piątek, 12 czerwca 2015

Prawdziwy sakrament

"I wziąwszy kielich, i podziękowawszy, rzekł: Weźcie go i rozdzielcie między sobą; powiadam wam bowiem, iż odtąd nie będę pił z owocu winorośli, aż przyjdzie Królestwo Boże. I wziąwszy chleb, i podziękowawszy, łamał i dawał im, mówiąc: To jest ciało moje, które się za was daje; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich, gdy było po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich, to nowe przymierze we krwi mojej, która się za was wylewa." (Ewangelia Łukasza 22, 17 - 20) "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata. Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? (...) Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem..." (Ewangelia Jana 6, 51 - 52 i 63)
Jezus nie był schizofrenikiem, który raz mówi jedno, a raz drugie; który nie wie o czym mówi i żyje jakimiś swoimi wizjami. Jeśli raz jeden powiedział, że nie ma na myśli swego rzeczywistego ciała, gdy mówi o spożywaniu Go, to powiedział to raz na zawsze i w kontekście tych Jego słów należy odczytywać także to, co stało się potem w Wieczerniku. W Kościele katolickim często słyszałem wersy 47 - 58 z 6 rozdziału Ewangelii Jana, podczas gdy 63 był zdecydowanie wyciszany, a to przecież on właśnie jest najważniejszy w całej tej przemowie Chrystusa, bo objaśnia znaczenie wcześniejszych słów, które tak zszokowały słuchających! Ów wers 63 sprawia katolikom bardzo duży problem, bo przekreśla on ich interpretację Wieczerzy. By jej bronić "odwracają kota ogonem" i twierdzą, że to właśnie w tym wersie Jezus mówi symbolicznie, choć przecież nic na to nie wskazuje. Jeśli uczniowie czegoś nie pojęli, to czy Jezus brnąłby dalej w filozofowanie? Nie, bo tylko bardziej by wszystko skomplikował, a była potrzeba wyjaśnienia - dlatego właśnie te słowa należy rozumieć dosłownie, bez doszukiwania się w nich jakichś ukrytych znaczeń, skomplikowanej filozoficznej symboliki.

Czasem zastanawiam się nad tym, po co właściwie w Wieczerniku Jezus łamał chleb i puścił w krąg kielich wina. Myślę, że w jednym katolicy mają rację, nazywając to "komunią" - co oznacza jedność, wspólnotę. Choć przecież wędrując razem od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, całej Palestyny, żyli razem, dzielili się wszystkim i spożywali razem posiłki, Jezus postanowił pozostawić swym uczniom wyjątkowy testament. To, czego dokonał w Wieczerniku przed swą śmiercią, odczytuję jako ostateczne zawiązanie wspólnoty swoich uczniów, zalążek Kościoła. To - w moim przekonaniu - niezwykłe przesłanie: bądźcie jedno ze sobą nawzajem i ze Mną w moim Słowie; trwajcie wiernie w jedności i w naukach, które wam pozostawiam. Jezus powiedział nam: "A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Ewangelia Mateusza 28, 20). Symbole chleba i wina są dla mnie widzialnym obrazem tego, co niewidzialne: realnej, choć duchowej obecności Chrystusa w Kościele; realnej, choć duchowej komunii - wspólnocie - ludzi wierzących z Chrystusem. Ustanowiona przez Chrystusa Pamiątka ma nam przypominać kim jesteśmy i do kogo należymy, kierować nasz duchowy wzrok i myśli do Jezusa i ku Jego słowom, jednoczyć Dzieci Boże, umacniać duchową więź, która spaja Kościół.

William Barcley - znakomity szkocki teolog i biblista, duchowny Kościoła Szkocji, w swoim komentarzu do Ew. Łukasza napisał: "Jezus powiedział: „Czyńcie to na pamiątkę moją”. Jezus wiedział jak łatwo ludzki umysł zapomina. „Czas zaciera wszystko” – powiadali Grecy, jak gdyby umysł ludzki był tablicą, a czas gąbką do jej wycierania. Jezus powiadał: „W krzątaninie codziennych obowiązków zapomnicie o mnie. Człowiek zapomina nie dlatego, że chce zapomnieć, ale dlatego, że musi. Dlatego od czasu do czasu zbierajcie się w ciszy i spokoju i czyńcie to wraz z moim ludem – a wtedy wszystko przypomnicie sobie”." I ta myśl do mnie bardzo mocno przemawia. Symbol służy ożywieniu w nas zapisanych w naszej pamięci danych - Słów Chrystusa. "Sakramentem jest coś powszechnie znanego, co nabiera zupełnie nowego znaczenia dla tych, którzy mają oczy do patrzenia i serce do rozumienia. (...) Chleb, który spożywamy w czasie przyjmowania sakramentu, jest zwykłym chlebem, ale dla tego, kto w swoim sercu czuje i rozumie, jest to ciało Chrystusa" - pisze Barcley. To nie kawałek rzeczywistego ciała, lecz symbol, który ma nas pobudzać do duchowego trwania i umacniania się w Słowie Bożym, w żywym Chrystusie.

Karmienie się chlebem i winem jest dla mnie symbolem tego, co chrześcijanin czyni na co dzień, to jest karmienia się Słowem Bożym. I jest symbolem samego Chrystusa, który nam swe nauki zostawił. Jeśli nie karmimy się na co dzień Ewangelią Chrystusową - tymi Słowami, które Chrystus nazywa "duchem i żywotem", jesteśmy duchowo martwi. Bez realnego życia z Chrystusem, karmienia się Słowem Bożym i modlitwą, życia codziennego na sposób chrześcijański, niedzielna praktyka zjedzenia opłatka / chleba / bułki i wypicia odrobiny wina (czego nie czynią katolicy, ograniczając się do jednego tylko symbolu, chleba - więc tym samym nie wypełniając niestety należycie polecenia Pana!) nie ma żadnego znaczenia. I Bóg nie chce, byśmy żyjąc na co dzień z dala od Niego, jak poganie, raz w tygodniu odstawiali szopkę pobożności. "Przeto, ktokolwiek by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winien będzie ciała i krwi Pańskiej. Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije" (1. List do Koryntian 11, 27 - 29). Apostoł podkreśla, że Wieczerza jest aktem religijnym, który musi być uszanowany i ma znaczenie tylko, gdy realnie żyjemy z Bogiem i czynimy to z prawdziwej pobożności. Niegodne jej spożywanie nie obciąża nas bardziej, niż inne nasze grzechy - jeśli żyjemy w grzechu, osądzeni zostaniemy jako grzesznicy, i jeśli w grzechach swych pomrzemy, nie będzie nad nami litości, której symbolami są chleb i wino.

Podsumowując. Nie chleb i wino, które mamy spożywać z nakazu Chrystusa, ma być w centrum naszego życia, a Chrystus i Jego Sowo, Ewangelia. Nie chleb, który zjadamy i wino, które wypijamy dają nam życie i moc, lecz Chrystus, jeśli jest w naszym sercu, i wierność Jego Słowu, Ewangelii. Dobrze jest, gdy praktykujemy Wieczerzę - i myślę, że dobrze jest to czynić jak najczęściej - lecz nie jest ona istotą życia chrześcijańskiego, bo tą jest codzienna relacja z Bogiem i praktykowanie Słowa Bożego. PRAKTYKOWANIE Słowa Bożego, czyli kształtowanie własnego codziennego życia - myśli, mowy i uczynków - na wzór tego, czego naucza Pan Bóg! Pamiątka wieczerzy jest jakby ramą dla życia chrześcijańskiego, która nie ma sensu ani wartości, gdy nie obejmuje obrazu - żywej w naszym sercu treści ewangelicznej. Rama może być nawet pięknie rzeźbiona i pomalowana, i cenna, ale jeśli jest tylko ramą, jej istnienie nie ma odrobiny sensu i mamy "przerost formy nad treścią"! Rama powinna zwracać naszą uwagę na obraz, powinna być dla niego dodatkiem i umocnieniem - nie jest i nie może być treścią sama w sobie. Lepszy jest obraz bez ramy, niż rama bez obrazu! Prawdziwy sakrament to dla mnie nie chleb i wino, ale życie "w Chrystusie" - to znaczy w najgłębszej komunii (wspólnocie) z Chrystusem, na sposób Chrystusowy, według Ewangelii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz