piątek, 16 października 2015

Rozpoznać to, co szlachetne

1 List do Tesaloniczan 5, 21: "Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!" ("Biblia Tysiąclecia"); "Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie" ("Biblia Warszawska").
Słowa te przypomniał mi nie tak dawno temu pewien zagorzały katolik, gdy próbowałem podjąć dyskusję dot. tzw. "Koronki do Miłosierdzia Bożego". Sprawa dotyczyła poważnych błędów teologicznych zawartych w tej katolickiej modlitwie. Problem dotyczy słów: "Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa-Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata." Słowo Boże uczy nas, że to Jezus sam się za nas ofiarował i złożył ofiarę. Człowiek nie może w ofierze składać Boga, bowiem Bóg nie jest w jego mocy. Bóg się oddał w ręce człowieka jeden jedyny raz, gdy sam, dla naszego zbawienia, stał się człowiekiem i umarł za nas na krzyżu. Człowiek nie ma absolutnie żadnego udziału w tym dziele zbawienia, które dokonało się raz na zawsze i zakończyło się wraz z ostatnim tchnieniem Chrystusa na krzyżu! Jakże możemy coś ofiarować Bogu, jeśli nasze grzechy uczyniły nas martwymi? Cóż może zrobić trup dla poprawy własnej kondycji? Wówczas dowiedziałem się, że nie powinienem o tej modlitwie się wypowiadać, skoro jej nie praktykuję i przez to "nie rozumiem jej głębi". Padły też słowa zachęty, by się tak modlić i modlić aż do skutku, aż pojmę wszystko. W dodatku założenie jest takie: jeślibym wciąż i wciąż widział sprzeczność, to znaczy, że powinienem dalej się modlić i szukać prawdy - do czasu, aż przekonanie o sprzeczności z Biblią zaniknie! No i wspomniane słowa z Listu do Tesaloniczan. Jedna sprawa: ja tą modlitwę dobrze znam i odmawiałem ją z wiarą wielokrotnie - przestałem po dokładniejszym zbadaniu, po poznaniu Słowa Bożego i odkryciu, że ta wiara, jaka wiąże się ze słowami podanymi przez siostrę Faustynę, nie jest w ogóle kompatybilna z tym, co głosi na ten temat Słowo Boże! Jednak nie o tym chcę dzisiaj pisać.

Wróćmy do słów: "Wszystko badajcie / wszystkiego doświadczajcie". Czy aby na pewno powinniśmy badać i poznawać empirycznie absolutnie wszystko, nim orzekniemy, czy jest to dobre i prawdziwe, czy też złe i błędne? Kiedyś w pewnym katolickim (!) opracowaniu dot. problemu sekt przeczytałem, że... przekonanie o tym, że pełne zrozumienie "prawd" adept zyska dopiero po przyłączeniu się do sekty i przyswojeniu sobie jej nauk i praktyk. I w tym wypadku można by użyć w sposób manipulatorski słów apostoła Pawła: "Wszystko badajcie / wszystkiego doświadczajcie"! Czy powinniśmy np. zacząć praktykować pogaństwo i okultyzm, zanim orzekniemy, że jest to złe? Czy naprawdę powinniśmy najpierw zaangażować się w praktykowanie np. reiki, jogi czy medytacji transcendentalnej, nim orzekniemy, że jest to zło, szatańskie zwiedzenie, fałszywa "duchowość"? Oczywiście warto przyglądać się i poznawać inne religie, lecz nie empirycznie - by wiedzę móc potem wykorzystać dla szerzenia Królestwa Niebieskiego i ochrony przed złem. A może powinniśmy popróbować seksu pozamałżeńskiego, homoseksualizmu i przeróżnych innych praktyk seksualnych, nim nazwiemy je złem i grzechem? Czy powinniśmy najpierw sięgnąć sami po pornografię, nim zaczniemy mówić o jej zgubnym wpływie? A może powinniśmy popróbować narkotyków i wlewać w siebie hektolitry alkoholu, nim orzekniemy, że jest to złe i zgubne? Nie! Apostołowi w żadnym razie nie o to chodziło, byśmy sprawdzali wszystko na sobie...

Abyśmy mogli cokolwiek badać i oceniać, abyśmy mogli trafnie rozpoznać, co jest dobre a co złe, potrzebujemy być do tego bardzo dobrze przygotowani. Tak, jak bardzo niebezpiecznie jest zapuszczać się w dziką dżunglę, bez treningu / doświadczenia, bez przewodnika i bez stosownego wyposażenia, tak też równie niebezpiecznie jest zabrać się do badania praktyk duchowych i religijnych, a także innych "niepewnych obszarów" naszego świata (przeróżnych praktyk i przekonań, jakie funkcjonują wśród ludzi) bez solidnej podstawy, która może nam dać rozeznanie. Tą solidną podstawą jest Słowo Boże. Jest ono też swoistym "sitem", przez które najpierw możemy (i powinniśmy!) "przesiać" to, co jest obiektem naszych dociekań, o czym mamy rozsądzić czy jest to dobre czy też złe w oczach Boga. Jeśli to, co jest obiektem naszych badań nie przechodzi przez owo "sito", jeśli jest niezgodne ze Słowem Bożym, jeśli jest w kolizji z biblijnymi przykazaniami lub pouczeniami, wówczas fakt ten w zupełności wystarcza do tego, by te praktyki i przekonania odrzucić, jako błędne i diabelskie. Jeśli coś nie wytrzymuje "biblijnej próby", nie musimy tego badać dalej. Oczywiście niekiedy dalsze badanie może być pożyteczne - bo im lepiej znamy czyjeś wierzenia i praktyki, tym lepszym jesteśmy  "kołem ratunkowym" rzuconym zagubionym ludziom przez Boga. Czasem przy głębszym poznaniu możemy znaleźć w ludzkich wierzeniach i przekonaniach jakiś "punkt zaczepienia", który pozwala nawiązać dialog i poprowadzić ku prawdzie. Jednak by się tym zajmować, musimy być najpierw dobrze wyszkolonymi i zakorzenionymi głęboko w Bogu i Słowie Bożym "komandosami", byśmy sami nie zostali zwiedzeni i zatopieni.

"Wszystko badajcie / wszystkiego doświadczajcie" nie oznacza wcale wezwania do empirycznego poznania, lecz do przyglądania się sprawom w świetle nauki płynącej od Samego Boga. To Słowo Boże mamy znać przede wszystkim i poprzez nie spoglądać na świat i ono ma być naszą "lupą" w badaniu tego wszystkiego, co nas otacza, co do nas dociera, co jest nam głoszone i do czego jesteśmy czasem przekonywani i zachęcani. Tak, jak dla wielu naukowców podstawowym instrumentem zdobywania wiedzy i ukazywania prawdy o świecie są mikroskopy i teleskopy, tak dla nas musi to być Słowo Boże - Biblia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz