wtorek, 23 czerwca 2015

Stalin i Biblia

"Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat" (Ewangelia Jana 16, 33)
Bardzo lubię świadectwa życia chrześcijańskiego w krajach, gdzie chrześcijaństwo jest nielegalne, lub ledwie tolerowane, kontrolowane, ograni- czane. Fascynuje mnie odwaga bycia chrześcijanami w niesprzyjających bądź ekstremalnie trudnych warunkach. Chiny, Kuba, Korea, Rumunia, ZSRR... Nie wspominając już nawet o krajach islamskich. W Polsce wspólnoty chrześcijańskie praktycznie nie doświadczyły prześladowań, a przynajmniej nijak nie da się tego, czego doświadczano, porównać z terrorem w innych krajach komunistycznych. Księża mogli odprawiać msze, pastorzy nabożeństwa - choć wiadomo było, że bezpieka przygląda się i słucha. Mogła być wydawana i sprzedawana literatura chrześcijańska - choć kontrola była z pewnością ogromna i mnożono trudności, by tylko ukazywało się jej jak najmniej i "odpowiednia". Niedostatki papieru i farby - przydziały były pewnie tylko takie, by zachować pozory wolności - i absurdalne interwencje cenzury. Ale myślę, że naprawdę było stosunkowo dużo swobody. Podoba mi się to, że znosili wszelkie problemy z ogromną pokorą, a przy tym ciętym dowcipem potrafili wygrywać i poszerzać przestrzeń wolności. Bardo lubię czytać / słuchać o pewnych rozgrywkach pomiędzy Kościołem a władzą.

Jedną z moich ulubionych postaci chrześcijaństwa XX wieku jest słynny... przemytnik Biblii, Brat Andrew. Swoje prawdziwe nazwisko, Anne van der Bijl, przez szereg lat był zmuszony ukrywać, ze względu na bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny. Gdy Europa Wschodnia była zniewolona przez system komunistyczny, odbywał liczne podróże za "Żelazną Kurtynę", do Polski, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii a nawet ZSRR. Nie były to zwykłe wyjazdy. Dzięki niemu do krajów tych trafiły tysiące, tysiące egzemplarzy Biblii - księgi, którą komuniści próbowali wymazać ze świadomości ludzi - przemycanych bądź to w przemyślnych skrytkach, bądź to "na bezczelnego", niemal na widoku. Swoją pierwszą podróż odbył w 1955 roku do Warszawy, na... festiwal młodzieży socjalistycznej. Początki jego działalności opisane zostały w znakomitej książce pt. "Boży przemytnik". Właśnie w niej znalazłem bardzo interesujący i zabawny opis, jak sobie chrześcijanie w Polsce radzili w codziennych rozgrywkach z komunistycznymi władzami.

"Byłem w Polsce już prawie od tygodnia! W końcu nadszedł dzień 21 lipca, ten dzień, w którym miało nastąpić otwarcie sklepu z Bibliami. Wyszedłem wcześnie z hotelu i prawie pustymi ulicami dotarłem pod znany adres na ulicy Nowy Świat.
Tuż przed dziewiątą rano zjawił się przed sklepem jakiś człowiek, zatrzymał się i schyliwszy się włożył klucz do zamka.
- Dzień dobry - powiedziałem po polsku.
Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na mnie.
- Dzień dobry - odpowiedział trochę chłodno.
- Czy mówi pan po angielsku albo po niemiecku? - spytałem po angielsku.
- Po angielsku - spojrzał na ulicę. - Proszę wejść. 
Włączył światła i zaczął podnosić żaluzje. Kiedy pracował przedstawiłem się. Sprzedawca coś odmruknął. Teraz była jego kolej. Pokazał mi różne wydania Biblii, zarówno tanie, jak i drogie. Przez cały czas próbował wyciągnąć ode mnie jak najwięcej informacji, chcąc ustalić, kim naprawdę jestem.
- Dlaczego przyjechał pan do Polski? - spytał nagle.
 - Gdy cierpi jeden członek, cierpią wszystkie członki - odpowiedziałem cytatem z Pierwszego Listu do Koryntian.
Sprzedawca patrzył na mnie natarczywym wzrokiem.
- Nie rozmawialiśmy o cierpieniu - powiedział. - Przeciwnie, mówiłem panu, jaką mamy wolność wydawania i sprzedaży Biblii... 
I zaczął opowiadać historię, która miała zaświadczyć, w jak dobrych stosunkach z władzami żyją chrześcijanie. Nawet Stalin, przed niedawną śmiercią, uśmiechał się patrząc na pracę sklepu z Bibliami.  
Któregoś dnia do sklepu weszło dwóch urzędników, podając mu pismo. Dla uczczenia urodzin Stalina każdy sklep obowiązany był wywiesić na wystawie jego fotografię w otoczeniu swojego najlepszego towaru.
- Naturalnie - mówił sprzedawca - zgodziłem się chętnie. Tego samego dnia poszedłem do miasta i znalazłem dokładnie to, czego potrzebowałem - bardzo dużą, kolorową fotografię Stalina z założonymi na piersiach rękami spoglądającego w dół z pełnym miłości uśmiechem. Potem wziąłem najdroższą Biblię i rozłożyłem ją, otwartą na słowach Chrystusa, przed uśmiechniętymi z aprobatą oczami Stalina. Wszystkim musiała się podobać moja wystawa, bo zaraz zebrał się przed nią tłum i wszyscy się uśmiechali. Przyszła milicja i kazali mi to zdjąć. "Nie mogę, panie władzo - powiedziałem - bo mam tu oficjalne zarządzenie czarno na białym."
Roześmiałem się, ale sprzedawca był poważny. Nie pojawił się w jego oczach nawet błysk humoru. Po raz pierwszy zetknąłem się z wypowiadanymi z poważną miną dwuznacznikami, które grają tak ważną rolę w życiu społeczności chrześcijańskiej za Żelazną Kurtyną. Szybko zmieniłem wyraz twarzy na równie poważny. 
W czasie naszej rozmowy do sklepu wchodzili klienci. Ciekawiło mnie, jak bardzo miejsce to jest uczęszczane. Kiedy znowu zostaliśmy sami, zapytałem sprzedawcę, czy w innych krajach komunistycznych również istnieją sklepy biblijne. 
- W niektórych są, w niektórych nie ma - odpowiedział, zabierając się do odkurzania półek. - Podobno w Związku Radzieckim Biblii jest niewiele. Mówią nawet, że ludzie robią na Bibliach fortuny. Przemyca się dziesięć Biblii do Związku Radzieckiego i sprzedaje za tyle, że można kupić motor. Wraca się motocyklem do Polski, Jugosławii albo NRD i sprzedaje go z grubym zyskiem, za który kupuje się potem więcej Biblii. Ale to oczywiście tylko pogłoski. 
Spędziłem w sklepie z Bibliami cały ranek i kiedy trzeba było się pożegnać, zrobiłem to z wielkim żalem. Wracając do szkoły, próbowałem wyciągnąć z tej wizyty jakiś wniosek. W Polsce istnieje dostępny dla wszystkich sklep z Bibliami, co trudno uznać za przejaw prześladowań religijnych, o których tak wiele mówiło się w Holandii. A jednak sprzedawca był tak ostrożny w słowach, jakby prowadził tam nielegalny handel. W powietrzu wisiała jakaś niepewność, jakieś napięcie, które mówiło mi, że wszystko nie jest zupełnie tak, jak się z pozoru wydaje." (Br. Andrew wraz z Johnem i Elizabeth Sherill, "Boży przemytnik", wyd. Oficyna Wydawnicza "Vocatio", Warszawa 2011, str. 87 - 89)

Gdy pierwszy raz przeczytałem tą historyjkę, naprawdę przez dłuższy czas nie mogłem przestać się śmiać - i śmieję się serdecznie, ilekroć do niego wracam. Zainspirowała mnie ona nawet do własnego kolażu wizerunku Stalina (obrazek powyżej). Równocześnie jednak fragment ten skłania do głębszej refleksji nad naszą historią najnowszą, a także sytuacją i postawą chrześcijan. Polska funkcjonowała wówczas jako niby-niezależne państwo, z własnymi władzami, własną konstytucją, itp., ale tak naprawdę byliśmy "satelitą" Moskwy, podległym ścisłej kontroli i nawet ta odrobinka swobód, w porównaniu np. z ZSRR, Rumunią czy Czechosłowacją służyła kontroli, była niewielkim "wentylem bezpieczeństwa" a zarazem pozorem wolności i demokracji, który można było pokazać "zachodowi". Nasza sytuacja była niewątpliwie znacznie lepsza, niż położenie ludzi w innych krajach komunistycznych, ale nie było wolności!

W postawie sprzedawcy, z którym rozmawiał Brat Andrew, widać wielką niepewność: "Kim jest ten człowiek? Czego on ode mnie chce?" Obawy były uzasadnione - bo brat Andrzej mógł być wprawdzie (patrząc oczami tego sprzedawcy) faktycznie tym, za kogo się podawał, ale mógł być równie dobrze agentem Służby Bezpieczeństwa a cała sytuacja mogła być prowokacją wymierzoną w Kościół i Towarzystwo Biblijne. W dodatku każdy kontakt z kimkolwiek z "imperialistycznych krajów zachodu" mógł się okazać zagrożeniem, mógł spowodować problemy z SB! Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że Kościoły były inwigilowane i każda kościelna placówka była pod stałą obserwacją - przynajmniej w okresie komunistycznym. Jezus powiedział: "Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice" (Ewangelia Mateusza 10, 16). Zacytowany fragment jest przykładem takiej właśnie postawy - pełnego godności świętego cwaniaka, który, korzystając z danej przez Boga mądrości, potrafi ograć i okpić diabła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz