niedziela, 18 października 2015

Bóg przemawia

"Powierz Panu drogę swoją, Zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni." (Psalm 37, 5)
Gdy mówimy ludziom, że się wierzymy w Boga, chodzimy na nabożeństwa i modlimy się, większość przyjmuje to normalnie. Nawet jeśli nie podzielają tej wiary, potrafią uszanować czyjeś przekonania. Inni mówią: "Nie bądź naiwny!" ale też - nawet jeśli kpią z wiary w brutalny sposób - traktują na ogół raczej jak nieszkodliwego, ciut "upośledzonego" człowieka. Gorzej bywa, gdy przyznajemy się, że nie tylko mówimy do Boga w modlitwie i wierzymy, że On nas wysłuchuje, ale też słyszymy Jego głos, jak do nas przemawia. Thomasz Szasz kpił kiedyś: "Kiedy mówisz do Boga – modlisz się; Kiedy Bóg mówi do ciebie – masz schizofrenię." Czasem odnoszę wrażenie, że także część wierzących podziela to zdanie - i nawet gdy praktykują mówienie do Boga (modlitwa), nie bardzo wierzą w to, że Bóg może przemawiać do człowieka. No, ewentualnie może wybiera sobie tylko jakichś "wielkich mistyków". Ludzie często myślą chyba, że zwykły człowiek nie jest godny tego, by Bóg do niego przemawiał, a gdy od kogoś dowiadują się, że jednak właśnie to czyni, gotowi są tego, kto tak twierdzi, nawet posądzić o pychę. A jednak Bóg przemawia do człowieka. Czasem Jego głos rozbrzmiewa w przestrzeni, lecz częściej w sercu - lecz tak samo wyraźnie. Czasem nie jest to też wcale nawet "wewnętrzny głos", bo Bóg potrafi przemawiać na wiele różnych sposobów...

Być może będzie to ryzykowne stwierdzenie, ale... czasem zdarza mi się słyszeć głos Boga - i jako głos, czasem tak bardzo wyraźny, że aż niepojęte, że nie przechodzi przez moje uszy, i jako "głos - niegłos". Przesłaniem od Boga może być właściwie wszystko: obraz, dźwięk, zapach, etc.! Dziś na przykład Bóg posłużył się... piosenką!

Postanowiłem wybrać się do Poznania, do przyjaciół z "The Way Church" - międzynarodowej społeczności, której przewodzi pastor Afrykańczyk i duża część Braci i Sióstr także jest z różnych afrykańskich krajów. Jednym z powodów wyprawy na ich nabożeństwo był niedawny ślub jednej z Sióstr i jej niedługi wyjazd z Polski. Pomimo, że pogoda była nie najlepsza - dość ciepło, ale zdecydowanie "mokro", od samego rana nieprzyjemna mżawka - postanowiłem jechać autostopem. Z jednej strony pieniędzy mam niezbyt wiele, a z drugiej... bardzo to lubię. Powiedzmy szczerze: niedzielny świt nie jest dobrym czasem na autostop! I mówiono mi: "Zobacz! Prawie nie ma ruchu! Idź na pociąg, jeśli chcesz dojechać do Poznania!" Przyznam, że miałem chwilę wahania, ale... jednak stanąłem przy zatoczce autobusowej, z kartką "Poznań" w ręku i uśmiechałem się do przejeżdżających z rzadka kierowców. Wkrótce jednak zaczęły wzbierać we mnie wątpliwości. Podszedłem do słupa z rozkładem jazdy autobusów międzymiastowych - jeden o 8.05, kolejny o 8.20. "Asekuracja" była... Ale w moim sercu rozbrzmiała nagle pieśń: "Zaufaj Panu już dziś..."



Boży głos: "Odwagi! Zaufaj mi!" Potem jeszcze chyba ze dwa razy podchodziłem do słupa z pewnym delikatnym drżeniem w sercu: "A te autobusy 'jakby co', to czy aby na pewno jeżdżą w niedzielę?" Wówczas to "Zaufaj Panu już dziś..." niesamowicie wzbierało, tak że właściwie cały czas w moim sercu śpiewałem ten refren. Gdy nadjechał autobus 8.05, pozwoliłem mu spokojnie jechać dalej. Wiedziałem, że będzie kolejny, ale też owo "Zaufaj Panu już dziś..." w moim sercu brzmiało z tak wielką siłą, że czułem - a było to na granicy z pełnym przekonaniem - że ja tym autobusem nie pojadę. I może 2 - 3 minuty po tym, jak minął mnie autobus 8.05, ja... byłem już w drodze do Poznania! Zabrała mnie przemiła młoda kobieta i wraz z nią dojechałem bardzo blisko miejsca, gdzie Kościół "The Way" gromadzi się na nabożeństwa i z takim zapasem czasu, że zdążyłęm jeszcze zjeść porządne śniadanie! Jakże więc nie wierzyć w to, że ta piosenka była na ten niedzielny poranek głosem Boga, Bożym przesłaniem dla mego serca?

To, co każdy człowiek powinien dostrzec i zrozumieć, to fakt, że Bóg jest! Wiara to nie jest filozoficzny system oparty na starych pismach zwanych "Biblią", lecz więzią pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Bóg żyje! Bo Bóg sam w sobie jest życiem. I ani nie jest w żaden sposób upośledzony, że może tylko słuchać, ale mówić nie może, ani też nie traktuje ludzi wybiórczo: "o, tego uczynię mistykiem i będę do niego mówił a reszta niech odmawia swoje do mnie pacierze". Wiecie, w naszych czasach wiele się mówi o potrzebie dialogu - żeby na świecie żyło się lepiej, żeby ludzie się do siebie zbliżali, itp. I wiecie co? My mamy Boga, który idealnie w ten sposób myślenia się wpasowuje! Nasz Bóg jest Bogiem dialogu! Jest Bogiem, który słucha i naprawdę chętnie mówi - bowiem dialog zbliża do siebie nie tylko ludzi, ale także człowieka do Boga. Problem w tym, że człowiek często pozostaje głuchy na Jego głos, lub nie potrafi go rozpoznać, a czasem z uporem go tłumi i jeszcze śmieje się z tych, którzy głos Boga słyszą i rozpoznają. Bóg przemawia do nas, ludzi bezustannie, tylko my mamy często problemy z odbiorem, bo nasze serca stwardniały, bo ludzie swoje oczy i uszy odwrócili od Boga - to niby jaki mamy mieć odbiór?

Słyszeć głos Boga to naprawdę nie jest jakiś wielki mistycyzm - to powinna być chrześcijańska norma, bo nie jesteśmy stworzeni tylko do tego, by odmawiać pacierze i ślepo się podporządkowywać, lecz jesteśmy stworzeni i powołani do tego, by każdego dnia naszego życia mieć społeczność z Bogiem. Jesteśmy powołani do tego, by być w ciągłej z Nim relacji, w ciągłym i - co ważne - funkcjonującym w obie strony kontakcie. Jeśli ktoś z uporem chce widzieć w tym mistycyzm, to w porządku, można powiedzieć tak: jesteśmy powołani do tego, by być mistykami przez całe swoje życie! Myślę, że to się zaczyna, gdy... zaufamy Panu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz