wtorek, 19 maja 2015

Sądzić czy nie sądzić?

"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" (Ewangelia Mateusza 7, 1). Znów mi się zdarzyło być poczęstowanym tą nauką, gdy... odniosłem się krytycznie do postępowania pewnego człowieka. W ogóle zauważam, że to ulubiony fragment ludzi, którzy nie bardzo lubią napominania i krytyki. To taki fragment, którym - "bach!" - można zdzielić i potępić każdego, kto próbuje powiedzieć coś o grzechu. W podobnym czasie zresztą w prowadzonej równolegle dyskusji powiedziano mi: "Jak możesz mówić, że ktoś pójdzie do piekła. Kim ty jesteś, żeby osądzać ludzi. To Bóg będzie osądzał, nie Ty". I cóż, że Biblia mówi o pewnych ludziach, że "Królestwa Bożego nie odziedziczą" (List do Galatów 5, 19 - 21) i "kto grzeszy, jest dzieckiem diabła" (1. List Jana 3, 8). Ale wróćmy do kwestii sądzenia. W innym miejscu Jezus napomina ludzi: "Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie" (Ewangelia Jana 7, 24). Jak więc jest z tym sądzeniem? Można, czy też nie? I dlaczego raz Jezus mówi jedno, raz drugie?

Jezus tak naprawdę mówi zawsze to samo. Przeczytajmy ów wers z Ewangelii Mateusza i kilka kolejnych: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego" (Ewangelia Mateusza 7, 1 - 5). W słowach "Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą" (Ewangelia Mateusza 7, 2) zawiera się także to samo wezwanie, by jeśli sądzić, to sądzić sprawiedliwie. Zawiera się w nich także wezwanie, by okazywać miłosierdzie i odnosić się do drugiego człowieka z miłością - tak, jak Bóg traktuje każdego grzesznika i czego od Niego doświadczamy. Warto przypomnieć sobie przypowieść Jezusa o niemiłosiernym dłużniku: z Ewangelii Mateusza 18, 23 - 35. Lecz osąd czynów jest też wyrazem miłości i troski o drugiego człowieka. Jeśli czyni źle, trzeba powiedzieć, że czyni źle, że w swoich uczynkach jest daleki od Ewangelii i oddala się od Boga - nie można udawać, że nic takiego się nie dzieje. Dalsze wersy mówią: pamiętaj, że sam jesteś grzeszny i dość często zdarza ci się czynić zło. Spojrzenie najpierw we własne życie pomaga nabrać odpowiedniego dystansu i uniknąć zapędów do "okładania" bliźniego za jego grzeszność. Takie spojrzenie pomaga dość skutecznie wyleczyć się z zapalczywości, oczyścić nasz osąd i ukierunkować go przeciwko złym czynom, a nie człowiekowi, na chęć raczej naprawy niż potępienia.

Tak naprawdę nie sposób napominać ludzi grzeszących, nie dokonując równocześnie osądu - czasem bardzo surowego - grzechów. "A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego. Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik" (Ewangelia 18, 15 - 17) Czyż to nie jest osądzenie i wyrok? Czyż nie tak też powstępowano w pierwotnym Kościele z grzesznikami? Kościół musiał i wciąż musi się oczyszczać - a jakże ma to robić, nie dokonując osądu ludzkich czynów, grzechów? Niech jednak nasz osąd nigdy nie będzie potępieniem, a tylko wezwaniem do nawrócenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz