niedziela, 28 czerwca 2015

Gdy trzeba sprzeciwić się prawu

"Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dzieje Apostolskie 5, 29)
Ilekroć przychodzą takie wiado-mości, w moim sercu pojawia się ogromny smutek. Bo jakże mam nie smucić się, gdy widzę chorobę, rozkład i powolną śmierć? Jakże mam nie smucić się, gdy widzę ludzi, którzy biegną z radością przed siebie, krzycząc: "Nareszcie! Jesteśmy wolni!", skoro mam świadomość, że biegną prosto w... bramy piekła? Jakże nie być napełnionym boleścią, gdy widzi się także niby-chrześcijan gnających z tym tłumem, prosto w szpony Wielkiego Oszusta?  Jeszcze obrzucają oni błotem każdego, kto się tej ideologii, tej drodze, którą biegną, sprzeciwia...

Z drugiej strony zaś może powinniśmy się cieszyć, bo pogłębiający się upadek i rozkład tego świata oznacza także i to, że świat ten dogorywa i że przybliża się zapewne bardzo moment powrotu Chrystusa: koniec tego świata i śmierć wszelkiego zła, a zarazem początek nowego świata i życie wieczne. To nie jest przykra perspektywa! Właściwie dla chrześcijanina jest to nawet ekscytujące. Chrześcijanin jest jak dziecko, które wie, że jutro pojedzie z tatą na wspaniałą wycieczkę, i już jest bardzo podekscytowane tym faktem, i nic innego nie ma już znaczenia. Właściwie to perspektywa, jaka jest przed nami, uczniami Chrystusa, jest jeszcze lepsza, bo... nasza wycieczka nigdy się nie skończy! Ale to "jutro". Na dziś dzień mamy jeszcze wiele, wiele pracy do wykonani. Potrzeba głośno krzyczeć i ratować tak wielu, jak tylko się da, spośród tych, którzy zdążają ku zagładzie w piekielnej otchłani. Przed nami jest cudowne "jutro", ale nie możemy rozłożyć się i śnić o nim - musimy wykonywać swoją pracę w naszym ponurym i smutnym "dziś"! A "dziś" narasta ucisk, który niebawem przerodzi się - jestem o tym przekonany - w prawdziwy terror, spowodowany tym tylko, że jako wyznawcy Chrystusa nie możemy się zgodzić z ideologiami, u podstaw których jest grzech i stanowionymi nowymi prawami.

Pisałem już wielokrotnie o pewnym dziwnym zjawisku: ludzie, którzy mówią wciąż o "tolerancji" i nawołują do niej, gdy ktoś wspomina, że jest chrześcijaninem i że nie może się zgodzić z tym, co lansują, reagują z pogardą i wściekłością. Mówisz / piszesz wobec nich: "Jestem chrześcijaninem i nie zgadzam się!" i by cię zaraz "utopili w łyżce wody"! Szydzą z ludzi i bluźnią przeciwko Bogu. W takich chwilach zza "gładkich słówek" o "tolerancji" i "prawach" wysuwa się prawdziwa morda tego, kto za tym ruchem stoi - szatana. Jeśli ludzie ci reagują pogardą i wściekłością, gdy mówisz o wierze, o zasadach, o Bogu, o Biblii, to nie jest to tak naprawdę ich reakcja, lecz tego, kto zamieszkuje w ich sercach. "...Bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się" (List do Efezjan 6, 12 - 13). Agresja w tych kręgach nie pojawia się od czasu do czasu, nie jest "marginalnym problemem" - pojawia się ZAWSZE! Jeśli wobec ludzi mówisz jasno: "nie zgadzam się z tym, gdyż Bóg nazywa to grzechem" musisz być gotowy na to, że NATYCHMIAST zostaniesz zaatakowany przez nieprzyjaciół Boga!

Bardzo często słyszę: "Wiara to twoja osobista sprawa i nie masz prawa narzucać jej innym!" OK. Skoro to moja "osobista sprawa", to mam pełne prawo zdecydować o pójściu drogą wiary na 100%. Zresztą nie da się inaczej - albo dajesz 100% Bogu, albo nie dawaj nic. Jeśli wiara to moja "osobista sprawa" to mam prawo być 100% chrześcijaninem 24/7. A więc: w domu, w miejscu zatrudnienia, w biznesie... Tak więc mam prawo odmówić wykonania usług, jeśli nie zgadzają się z tym, co jest podane w Słowie Bożym. Mam prawo - a nawet muszę! - odmówić parze gejowskiej wynajęcia domu / mieszkania / pokoju. Mam prawo - a nawet muszę! - sprzeciwić się ordynacji takich duchownych w moim Kościele i błogosławienia takim parom. Mam prawo - a nawet muszę! - sprzeciwiać się adopcji dzieci przez takie pary. W tym momencie jednak podnosi się głos oburzenia "tęczowych" środowisk: "Ty nie masz prawa tak postępować! To dyskryminacja!" Zaraz, zaraz... Przecież oni sami powiedzieli, że wiara to moja "osobista sprawa"! Więc jakim prawem ingerują w moje życie i w moją "prywatną sprawę" wiary i dyktują mi, co mogę a czego nie mogę? Jeśli wiara to moja "osobista sprawa", to moje postępowanie związane z wiarą tak samo jest moją "osobistą sprawą" i nic im do tego! Nie podoba się? Przecież nikogo nie zmuszam ani aby mnie słuchał, ani też by korzystał z moich usług - jeśli moje warunki mu nie odpowiadają, może iść dalej swoją drogą.

Ktoś dziś w dyskusji napisał: "Twoje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa kogoś innego". Zgadzam się! Ale też na odwrót: "Prawa innych kończą się tam, gdzie zaczynają się moje". Skoro wiara to "moja sprawa" i skoro Konstytucja RP gwarantuje wolność religijno - światopoglądową, to znaczy, że wszędzie tam, gdzie sięgają kwestie mojej wiary, sięgają moje wyłączne prawa. Moje życiowe postawy, moje decyzje - to wszystko ma związek z wiarą, więc otoczone jest murem z wielkim napisem: "MOJE PRAWA", a prawa innych muszą pozostać na zewnątrz! Nikt nie może żądać ode mnie, bym oddawał własne terytorium w związku z rozszerzającymi się roszczeniami innych! Właściwie zawsze z takich rozmów wynika, że wiarę się powinno praktykować w domu i kościele i nigdzie indziej - czasem nawet (jak dzisiaj) zwolennicy "tolerancji" i "równości" mówią mi to zupełnie wprost. Mówią: "chrześcijaninem możesz być sobie w domu i kościele, ale poza tymi miejscami musisz się dostosować do innych." Czyli co? Poza domem i kościołem, gdzie "mogę być sobie chrześcijaninem" (o, dzięki za łaskawą zgodę!) mam być... ateistą? Czy można poza domem być prostytutką z burdelu, a w domu wierną i cnotliwą żoną? NIE MOŻNA! A niby dlaczego ich światopogląd ma być dla mnie obowiązującym? Bycie chrześcijaninem to nie jest jakiś kontrakt "na godziny", lecz na całe życie, na 24/7 aż po kres dni. I to nie jakaś "luźna umowa", lecz konkretne zobowiązanie i podporządkowanie się Bogu. Spieprzyłem tyle w swoim życiu, żyjąc "po swojemu", że taki kontrakt mi bardzo odpowiada! Jeśli komuś nie odpowiada fakt, że go zawarłem, może mnie omijać. Wolność, równość i tolerancja polegają na tym, że ja (i inni mi podobni) zawarłem kontrakt z Bogiem i mam prawo dotrzymywać jego warunków.

Pewien młody człowiek dziś do mnie napisał: "Marcin, w Polsce wszystkich obowiązuje prawo i ono jest ważniejsze niż jakieś twoje chrześcijańskie zasady" I tu wracamy do wersetu, który przypomniałem na wstępie: "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dzieje Apostolskie 5, 29). Otóż chrześcijanin jest człowiekiem, który podporządkowuje się prawu. "Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi..." (List do Rzymian 13, 1 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"). Podlegamy pod prawo świeckie i mamy być mu ulegli, jednak prawem nadrzędnym dla chrześcijanina jest zawsze Prawo Boże i to jemu przede wszystkim podlegamy. Jeśli prawo ustanowione przez ludzi, staje w sprzeczności ze Słowem Bożym, Bóg od nas oczekuje, byśmy pozostali wierni Jemu i Jego Prawu. Prawo, które stanowi co innego, niż Prawo Boże, jest prawem diabelskim, a nieposłuszeństwo staje się cnotą. W hitlerowskich Niemczech i na terenach okupowanych wprowadzono m.in. prawo zakazujące ukrywania zbiegów i nakazujące wydawanie Żydów. A przecież dziś podziwiamy i wychwalamy właśnie tych, którzy się takiemu prawu przeciwstawiali i je łamali! Nieposłuszeństwo prawu dyktowanemu przez diabła jest cnotą! Ucisk, który się zaczyna i będzie się zwiększał - aż do prześladowań, jak sądzę - będzie spowodowany koniecznością buntu Bożych ludzi przeciwko diabelskim prawom, świętego nieposłuszeństwa. Jako chrześcijanie nie jesteśmy buntownikami, ale gdy nie daje się nam wyboru, musimy się nimi stać - choćby dotknęły nas najgorsze rzeczy od ludzi i najgorsze kary od władz. Boża władza jest ponad jakąkolwiek władzą ludzką - i to tej władzy podlegamy przede wszystkim. Prawo Boże jest ponad jakimkolwiek prawem ludzkim - i to jemu podlegamy przede wszystkim. Niebo jest naszą prawdziwą Ojczyzną i to tam należymy przede wszystkim i jemu służymy. Nasze życie i postępowanie podporządkowujemy przede wszystkim "niebiańskim normom" i przede wszystkim rozkazów stamtąd słuchamy.

"Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i jeśli zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, to powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny" (Antoni z Padwy). Dziś świat jest postawiony "na głowie", a jeszcze od nas chcą, byśmy także przyjęli tą wielce niewygodną i zgoła absurdalną pozycję, by widzieć sprawy podobnie, jak widzą oni. A gdy nie chcemy, to szydzą z nas i naszej wiary. Jako chrześcijanin jestem człowiekiem, który ma jedno serce, jeden mózg i jeden język. Nie potrafię i nie chcę mówić raz jedno, a raz drugie; czynić raz jedno, a raz drugie; wiedzieć, że coś jest złe, a udawać, że jest OK...  Zdecydowanie bym wolał nie musieć się buntować, lecz jeśli nie będę miał wyboru, sprzeciwię się bez względu na konsekwencje i koszty - jestem Dzieckiem Bożym i diabeł nie będzie stanowił dla mnie praw!

2 komentarze:

  1. Przepraszam Pana bardzo, ale jeśli spodziewał się Pan jako chrześcijanin, że świeckie państwo/prawo będzie Pana, Pana dzieci, sąsiadów czy Pana znajomych uczyło Ewangelii, życia po Bożemu - to jest Pan w wielkim błędzie. To jest PANA i tylko i wyłącznie PANA sprawa i wielka odpowiedzialność przed Bogiem, żeby Pańscy niewierzący sąsiedzi, znajomi i członkowie rodziny poznali Chrystusa (Mt 28). Czy Jezus żądał, aby Rzymianie odpuścili sobie kult cezara? Czy wtrącał się do tego, że Izrael jest okupowany przez Rzym? Proszę to rozważyć.

    Nikt Pana nie zmusza do tego, aby Pan oglądał pornografię. Ale pornografia jest legalna, w Polsce też. Nikt Pana nie zmusza do tego, aby Pan kupował sobie alkohol i upijał się, leżąc w rynsztoku, ale alkohol w Polsce jest legalny. Nikt Pana nie zmusza do tego, aby uprawiał Pan seks pozamałżeński (heteroseksualny), a jednak te rzeczy są w Polsce legalne. Tak samo tu - nikt Pana nie zmusza do homoseksualnego małżeństwa, a w różnych częściach świata są one legalne. I co z tego?

    To, że w jakimś państwie zalegalizowano takie małżeństwa, to naprawdę nie koniec świata. Bywały gorsze akty prawne i są - dlaczego w kościołach, zborach, parafiach, jakoś cichutko o tym, jak rząd polski okradł w majestacie prawa (!) miliony obywateli z ich ciężko zapracowanych pieniędzy, które zbierali na OFE?

    Bardzo pięknie, że Pan pisze bloga, ale co poza tym Pan robi, żeby Pana niewierzący sąsiedzi, znajomi czy zupełnie obcy ludzie zobaczyli działanie Boże w Pana życiu? Takie histerie naprawdę do niczego nie doprowadzą, a porównywanie USA do hitlerowskich Niemiec jest po części zasadne - bo USA prowokują większość konfliktów zbrojnych na świecie. I to jest realny problem, to że już za naszą wschodnią miedzą dzieci i starsze osoby są głodne i umierają na AIDS, że tuż przy naszych granicach rozgrywa się wojna podobna do jugosłowiańskiej, a nie to, że jakaś tam para gejów czy lesbijek weźmie sobie ślub. Realnym problemem są prześladowania chrześcijan w Azji i Afryce, my tu sobie grzecznie siedzimy przed kompami i piszemy o - przepraszam że użyję tego słowa - duperelach, a tymczasem nie tak daleko od nas ludzie tracą życie tylko dlatego, że przyznają się do Jezusa.

    I proszę nie oczekiwać, że jakiekolwiek świeckie państwo będzie uczyło ludzi jak żyć zgodnie z Bożą wolą, bo nie taka jest jego rola. Ten świat jest upadły i zepsuty, i trzeba się z tym pogodzić. Jedyne co możemy zrobić, to tylko modlić się, okazywać praktyczną miłość bliźnim i braciom, oraz głosić Ewangelię. A po co to robić, po co się wysilać, skoro za nas zrobi to państwo, prawda? To takie wygodne... Ale czy o taką wygodę chodziło Jezusowi?

    Taki sobie ktoś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oczekuję od Państwa, by uczyło życia chrześcijańskiego - oczekuję natomiast, by nie DEMORALIZOWAŁO, choćby właśnie przez tego rodzaju decyzje, przez TV i gazety. Co do homo-zwiazków, proszę przeczytać uważnie tekst! Chodzi o to, by chrześcijanie nie byli przymuszani do akceptacji tego typu związków - by mogli odmawiać usług. Chodzi o zachowanie PODSTAWOWYCH, KONSTYTUCYJNYCH PRAW ludzi wierzących, które są coraz bardziej zagrożone a chrześcijanie coraz częściej są prześladowani z powodu głoszenia, że homoseksualizm jest grzechem i zboczeniem i odmawiania usług. Nawet jeśli homo-związki byłyby legalne w jakimś kraju, to chrześcijanie NIE MOGĄ ich akceptować, wspierać ani świadczyć usług na ich rzecz! Piszesz: "Realnym problemem są prześladowania chrześcijan w Azji i Afryce..." a ja piszę o PRZEŚLADOWANIU CHRZEŚCIJAN w USA i zachodniej Europie, które jest, i które będzie narastać z powodu fatalnych praw! To jest REALNY PROBLEM i REALNE ZAGROŻENIE, przed którym i my stoimy. 2 - 3 lata temu pewne "chrześcijańskie" czasopismo zerwało ze mną współpracę za... nazwanie homoseksualizmu grzechem. Mamy też innych, którzy się podszywają pod "chrześcijaństwo". Mamy ludzi, którzy mówią: "Kościół nie ma prawa nikogo dyskryminować!" i chcą, by Kościoły ordynowały kobiety i gejów i błogosławiły takim parom. Jako chrześcijanie musimy się temu przeciwstawiać. To nasz święty obowiązek!

      Usuń