niedziela, 18 października 2015

Rewolucja zaczyna się od... miłości

"Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego." (Ewangelia Marka 12, 31) "Jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest." (Ewangelia Mateusza 5, 46 - 48)
W ostatnim czasie przetacza się przez Polskę fala protestów antyimigranckich. Napływ nielegalnych imigrantów i fatalna polityka europejska względem tej kwestii, są w ostatnim czasie niezwykle palącym problemem. Nie dziwię się wcale temu, że Polacy protestują, bowiem nasi sąsiedzi i Unia Europejska arogancko próbują nam narzucać swoje postanowienia i swoją fatalną politykę. Stracono już całkowicie kontrolę nad tym, kto przybywa, dlaczego opuścił swój kraj i czego oczekuje od nas. Ci, którzy uciekają przed wojną i terrorem, to już tylko niewielka część tych, którzy się przedostali do Europy - w tym tłumie przyszło wielu, którzy chcą po prostu pieniędzy i łatwego życia, a także wielu takich, którzy niosą wojnę i terror do Europy. Głośna była sprawa imigrantów - muzułmanów, którzy na Morzu Śródziemnym potopili płynących z nimi uchodźców chrześcijańskich. Wiemy o przemocy wobec chrześcijan ze strony muzułmanów w ośrodkach imigracyjnych. Dość głośno zrobiło się też w ostatnim czasie o atakach na chrześcijan pochodzących z krajów islamskich w Skandynawii. Czyż jest dziwne, że nie chcemy islamu w Europie? Jednak nie o tym chcę mówić - do tego tematu powrócę wkrótce...

W jednaj z relacji z antyimigranckich protestów zobaczyłem takie oto zdjęcie:

Wywołało ono u mnie ogromny niesmak i przerażenie. Przeraża mnie postępująca wulgaryzacja i brutalizacja życia społeczno - politycznego. Przeraża mnie też fakt, że w to wszystko wkomponowany zostaje krzyż Chrystusa - że ci ludzie występują pod znakiem krzyża Pana i może wydaje im się, że reprezentują "chrześcijańskie wartości". GWARANTUJĘ, że Jezus nie poszedłby w marszu pod takim hasłem. Używanie krzyża do walki z innymi ludźmi i do "autoryzowania" nim takich poglądów i działań, jest BEZCZESZCZENIEM krzyża i imienia Chrystusa Pana! Nasuwają mi się słowa Chrystusa: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!"

*****

Gdy zwracamy się z pogardą i nienawiścią przeciwko drugiemu człowiekowi, gdy złorzeczymy mu, przeklinamy go i obrzucamy go obelgami, nie występujemy tylko przeciwko niemu, lecz także przeciwko Bogu, który go stworzył i który go kocha. Bóg kocha każdego człowieka - dobrego i złego, mądrego i głupiego - i każdy, kto występuje przeciwko swemu bliźniemu, sprawia Bogu ogromny ból. Pomimo, że "ofiara krzyża" dokonała się w ściśle określonych ramach czasowych i zakończyła się definitywnie - nie trwa wiecznie, to jednak ból Boga rozciąga się ponad wiekami i każdy, kto grzeszy - także ten, kto żyje nienawiścią i pogardą dla innych - bierze udział w ofierze, która dokonała się na Golgocie, jako kat przybijający Chrystusa do krzyża! Ten, kto żyje nienawiścią i pogardą - a także ten, kto żyje chciwością, rozpustą, pychą, itp. - żyje z "rękoma", na których jest krew Chrystusa Pana! Nawet jeśli zdaje mu się, że "broni słusznej sprawy" i jako "dobry chrześcijanin" występuje "pod sztandarem Chrystusa"! Ten, kto czyni zło pod znakiem krzyża i z imieniem Boga na ustach, służy w rzeczywistości diabłu, a to, co czyni, dla Boga jest obrzydliwością! Cóż powiedzą ci, którzy tak czynią, gdy kiedyś staną przed Chrystusowym Sądem i co powie Chrystus? "W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie" (Ewangelia Mateusza 7, 22 - 23)

Pięknie by było, gdyby ten świat był idealny, a każdy człowiek postępowałby dobrze i mądrze. Jest jednak inaczej. Ludzie bywają głupi i źli. Niestety, tacy ludzie dostają się także do polityki i to na najwyższe urzędy. Zdarzają się i ludzie zwyczajnie podli i okrutni, którzy z przerażającą bezwzględnością realizują przeróżne swoje cele. Nie czuję się powołany do tego, by napisać coś o naszych przywódcach, czym się kierują prowadząc taką a nie inną (uważam, że skrajnie błędną) politykę - od osądu ludzkich serc jest Bóg. Ale fakt, że ktoś czyni źle i głupio, czy nawet postępuje w sposób okrutny i bezwzględny, nie zwalnia nas z posłuszeństwa Słowu Boga, który mówi nam tylekroć, że mamy miłować ludzi! Przeciwnie - im więcej w nich zła i głupoty, tym bardziej potrzeba ich kochać i się za nich modlić! Jeśli są źli, módlmy się, by ich serce uległo przemianie i by przestali czynić zło. Jeśli są głupi, módlmy się, by otrzymali dar poznania, co robią źle i dar mądrości. Jeśli ludzie będący u szczytu władzy źle czynią, od tego mamy zbliżające się wybory - módlmy się o mądrość dla nas, byśmy wybrali lepszych i o tych, którzy będą wybrani! Jeśli z pogardą i złością odnosimy się do złych i głupich, sami jesteśmy źli i głupi! Nie ma dobroci i mądrości tam, gdzie brakuje miłości i pokoju w serc.


"Czy może ślepy ślepego prowadzić? Czy obaj nie wpadną do dołu? (...) A dlaczego widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego" (Ewangelia Łukasza 6, 39 i 41 - 42) Nigdy nie podniesie drugiego człowieka z jego upadku ten, kto sam leży. Mogą krzyczeć na siebie, mogą się szarpać, ale ten, kto leży, nigdy nie będzie mógł pomóc drugiemu wstać. Nigdy nikomu nie pomożemy, jeśli będziemy się do niego odnosić z pogardą, krzyczeć na niego, pluć i przeklinać. Nawet jeśli ten człowiek czyni źle, to nasza złość i pogarda nie uczynią nigdy nic dobrego! W ten sposób tylko pomnaża się na tym świecie zło i głupota i zamiast czynić ten świat lepszym, czynimy go stale coraz gorszym i gorszym, bo grzech niszczy świat. Jeśli ktoś chce czynić świat lepszym, piękniejszym i bardziej przyjaznym człowiekowi, musi paść na kolana i uderzyć nie w drugiego człowieka, ale we własne piersi i wyznać własne winy - musi otworzyć swe serce przed Bogiem, by Bóg w nim zamieszkał i przemieniał je i napełnił miłością.

Bóg powołuje nas do tego, byśmy podnosili innych... PODNOSILI! - nie rzucali w nich "kamieniami" naszego gniewu, pogardy i tego, co wylatuje z naszych ust ("Albowiem z obfitości serca mówią usta. Dobry człowiek wydobywa z dobrego skarbca dobre rzeczy, a zły człowiek wydobywa ze złego skarbca złe rzeczy. A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu. Albowiem na podstawie słów twoich będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony" - Ewangelia Mateusza 12, 34 - 37). Abyśmy mogli usłużyć innym i przysłużyć się naszemu krajowi i całemu światu, najpierw musimy z pokorą w skruszonym sercu pójść pod krzyż i prosić łaski! Nie ma człowieka, który by się w swoim życiu nie wywrócił. "Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego" (List do Rzymian 3, 10 - 12). Jeśli widzisz kogoś, kto upadł, wspomnij na to, ile razy ty sam upadałeś. Jeśli widzisz kogoś, kto czyni zło, przypomnij sobie, ile zła ty sam uczyniłeś. Jeśli widzisz czyjeś chamstwo i głupotę, pomyśl, jak często ty sam zachowałeś się w swoim życiu jak cham i skończony idiota. Jeśli uczciwie spojrzysz, człowieku, najpierw na własne życie i uczynki, to ujdą z ciebie "gazy", które cię nadymają - buta, która rodzi zgniły owoc nienawiści i pogardy dla innych - i przestaniesz patrzeć na innych przez "błonę" twojej własnej złości i głupoty. Ta "błona" się rozpadnie i nic z niej nie zostanie. I nie będziesz miał już czasu na kopanie bliźnich, bo będziesz robił przede wszystkim to, co najbardziej potrzebne - zajmiesz się naprawą własnego serca!

"Pan tego świata" - właśnie za kogoś takiego uważa się szatan - daje nam naprawdę wiele powodów do irytacji. Jemu bardzo zależy na tym, aby nas pobudzić do złości, aby siać w ludzkich sercach niezgodę, pychę, pogardę, arogancję... To wszystko jest ZIARNEM ZNISZCZENIA! Zniszczenie dokonuje się nawet wówczas, gdy złość i wzniesiona przeciwko drugiemu człowiekowi - realnie, lub tylko w przenośni - pięść, zdają się być całkowicie uzasadnione, gdy jesteśmy do tego prowokowani przez zło i głupotę.  Nie uczynimy swego otoczenia, kraju i świata lepszym, gdy w naszym sercu będzie złość i pogarda, bo to dokonać się może tylko przez pokorę i miłość! Tej miłości nie możemy zaś ograniczać tylko do tych, których uważamy za wartościowych, dobrych i mądrych, którzy dobrze czynią (często jest to bardzo subiektywne!)... Bóg rzuca nam wyzwanie, byśmy w miłości przekraczali wszelkie granice - także granice własnych przekonań, własnych interesów, a nawet przepaście własnego bólu i krzywd, które wydają się być nie do przejścia, nie do zignorowania i na wieki! Nikt z nas nie jest doskonały, ale mamy doskonałego Boga, który chce nas udoskonalać i czynić dla nas świat piękniejszym, napełniając serca pokojem i miłością ponad wszystko.

MIŁOŚĆ, której źródłem jest Bóg, jest zarzewiem prawdziwej rewolucji! Jeśli chcemy, by żyło się nam lepiej, potrzebujemy tylko jednego - doskonalej KOCHAĆ!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz