadzam. Ktoś powie: problemy gospodarki. OK, to prawda. Ale największym problemem naszego kraju jest, że serca milionów ludzi, którzy tu żyją, są zepsute przez grzech! I serca naszych polityków są zepsute przez grzech! Przerażające jest to, że nawet ludzie, którzy mówią o sobie: "wierzący", a nawet: "wierzący - praktykujący" i dość często odnoszą się do Boga i Biblii, lub nauk swego Kościoła, mają usta, z których wylewa się grzech: pogarda, nienawiść, pycha. To jest nieszczęście naszego kraju! Nie głosowałem, bowiem nie chcę uczestniczyć w ich brudnych grach i w tym, jak traktują innych ludzi, swoich rodaków i bliźnich. Gdy będę widział ich dalsze kłótnie i to, jak niszczą Polskę i skłócają naród, będę miał przynajmniej ten spokój własnego sumienia, że nie dostali oni mojego poparcia.

Losy kraju nie są mi obojętne, bowiem Słowo Boże nakazuje nam troskę o kraj, gdzie żyjemy. Demokracja nie jest "bożym systemem" (nawet królestwo nim nie jest!) ale Bóg pozwala na ten system - podobnie, jak wieki, wieki temu się zgodził na to, by Izrael miał króla - i ma w nim swoich ludzi, może w nim działać. I chętnie pójdę do urny, gdy będę mógł zagłosować zgodnie z moimi przekonaniami i moim sumieniem - na ludzi o czystych sercach, rękach i ustach. Pragnąłbym głosować na ludzi, którzy będą realizowali politykę po "linii chrześcijańskiej", ale ta "linia chrześcijańska" to musi być coś więcej (dużo więcej!) niż tylko deklaracje wiary i przywiązania do nauk i wartości głoszonych w Kościele, niż tylko sprzeciw wobec złą aborcji czy homoseksualizmu. To musi być realnie budowane na chrześcijańskich, biblijnych wartościach - w tym także pokorze i miłości bliźniego.

Naród zdecydował, że całkowitą władzę przejmują ludzie z jednej partii i ja przyjmuję to z pokorą - a czy rządy ich będą błogosławieństwem, czy też przekleństwem, to pokaże czas. Obowiązkiem chrześcijanina jest modlić się w intencji kraju i ludzi sprawujących w nim rządy. I to wsparcie nowe władze od chrześcijan muszą otrzymać. Modlę się jednak o to, byśmy w przyszłości mieli lepszą możliwość wyboru, byśmy mogli wybierać to, co dobre, by jeśli już żyjemy w ułomnej (!) demokracji, pojawili się ludzie, którzy zdołają wnieść nową, prawdziwie chrześcijańską, JAKOŚĆ do naszego życia politycznego. Pragnę w naszych elitach politycznych ludzi, którzy będą się troszczyć o kraj i naród, którzy nie będą się kłócić i opluwać innych, którzy wspólne dobro będą przedkładali nad własny interes, a działalność polityczna będzie dla nich naprawdę misją. Pragnę móc wspierać DOBRE w polityce, a nie wciąż rozważać co jest mniejszym złem - bo zło jest zawsze złem. Modlę się o to, bym kiedyś wreszcie mógł zagłosować z czystym sumieniem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz