wtorek, 23 czerwca 2015

Zabawy z... szatanem

"Gdy tedy wejdziesz do ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje, nie naucz się czynić obrzydliwości tych ludów; niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni, i z powodu tych obrzydliwości Pan, Bóg twój, wypędza ich przed tobą" (Księga Powtórzonego Prawa 18, 9 - 12)
"Spod jakiego jesteś znaku? Ja jestem Koziorożcem..." - z pewnością każdy z nas nie jeden raz w swym życiu usłyszał to pytanie. Ja w każdym razie słyszałem je w swoim życiu bardzo często. Właściwie było to, niestety, niemal nieodłącznym elementem zapoznawania się - padało ono zwykle już przy pierwszym, lub najdalej drugim, spotkaniu. Zwykle w dzieciństwie lub wieku młodzieńczym ta informacja bywa pożądana - zauważam, że później większość wyrasta z takich bzdur, dojrzewa i przestaje zadawać tego rodzaju absurdalne pytania. Może dlatego, że w szkole dowiadujemy się wiele o sobie, o Ziemi i o kosmosie - między innymi tego, że gwiazdy nie są poukładane w żadne konstelacje, a są one tylko tworem ludzkiej wyobraźni. Jednak, niestety, nie wszyscy - są ludzie, dla których gwiazdy, horoskopy, znaki zodiaku pozostają niezwykle ważne do końca życia.

Przerażające jest to, że najczęściej słyszymy je od ludzi, którzy teoretycznie są chrześcijanami. TEORETYCZNIE, czy może raczej "chrześcijanami z urodzenia", bo urodzili się w katolickich rodzinach i zostali bez własnej woli "ochrzczeni". Osoby, które zajmują się astrologią (czy szerzej ezoteryką) i przywiązują znaczenie do znaków zodiaku nieraz chodzą w niedzielę na mszę i czasem do spowiedzi; jeśli są młodzi, chodzą na katechezy. Równocześnie są jednak jak dzieci błąkające się we mgle. Z doświadczenia wiem, że dość rzadko dla nich Bóg jest kimś naprawdę realnym. Zwykle Bóg jest dla nich pewną ideą, czy też nie dającą się zdefiniować do końca uniwersalną mocą; Biblia jedną z "świętych ksiąg"; zasady biblijne i wiara chrześcijańska zaś tylko jedną z możliwych opcji, spośród innych "równie dobrych"; chętnie posłuchają coś z Biblii, a potem pomedytują by spotkać się z "duchowymi przewodnikami" (czasem w tych medytacjach przychodzi do nich nawet fałszywy Jezus!), poczytają Krishnamurtiego, Megre lub jakiegoś innego okultysty.

Z przykrością stwierdzam, że tacy "chrześcijańscy" ezoterycy zupełnie nie są świadomi tego, co to znaczy wierzyć po chrześcijańsku i co mówi Słowo Boże! Myślę, że jest to skutek tego, że przekazano ludziom wiarę, jako pewien zestaw przekonań i zasad, lecz bez Słowa Bożego.  Tymczasem chodzenie do kościoła przy jednoczesnym przywiązywaniu jakiegokolwiek znaczenia do znaków zodiaku i horoskopów, to tak jakby stawiać "Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Mieszanina chrześcijaństwa i pogaństwa, nie jest wcale chrześcijaństwem, nie jest nawet pół-chrześcijaństwem, lecz 100% pogaństwem! Przeraża mnie fakt, że ludzie potrafią pomieszać ze sobą zestawy zupełnie innych przekonań. Rozmawiałem kiedyś z pewnym dziennikarzem lokalnej gazety i on powiedział mi: "Żeby gazeta się dobrze sprzedawała potrzeba dziś sporo ogłoszeń i horoskop, bo ludzie obecnie przede wszystkim tego szukają". A przecież niby żyjemy w społeczeństwie tak bardzo religijnym! Może i religijnym, ale jeśli jest u nas zapotrzebowanie na horoskopy, wróżki, jasnowidzów - i to coraz większe - to znaczy, że żyjemy w kraju, gdzie po 1000 lat teoretycznego chrześcijaństwa pogaństwo wciąż ma się bardzo dobrze i na powrót "pięknie" rozkwita!

Znaki zodiaku i horoskopy to jest okultyzm, to jest pogaństwo w czystej postaci. Podobnie zresztą jak "pierścienie atlantów", wisiorki - talizmany, słoniki z uniesioną trąbą, rybie łuski na szczęście czy malutkie metalowe żabki chowane do portfeli. Nie można być prawdziwie pobożnym chrześcijaninem, a jednocześnie fascynować się astrologią i magią. Jeśli ktoś w niedzielę chodzi do kościoła, a w poniedziałek (dajmy na to) pyta się o znaki zodiaku i czyta horoskopy, to... w zasadzie równie dobrze tą niedzielę może spędzić przed telewizorem, bo to, że w niedzielę pójdzie na mszę (dajmy na to) czy odmówi pacierz naprawdę Boga nie interesuje, jeśli jednocześnie kłania się innym bożkom i słucha szatana i jego instrukcji zawartych m.in. we wróżbach i horoskopach. Czasem słyszę: "Ale ja tak tylko dla rozrywki - wiadomo, że to bzdury!" Uważam, że nie powinniśmy się nawet "bawić" w ten sposób. Niektórzy "bawią" się w wywoływanie duchów lub magię - i skutki są doprawdy opłakane. Jeśli wywoływanie duchów to "tylko zabawa", to dlaczego osoby, które w tym uczestniczą, doznają demonicznych ataków i dlaczego w miejscach takich praktyk dzieją się potem różne straszne rzeczy? Jeśli horoskopy to "tylko zabawa", to jak to się dzieje, że ludzie ulegają tak silnemu zniewoleniu, że czasem nie potrafią zacząć dnia inaczej, jak od zapoznania się z aktualnym horoskopem, a coraz częściej ważne życiowe decyzje najpierw konsultują z wróżką?

My możemy coś traktować lekko, robić coś dla "zabawy", dla "rozrywki", dla "jaj", ale szatan tych praktyk wcale nie traktuje lekko - jest w nich obecny na całkiem poważnie i używa takich "rozrywek", by omotać nasze serce. Bóg - trzeba to jasno powiedzieć - również te sprawy traktuje bardzo poważnie. On chce całego naszego serca. On nie chce odebrać nam radości i rozrywki, ale chce, byśmy także w rozrywce, w zabawie, pozostawali w 100% przy Nim i nie bawili się w nic, co pochodzi od szatana, bądź ma jakiekolwiek z nim powiązania. Jeśli zaoferujemy Bogu 80% swego serca, a 20% na coś, co może mu się nie podobać i powiemy: "Panie! Pozwól nam się bawić. To tylko zabawa, więc nie traktuj tego tak poważnie!" to powiem wprost: Bóg nie chce tych 80% ludzkiego serca, jeśli w pozostałych 20% jest coś na co chcemy, by "przymknął oko". Bóg jest RADYKAŁEM i droga do siebie, którą nam wskazuje również jest RADYKALNA. Bóg chce, byśmy weszli na nią i szli wyżej i wyżej, dalej i dalej - z Biblią w ręku i w modlitwie rozpoznając w swoim życiu wszystko to, co się Bogu i nie podoba i otrząsając swe życie z tego. Słowo Boże i zawarte w nim Boże zasady nie są po to, by nas oskarżać i skazać, lecz by pomóc nam odnowić relację z Bogiem, zyskać ratunek i oczyszczać się. Wiara w horoskopy i praktyki magiczne musi od naszego serca odpaść tak szybko, jak to możliwe - bez tego nie możemy iść tą drogą, którą On nam wskazuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz