sobota, 20 czerwca 2015

Nie trwońmy bogactwa!

"Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. (...) Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście." (Ewangelia Mateusza 25, 40 i 45)
Przywykliśmy myśleć o grzechach jako o po prostu złych uczynkach. Wiemy, że kradzież jest grzechem, że obżarstwo jest grzechem, że opilstwo (alkoholizm) jest grzechem, że seks pozamałżeński jest grzechem... Słowo Boże zawiera niesamowicie długą listę przeróżnych grzechów - właściwie ona nawet przeraża swą obszernością, póki nie zrozumiemy dokładnie po co nam została ona dana; póki nie zrozumiemy, że nie musimy się trząść nad każdym z nich, a że mają one nam uświadamiać naszą ułomność i służyć poprawie. Oczywiście Boże: "nie rób tego" ma ogromne znaczenie - jeśli je zlekceważymy, stajemy się przestępcami, w których sercach nie ma Ducha Bożego. Ten, kto grzeszy, kto lekceważy i łamie Prawo Boże, jest na prostej drodze do piekła, choćby nawet uważał się za "chrześcijanina" - bo jakże może być zbawiony ten, kto w życiu wydaje owoce niegodziwości? 

Ale grzech popełniamy nie tylko wówczas, gdy czynimy coś złego, gdy łamiemy Boże Prawo. Grzech popełniamy także wówczas, gdy mogąc uczynić coś dobrego, nie zrobimy tego. Ile razy mijamy obojętnie człowieka, który potrzebuje naszej pomocy... A nawet zwierzę, które cierpi! Ile razy możemy zrobić dla kogoś coś dobrego, a nie uczynimy tego, zasmucamy bardzo naszego Pana. Bo gdy omijamy bliźniego, czy jakiekolwiek stworzenie, obojętnie, gdy możemy świadczyć dobro, a nie czynimy tego, to jest to znak kryzysu miłości w naszych sercach. Jesteśmy wszyscy posłani do świata, by nauczać - głosić Ewangelię - ale potrzeba czegoś znacznie więcej: potrzeba byśmy byli znakiem, byśmy nieśli światło i nadzieję. Bóg, który mieszka w naszych sercach potrzebuje naszych ust, by wypowiadały słowa Ewangelii; naszych serc by przez nie, gdy przepełnia je miłość, wylewać miłość na ten świat; naszych rąk, by czynić dobro. 

Jesteśmy powołani do tego, by miłować i nasze oczy powinny być zawsze szeroko otwarte. Potrzeba czujności, byśmy nie stracili żadnej okazji do wyświadczenia dobra innym.  Na świecie jest tak wiele zła, i rozkrzewia się ono tak przerażająco łatwo. A wciąż tak mało dobra. Nie stać więc nas na zaniedbywanie czynienia dobra! Każdy kawałek dobra, które możemy uczynić, ma niezwykłą wartość w tym świecie. "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje" (Ewangelia Mateusza 6, 19 - 21). Nie dobre uczynki zapewniają nam niebo, ale każdy dobry uczynek to kolejny okruch złota, kolejny klejnot, który odkładamy sobie w "niebieskim skarbcu". Bóg nie będzie nas mniej kochał, jeśli nie uczynimy dobra, ani bardziej, jeśli będziemy czynili wiele - ale wierzę, że ile razy czynimy dobro, tyle razy Bóg się do nas uśmiecha i zsyła na nas błogosławieństwo.

Pomyślmy, o ile piękniejszy mógłby być nasz świat, gdyby każdy z nas postanowił nie tylko powstrzymywać się od tego, co złe, lecz także czynić każdego dnia tyle dobra, ile tylko zdołamy? Tak wiele okazji do tego mamy każdego dnia. Gdybyśmy pod naszymi stopami ujrzeli bryłkę złota, to czyż nie schylilibyśmy się po nią, uszczęśliwieni z korzyści? Każda okazja do czynienia dobra ma większą wartość od bryłki złota! Dlaczegóż więc nie "schylamy się" po nią, nie podnosimy jej? Idziemy jak ślepcy, czy może jak głupcy? Prowadząc przez lata życie grzesznika, doszedłem do bankructwa. Dziś mam postanowienie czynić tyle dobra, ile tylko zdołam - bo nie stać mnie na trwonienie takiego bogactwa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz