niedziela, 12 lipca 2015

Przebaczajmy, by serca nasze były czyste!

"Wtedy przystąpił Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy" (Ewangelia Mateusza 18, 21 - 22) "Miłość (...) nie prowadzi rachunku krzywd..." (1. List do Koryntian 13, 5)
Właśnie te słowa dane nam od Boga przypomniał mi Duch Boży, gdy natknąłem się na relację z marszu upamiętniającego mord wołyński. Oczywiście to był czyn straszny i nie wolno nam o tym zapominać, ale powinniśmy się nad tym razem pochylić i dbać o to, by to się już nie powtórzyło. Wina była po obu stronach - bo Ukraińcy dokonali strasznego mordu, ale do niego by nigdy nie doszło, gdyby Polacy nie obsiedli ukraińskiej ziemi i nie traktowali jej jako swojej. Zresztą dlaczego, rozpamiętując wciąż mord wołyński, "zapomina" się o tym, że także Polacy niejednokrotnie mordowali Bogu ducha winnych Ukraińców?  Wciąż udajemy, że my tylko "święci", że my nikomu nigdy nic, a zawsze przez wszystkich tylko krzywdzeni. Nie odpowiada mi patriotyzm "martyrologiczny" - zwłaszcza, gdy brak jest równocześnie odwagi do tego, by uderzyć się w piersi i ze łzami w oczach uznać i wyznać własne narodowe grzechy. Tak naprawdę mod tego właśnie powinniśmy zacząć - od własnej spowiedzi, nie od przypominania i wypominania grzechów innych przeciwko nam. Bardzo bym pragnął, by moi Rodacy poszli wreszcie pod innym transparentem: "Wołyń PRZEBACZAMY".

Uważam, że takie nieustanne rozpamiętywanie krzywd, rozdrapywanie starych ran, niczemu dobremu nie służy. "Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana, bacząc, żeby nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej, żeby jakiś gorzki korzeń rosnący w górę, nie wyrządził szkody i żeby przezeń nie pokalało się wielu..." (List do Hebrajczyków 12, 14 - 15). Obserwuję, że wyrasta z tego "owoc" pogardy i nienawiści, i pragnienia zemsty. Widać też wyraźnie, jak podnosi się poziom agresji wśród ludzi, którzy karmią się dawnymi krzywdami naszego narodu. Ów biblijny "korzeń goryczy" do tego stopnia zatruwa serca, że z wrogością zwracają się do każdego, kto mówi, że nasi przodkowie nie byli wcale "niewiniątkami", że winy są po obu stronach, i wzywa do przebaczenia i pojednania. To coś zupełnie przeciwnego pragnieniu Boga, naukom Jezusa, Ewangelii Chrystusowej. To nie jest chrześcijańska droga! Brak przebaczenia i celebrowanie krzywd nie są drogą do pojednania, nie są Boża drogą. Jeśli w sercu ludzkim nie ma miłości i przebaczenia, to znaczy, że jego życie nie toczy się po Jezusowej drodze. I jest pilna potrzeba, by z tej drogi zawrócić - bo jest to droga diabelska, droga do piekła. I nie pomoże nam etykietka "wierzący chrześcijanin", jeśli za tą etykietką nie kryje się chrześcijańska zawartość" i w praktyce będziemy właśnie tą drogą podążać.

Ludzie niemal 2000 lat temu przybili Chrystusa do krzyża. I była to zbrodnia niesłychana - jakiej świat nie widział nigdy wcześniej ani później - i trudna do pojęcia: ludzie zamordowali swego Boga! A On z krzyża modlił się: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" (Ewangelia Łukasza 23, 34) i po zmartwychwstaniu nie wraca już do tej sprawy, nie skarży się na swe krzywdy, nie wypomina, co uczyniono mu na krzyżu i wcześniej podczas "procesu", nie domaga się niczego od swych katów, nie domaga się kary dla nich... Owszem, pragnie, by i oni przyszli do Niego, by móc doznać jego doskonałego przebaczenia i łaski zbawienia. Nie potrzebują oni uczynić nic więcej względem Niego, jak każdy inny grzesznik! Kto z nich się nie nawrócił, nie otrzyma sroższej kary w dniu sądu; a ten, kto się nawrócił (jeśli był ktoś taki), nie otrzyma mniejszej nagrody niż inni z tego powodu, że brał udział w torturach i ukrzyżowaniu Pana. Oczywiście Jezus jest Bogiem i jest doskonały pod każdym względem, ale do przebaczenia nie potrzeba wcale nadzwyczajnych, boskich mocy!

Bóg oczekuje od nas, byśmy miłość i przebaczenie uczynili programem dla naszego życia, dla naszego codziennego funkcjonowania. Bóg jest źródłem miłości i przebaczenia i uzdalnia nasze serca do miłości i przebaczenia. Gdy nasze serce oddajemy Bogu, stając się chrześcijanami, miłość i przebaczenie stają się potrzebą serca naszego - Bóg uzdrawia nasze krzywdy, zranienia, pamięć o narodowych krzywdach. Nie ma takiego zła, które człowiek o "chrześcijańskiej zawartości serca" nie potrafiłby wybaczyć - i nie jest ważne, czy ktoś nam powiedział przykre słowo, czy wymordował setki tysięcy ludzi. Bóg nawołuje nas do przebaczania całkowitego i doskonałego - bez oglądania się na to, czy winni się ukorzyli przed nami i prosili o wybaczenie - aby nasze serca zachować w czystości. Brak przebaczenia kala nasze serce tak samo jak grzech. Brak przebaczenia otwiera nasze serca na grzech. Przebaczanie jest elementem chrześcijańskiej higieny życia.

O tym, co złego się zdarzyło nie powinniśmy zapominać, lecz nasza miłość powinna być zawsze ponad to. Powinniśmy umieć się nad tym pochylić, lecz z przebaczeniem w sercu. Doznane krzywdy powinny być dla nas impulsem do tego, byśmy my sami nie chcieli już nikogo nigdy krzywdzić, a krzywdy wcześniej wyrządzone potrafili dojrzeć i paść na kolana - przed Bogiem i przed ludźmi - z prośbą o wybaczenie. Przebaczenie i żal za własne winy są drogą do pojednania i pokoju serca. A od pokoju w naszym sercu zależy tak bardzo, bardzo wiele. Pokój w naszym sercu nie zmieni całego świata, ale zmieni nas i świat wokół nas, bp zmieni to, jakimi my jesteśmy w tym świecie, jakimi jesteśmy względem innych ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz