niedziela, 7 czerwca 2015

Eden ukryty w sercu człowieka

"Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; bo czyniąc to, węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (List do Rzymian 12, 19 - 21)
Nasze oczy od wielu tygodni i miesięcy zwrócone są na Bliski Wschód. Ludzie - o których nie waham się powiedzieć, że wyznają religię diabelską, są w strasznej niewoli diabła (co jednak piszę bez pogardy, bo szczerze mi ich żal) - czynią tam okropne rzeczy, wielką niegodziwość, wszelkie najobrzy- dliwsze zbrodnie przeciwko Bogu i ludziom. Pamiętamy ten nadzwyczaj bolesny obraz dwudziestu niewinnych wyznaw- ców Chrystusa - głównie koptów - którzy zostali dosłownie zarżnięci na pewnej nadmorskiej plaży przed zaledwie kilkoma miesiącami. Morze i piasek zaczerwieniły się od ich krwi, a ich oprawcy wierzą, że zrobili coś, co się spodobało ich bogu. Owszem, rzeź chrześcijan (myślę, że w takiej sytuacji nikt nie myśli o różnicach, nawet istotnych, w wierze) cieszy... diabła. Ten horror, który nam pokazano jako groźbę, to jedynie "wierzchołek góry lodowej", wobec tego, co na co dzień cierpią chrześcijanie na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza tam, gdzie wdzierają się krwawi i oszalali, zwiedzeni przez diabła, i nawet nie mający odwagi odsłonić twarzy fanatycy "Państwa Islamskiego". Od pewnego czasu coraz głośniej mówi się w naszym kraju o cierpieniu chrześcijan w Syrii - tam każdego dnia dzieci diabła czynią zło dzieciom Boga. Jest plan - i wierzę, że on będzie realizowany - sprowadzenia 1500 (a może potem i jeszcze więcej) spośród nich do Polski. I to jest - tak uważam - słuszne, by podzielić się z nimi bezpiecznym niebem, pod którym żyjemy, dachem nad głową i chlebem. Jeszcze bezpiecznym! Bo kto zagwarantuje, że i tu nie powstanie lub przyjdzie diabelska armia i że razem będziemy musieli stanąć jej naprzeciw?

Ostatnio gdzieś przeczytałem o chrześcijaninie, któremu pewnie "puściły nerwy" i zaczął się mścić na islamistach za przelewaną krew, za porwania i wszelkie prześladowania. Potrafię go zrozumieć, bo rozpacz, ból i strach czasem odbierają nam zmysły i rodzi się w nas pragnienie zemsty: oko za oko, ząb za ząb, krew za krew, śmierć za śmierć. Gdy zaś naszą zemstę uda się wykonać, to za winowajcą jeszcze idzie nasza nienawiść - nawet jeśli on już nie żyje, to idzie ona poza jego grób. Gdy doświadczamy zła, w naszym sercu pojawia się zranienie - coś jakby dziura w murze. Strzeżmy go i łatajmy od razu ubytek miłością i przebaczeniem, bo inaczej wchodzi przez to zranienie szatan i czyni większe jeszcze w nas spustoszenie. Chęć dokonania zemsty nie jest niczym innym, jak tylko pragnieniem wyrządzenia krzywdy za doznaną krzywdę. Jest to pragnienie, które zdaje się być naturalną reakcją człowieka, a jednak przecież pochodzi od szatana. Diabeł perfekcyjnie potrafi wykorzystać naszą krzywdę, nasze zranienia, by oderwać nas od Boga i pchnąć dokładnie w tym samym kierunku, z którego dosięgła nas krzywda. Mszcząc się, stajemy się tak samo źli i zdeprawowani, jak ci, którzy nas skrzywdzili, i zmierzamy wraz z nimi w jednym kierunku - chcielibyśmy w nienawiści posłać ich do piekła ("Idź do diabła!"), a sami wraz z nimi tam podążamy, jeśli w naszym sercu jest nienawiść, pogarda i chęć zemsty, której niczym nie nasycimy...

Cofam się myślami do chwili, gdy Bóg stworzył człowieka. Adam i Ewa zostali osiedleni w pięknym ogrodzie Eden - pełnym zieleni, kwiatów, gładkich toni jezior i szemrzących potoków. Było to z pewnością piękne i spokojne miejsce - i człowiek dostał szansę na to, by mógł tam żyć. Bóg stworzył człowieka z pięknym i pełnym pokoju sercem - Eden był nie tylko wokół człowieka, ale także w nim samym, i ten Eden wewnętrzny był ważniejszy, niż ten zewnętrzny. Gdy ten wewnętrzny Eden został skażony i zniszczony, człowiek musiał opuścić ten, w którym mieszkał. Gdy po wielu wiekach na ziemię przyszedł Jezus Chrystus, On przyszedł po to, by przywrócić nam prawo do raju. Tak, jak kiedyś prawo to utraciliśmy, bo nasz wewnętrzny Eden - nasze serce - uległ skażeniu i zachwaszczeniu przez grzech, w tym nienawiść i różne złe emocje, tak i przywrócenie nam prawa do raju zaczyna się od odbudowy Edenu w naszych sercach. Ten proces zaczyna się w chwili naszego nawrócenia i nie dokonuje się w pełni za naszego życia, bo nie jesteśmy bezgrzeszni nawet po prawdziwym, głębokim nawróceniu - on będzie zakończony, gdy grzech zostanie ostatecznie przez Boga zniszczony, gdy szatan zostanie pozbawiony wszelkich mocy i możliwości, a my dostaniemy nowe ciała, by żyć wiecznie z Bogiem na nowej Ziemi. Ale Bóg odnawia w naszych sercach ten wewnętrzny Eden i uczy nas, jak mamy go pielęgnować i oczyszczać. Chwasty będą się w nim ciągle pojawiać, póki żyjemy - my zaś potrzebujemy je widzieć (temu służy Słowo Boże, nakazy i zakazy, w tym Dekalog) i usuwać. Krzywda, jakiej doznajemy, jeśli nie przebaczamy od razu, bywa znakomitym podłożem dla wielkiego chwasta pogardy i nienawiści. Pragnienie zemsty jest  "kwiatem", a dokonanie jej, jego "owocem" - zawsze brudnym i śmierdzącym, nawet jeśli była to odpłata za rzeczywiście doznane krzywdy.

Czasem spotykam ludzi, którzy swoją pogardę, nienawiść i chęć zemsty podpierają... Biblią. Powołują się na starotestamentowe zasady: "życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzelinę za oparzelinę, ranę za ranę, siniec za siniec" (2. Księga Mojżeszowa, tzw. "Wyjścia", 21, 23 - 25), "Jeżeli kto okaleczy swego bliźniego, uczyni mu się tak, jak sam uczynił. Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. Jak okaleczył człowieka, tak mu będzie oddane" (3. Księga Mojżeszowa, tzw. "Kapłańska", 24, 19 - 20), "Jeżeli wystąpi przeciwko komuś krzywdzący świadek, oskarżając go o przestępstwo, to staną obaj ci mężowie, którzy mają spór, przed Panem, przed kapłanami i sędziami, którzy będą w tym czasie. Sędziowie zbadają sprawę dokładnie i jeżeli okaże się, że ten świadek jest świadkiem fałszywym, że fałszywie świadczył przeciwko swemu bratu, to uczynicie mu tak, jak on zamierzał uczynić swemu bratu; i wytępisz zło spośród siebie, a pozostali niech to usłyszą i niech się lękają, aby nie uczynili już tak złej rzeczy wśród ciebie. Oko twoje nie ulituje się: życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę" (5. Księga Mojżeszowa, tzw. "Powtórzonego Prawa", 19, 16 - 21). To właściwie nie było nic nowego, jest to tzw. "prawo talionu" dobrze już znane w tamtym czasie. Ludzkie serca były tak zachwaszczone przez zło, że Bóg uznał za stosowne, by najpierw narzucić ograniczenia, pomniejszyć ilość wyrządzanego zła - i włożył to nawet w serca pogan nawet wcześniej, niż posłał Mojżesza. Właściwie ta zasada to tylko przypomnienie dawno ustanowionego prawa i nadanie mu większego znaczenia, niż miało kiedykolwiek wcześniej, bo podpisane: TAK MÓWI PAN!

Nie tak dawno byłem w Poznaniu, i tam odbyłem bardzo ciekawą rozmowę z pewnym katolikiem - m.in. na temat islamu, islamizacji Europy i zagrożenia ze strony islamu dla chrześcijan żyjących w muzułmańskich krajach. Rozmawialiśmy też o projekcie sprowadzenia chrześcijan syryjskich do Polski. Pan ten powiedział: "To nie jest dobry pomysł, bo to oznacza oddanie tych ziem islamowi. Zamiast tego trzeba ich zbroić i niech walczą, niech muzułmanie dowiedzą się, że nie mają przeciwko sobie bezbronnych..." Nigdzie w Biblii nie ma zakazu zabijania, gdy jest się zagrożonym. Jeśli zabijesz z premedytacją przypadkowego człowieka, jest to straszny grzech i odpowiesz za to przed Bogiem, lecz jeśli zabijesz kogoś, kto celuje w ciebie i chce wystrzelić, albo przykłada nóż do szyi twojego dziecka, nie będzie to już grzechem, choć trudno mi to też nazwać dobrem... Nawet w sytuacji zagrożenia powinniśmy dbać o to, by zło jak najbardziej minimalizować - raczej tylko unieszkodliwić, niż zabijać, jeśli to tylko możliwe. Uśmiercanie jest zawsze ostatecznością i człowiek o prawdziwie dobrym sercu zawsze będzie to bardzo przeżywał i żałował, że tak się stało. W niektórych to dobre serce tak się rozrosło, że wolą umrzeć, niż skrzywdzić kogokolwiek z ludzi, choćby był najgorszym z nich. Ów pan z Poznania ma częściowo rację: nie jest dobrze, by chrześcijanie ustępowali ziemi przed armią diabła, ale jeśli potrzebują, dobrze, by mogli się wycofać i nabrać sił do dalszej walki z szatanem. Lecz broni oni nie chcą i o nią nie proszą - myślę, że gdyby chcieli jej użyć, potrafiliby ją także pozyskać. Czytam wiele książek i relacji z tamtych terenów i widzę chrześcijan, którzy cierpią, ale też miłują i chcą, by ich prześladowcy mogli poznać Pana i zostać zbawieni, by przemoc ustała. Mają poranione serca, lecz pielęgnują w nich swój wewnętrzny Eden. 

Stare prawo starym prawem, ale dla naszych czasów i dla nas wszystkich ważniejszym prawem jest to, co Bóg mówi nam później, po tym, gdy zszedł pomiędzy nas jako Jezus Chrystus. Jezus zaś powiedział: "Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę, idź z nim i dwie. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się. Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bo jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Ewangelia Mateusza 5, 38 - 48). Bóg najpierw dał nam prawo, narzucające ograniczenia: odpłać tyle, ile ci ktoś zawinił, nie więcej; jeśli zawiniłeś, musisz przyjąć taką samą odpłatę. Potem zaś wzywa nas, byśmy całkowicie odrzucili przemoc. Bóg pragnie powstrzymać ciągłą wendettę, zatrzymać nienawiść i przelew krwi i dlatego mówi nam: "Nie mścijcie się i nie odpowiadajcie złem na złe, nie pomnażajcie zła i krzywdy na tym świecie, lecz przyjmujcie z godnością krzywdy, których doświadczacie i módlcie się za tych, którzy wam je wyrządzają". 

Mam wciąż przed oczami owych nieszczęsnych koptów z nadmorskiej plaży, którzy za moment stali się męczennikami, ponosząc okrutną śmierć. Prawdopodobnie mogli łatwo ocalić życie - jestem więcej niż pewien, że każdy z nich najpierw otrzymał propozycję, jakby się zdało "nie do odrzucenia", zaparcia się Chrystusa i przejścia na islam. Pozostali wierni - i wierzę, że dziś już są z Panem, ich dusze śpią w ukojeniu, czekając na zmartwychwstanie. Czy którykolwiek z nich, gdyby dostał do ręki broń i mógł uzbrojony stanąć naprzeciwko swego oprawcy, podniósłby ją i wystrzelił kulę, by zabić? Po ludzku miałby do tego z pewnością pełne prawo i nikt by nie śmiał go - jestem tego pewien - potępić, ale... trudno mi sobie wyobrazić, by którykolwiek z nich był do tego zdolny! Nie zdołałem obejrzeć tego filmu - widziałem tylko pierwsze chwile, jak klękali, a kaci stanęli za nimi. Ich usta wciąż się poruszały - modlili się żarliwie. Może o ocalenie i za swoje rodziny. Ale pewnie i za tych ubranych na czarno katów, którzy nawet nie mieli odwagi światu pokazać swych twarzy - i o zbawienie, ratunek dla nich i ich dusz. Z modlitwą stawali przeciwko nożom i karabinom i... oni już zwyciężyli! Nie ten bowiem zwycięża, kto zachowuje życie, lecz ten, kto wypełnia Ewangelię Chrystusową - Ewangelię łaski, miłości i przebaczenia; ten, w którego sercu jest założony nowy, wewnętrzny Eden - ukryty Boży ogród - i kto należycie go w sobie pielęgnuje. 

Szatan jest potężny i z pewnością nie wolno nam go lekceważyć. Mamy zbroić się i być gotowi do walki, ale to wcale nie znaczy, że powinniśmy zaopatrzyć się w karabin, poćwiczyć na strzelnicy i iść do boju z dziećmi diabła. "W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych..." (List do Efezjan 6, 10 - 18). Tak uzbrojeni mamy stawać przeciwko diabłu - nie by zabijać ludzi, lecz by wyrywać ich z jego szponów. Trup nie może się nawrócić. Przypominają mi się słowa pewnego chrześcijanina, który wolał sam umrzeć niż zabić swego oprawcę, mówiąc: "Jeśli ja umrę, pójdę do nieba; jeśli on umrze, pójdzie do piekła. Jeśli ja go zabiję, ocalę wprawdzie życie, ale jemu nie dam szansy poznania drogi do nieba". Dla Boga nie ma nic niemożliwego - On jest mocniejszy od diabła, a wobec Jego mocy najbardziej szaleni fanatycy diabelscy nic nie poradzą, najbardziej szalona armia diabła będzie w końcu rozbita. I nawet ludzie z Państwa Islamskiego mogą się nawrócić - i słyszymy nawet o takich "niewiarygodnych" (jakby się zdało) nawróceniach! Wierzę, że ci pomordowani na plaży modlili się i za swych oprawców - i może choć jeden z nich dzięki tej modlitwie, temu bojowi o ich duszę, pozna Pana i porzuci diabelską służbę... A może inni z ich szeregów? I już ta cena, jaką zapłaciły te niewinne owce Pana, nie będzie tak wysoką. Myślę, że Królestwo Niebieskie więcej ma pożytku z uległości, niż z hardości, i z gotowości oddania własnej krwi na ołtarzu, niż z przelewania cudzej dla własnej obrony.

Bóg nie chce, byśmy się mścili i zabijali, nawet jeśli jesteśmy zagrożeni. Tym bardziej, że nie jesteśmy zdolni do odpowiedniego zważenia czyjejś winy. Możemy zobaczyć zawsze tylko po części serce człowieka - zajrzeć w nie poprzez jego czyny - ale nigdy nie obejmujemy go w pełni. To może tylko Bóg. Gdy doznajemy krzywdy, jest nam tylko trudniej weń zajrzeć. Przez to możemy nie dostrzec, że ten, kto nas krzywdzi, jest sam przede wszystkim ofiarą. Członkowie ISIS (Państwa Islamskiego) są bez wątpienia dziećmi diabła - bo tak Słowo Boże określa każdego człowieka, który czyni nieprawość, którego serce jest przeżarte przez zło, a grzech jest treścią i sensem jego życia - i jego ofiarami. Każdy, kto krzywdzi drugiego człowieka jest dzieckiem diabła i jego ofiarą! Gdy dotyka nas zło, najlepszym, co możemy zrobić jest modlitwa i pochylenie się nad Ewangelią. Sam Jezus pomaga nam wówczas zrozumieć, że człowiek, który nas krzywdzi, sam jest ofiarą, marionetką w szatańskich szponach - a to powinno wystarczyć, by uczucie krzywdy i chęć zemsty zmieniły się w głębokie współczucie dla oprawcy. Zamiast przeklinać, winniśmy zawsze błogosławić; zamiast mścić się - miłować; zamiast walczyć z ludźmi z powodu zła w ich sercu - pielęgnować we własnym nasz wewnętrzny, zasadzony przez Boga, ogród Eden!

2 komentarze:

  1. PS. Muszę uczciwie przyznać, że mnie samemu nie zawsze dobrze idzie to pielęgnowanie Edenu w moim sercu i... czasem zdarza się odpłacać złem za zło, a nawet czynić zło bez żadnego powodu. :( I jest mi przykro i wstyd, bo wiem, że nie zawsze czynię to, co podoba się Bogu - często wręcz przeciwnie, a czasem Jezusowi udaje się powstrzymać mnie w ostatniej chwili, gdy już mam ochotę oddać za swoje i czasem dołożyć do tego jakąś "nawiązkę" w bonusie. Ten mój Eden w sercu ukryty co chwilę zarasta i Bóg ma ze mną naprawdę sporo pracy! Na tych, którzy oddają swe życie z powodu Jezusa patrzę z szacunkiem - i już nie mam odwagi oceniać ich wiary na podstawie przynależności wyznaniowej i codziennych praktyk - by widzę w nich, że Edeny w ich sercach pewnie pięknie rozkwitły i ten mój wygląda w porównaniu z nimi... dość marnie. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak - najsmutniejsze w historii mszczącego się chrześcijanina nie jest wcale to, że zabił dżihadystę, ale to, że jego motywacją była zemsta. Gdyby jego motywację była ochrona Kościoła na tych ziemiach, ochrona wartości cywilizacji judeochrześcijańskiej oraz chęć zmniejszenia ilości cierpienia w tamtym regionie, to w ogóle nie miałbym do niego pretensji, a może nawet wręczyłbym mu medal. Problemem też była też nie tylko zemsta, ale i metoda jej wykonania - nie chodzi przecież o to, by się znęcać i sprawiać ból, ale o to, by zlikwidować zagrożenie dla innych ludzi. Mam nadzieję, że nie brzmię zbyt drastycznie, jednak faktem jest, że jeśli armie krajów Zachodu wraz z lokalnymi władzami na Bliskim Wschodzie nie zabiją dżihadystów (tak, zabiją - na tym polega zapewnienie bezpieczeństwa normalnym ludziom), to zagrożona będzie cała Europa. Stawienie oporu jest konieczne. Co do ewentualnego nawrócenia mordercy jako argumentu przeciw zabiciu go - myślę, że nacisk kładziony jest tutaj na decyzję mordercy i jego własne siły. Może zabrzmi to dziwnie, jednak jeśli Bóg chce go zbawić, to zbawi go, nim sięgnie go amerykańska rakieta. Smutno mi się pisze o takich sprawach, ale niestety tak wygląda tamta rzeczywistość. :(

    OdpowiedzUsuń