czwartek, 7 maja 2015

Radość przebaczania

"Wtedy podszedł Piotr i zapytał: Panie, ile razy mam wybaczać mojemu bratu, jeśli zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż do siedmiu razy? Jezus odpowiedział: Mówię ci, nie aż do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy siedem" (Ewangelia Mateusza 18, 21 - 22 - tłum. "Nowe Przymierze" EIB)
Jezus Chrystus uczy nas bezwarunkowej miłości. "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Innego przykazania, większego ponad te, nie masz" (Ewangelia Marka 12, 31) "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować. Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli nawzajem się miłujemy, Bóg mieszka w nas i miłość jego doszła w nas do doskonałości. Po tym poznajemy, że w nim mieszkamy, a On w nas, że z Ducha swojego nam udzielił. A my widzieliśmy i świadczymy, iż Ojciec posłał Syna jako Zbawiciela świata. Kto tedy wyzna, iż Jezus jest Synem Bożym, w tym mieszka Bóg, a on w Bogu. A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim. W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność w dzień sądu, gdyż jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości. Miłujmy więc, gdyż On nas przedtem umiłował. Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. A to przykazanie mamy od niego, aby ten, kto miłuje Boga, miłował i brata swego" (1. List Jana 4, 9 - 21)

Nie ma prawdziwej miłości bez przebaczenia! "Miłość cierpliwa jest... [Miłość] nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego" (1. Koryntian 13, 4 - 5). Niektórych ludzi naprawdę bardzo trudno jest kochać - bo miewają strasznie trudny charakter: są krnąbrni i złośliwi, mają odrażające nawyki, są egoistyczni i traktują innych arogancko, bo skrzywdzili nas wielokrotnie... Pewnie "najprościej" by było porozliczać ich z tego wszystkiego i wystawić im "rachunek" z dopiskiem: "Tak wiele się nazbierało, że jesteś względem mnie zupełnie niewypłacalny! Niczym mi nie wyrównasz moich krzywd." Czasem nie chcemy już tego człowieka w ogóle oglądać, a czasem wprost przeciwnie - jest w naszym sercu pragnienie, że przyjdzie on i będzie się przed nami kajał; czujemy pragnienie bycia przepraszanymi i błaganymi o przebaczenie. Patrzymy na winowajcę, jak na robaka i chcielibyśmy, by poczuł się jak robak i pełznął przed nami w pokłonach, całować nasze ręce i stopy - chcielibyśmy poczuć własną wyższość moralną i dominację. Przebaczyć? "No, ewentualnie możemy przebaczyć..." Kochać? A za co? Dlaczego mam kochać tego kretyna, który mnie tak podle potraktował?

Tak naprawdę Bóg postawił przed nami bardzo trudne zadanie! Bo żeby zacząć tak miłować drugiego człowieka, jak On tego od nas oczekuje, trzeba złamać samego siebie, złamać własną pychę i urażone "ego", zaprzeć się samego siebie... "Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie" (Ewangelia Łukasza 9, 23). Właśnie tak! Potrzeba złamać własną dumę - też tą "urażoną dumę" - zaprzeć się samego siebie (te słowa Jezusa mają naprawdę szerokie znaczenie i odnoszą się do wielu aspektów naszego życia) i naśladować Jezusa, który z krzyża przebaczył swym oprawcom: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" (Ewangelia Łukasza 23, 34). To jest wyczyn! Może porównywalny nawet ze zdobyciem Mount Everestu! Doświadczone zło czasem wznosi się nad nami jak jaka góra, a tu Bóg nam mówi, że mamy stanąć ponad tym wszystkim! Czy On oszalał? Tak szczerze mówiąc, po ludzku to może niemożliwe - bo my jesteśmy mali i słabi. Ale Bóg jest też realistą i nie stawiałby przed nami zadań, które by były niemożliwe do realizacji - On stawia zadania i uzdalnia nas do tego, byśmy je zrealizowali. Przebaczenie bliźniemu jest dziełem miłości - tej miłości, która pochodzi od Boga, którą Bóg wlewa w nasze serca.

Czasem bardzo trudno jest mi kochać tych, którzy mnie skrzywdzili, i przebaczyć im - tym, od których doświadczyłem tyle zła i nieprawości. Wówczas jednak patrzę na krzyż i widzę Chrystusa, który mnie tak bardzo kochał, że poszedł za mnie na krzyż i z krzyża mówi: "Ojcze, przebacz mu..." Mnie! Utytłanego w wielu grzechach - bardzo obrzydliwych - człowieka, który w życiu wielokrotnie podeptał Boże prawo, żył według własnych pomysłów na życie (z których każdy okazał się beznadziejny!) i zdradzał i "wypinał się" na Niego po tysiąc razy każdego dnia. Gdy patrzę w twarz Chrystusa na krzyżu, widzę w niej wszystkie te świństwa, które ja sam zrobiłem Bogu i innym ludziom. Widzę w Jego oczach swój trudny charakter, swoje wiarołomstwo, swoje świństewka, swój egoizm, swoją arogancję, swoją pychę, swoją złość... Oj, bardzo długa lista jest tego "swego"! Wiecie, bardzo ciężko czasem jest wejść na ten "Mount Everest przebaczenia" i czasem człowiekowi się zdaje, że już mu to jakoś się udaje, a nagle potyka się i stacza w dół - może nawet nie całkiem, ale trochę, i znów potrzebuje łamać siebie, kruszyć swe serce... Ostatnio znów mi się zdarzyło kawałek się stoczyć - bo "skały czyichś win" takie ostre, a przepaść mojej dumy ma tak strome stoki! Ale gdy patrzę na Krzyż Chrystusa czuję się jakiś taki "mały" - bo w życiu więcej zła uczyniłem, niż mi uczyniono! 

Przebaczenie rodzi się ze skruszonego serca człowieka i jest wspaniałym darem dla tego, kogo nim obejmujemy. Ale nie tylko, bo gdy przebaczamy, Bóg wypełnia także nasze serce słodyczą i błogosławieństwem pokoju, niewysłowioną radością. Przebaczenie to nie akt łaski wobec tego, który nam zawinił, lecz cząstka wdzięczności Bogu za darowanie nam naszych win - wdzięczności za to, co Jezus uczynił dla nas na krzyżu, za anulowanie naszego długu. Zasada jest względnie prosta: przebaczam bliźniemu, bo Bóg przebaczył mi! Bóg przebaczył mi moje winy w pełni i już do nich nie wraca, więc i ja przebaczam drugiemu człowiekowi w pełni, wyciągam rękę na zgodę, nie czekając aż on wyciągnie swoją, i już nie wracamy do tego, co między nami było - to właśnie jest przebaczenie do "siedemdziesięciu razy po siedem", bowiem cyfra siedem symbolizuje w Biblii pełnię. Tak właściwie... Bóg nie zostawia nam wyboru w kwestii wybaczania. Wybaczanie nie jest możliwą "opcją" w chrześcijańskim życiu, lecz koniecznością serca, serdecznym przymusem. Wybaczanie jest "niebiańskim programem" - skutkiem nieba (zbawienia), które jest w nas!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz