poniedziałek, 25 maja 2015

Prawdziwe bogactwo

"Dlatego mówię wam: nie martwcie się o swoje życie, czy będziecie mieli co jeść i pić, ani o ciało, w co się ubrać, bo życie to coś więcej niż jedzenie, a ciało to coś więcej niż ubranie. Przypatrzcie się ptakom - nie sieją, nie zbierają plonów, ani nie gromadzą zapasów, a wasz niebiański Ojciec troszczy się o nie. Czy wy nie jesteście więcej warci niż ptaki?" (Ewangelia Mateusza 6, 25 - 26 - tłum. przekład literacki EIB)
Mamy niezwykle piękny koniec maja - pogodę praktycznie letnią... W taki piękny czas "grzechem jest" pozostawać w czterech ścianach, siedzieć przed komputerem czy TV. Jeśli tylko możemy, warto wyjść na spacer, czy zrobić wyprawę poza miasto. Tak też uczyniłem - wybrałem się daleko "w pola" i - po solidnym wysiłku (jazda rowerem doskonale robi!) - położyłem się w trawie, wystawiając twarz do słońca, patrząc w błękit nieba, przysłuchując się ptakom i... buszującym w trawie o kilka kroków ode mnie malutkim warchlaczkom, ze smakiem pałaszującym trawę i przeróżne "chwasty". I wiecie co? Poczułem się w tym momencie jak... najbogatszy człowiek na świecie! Naprawdę! Przyszli mi na myśl ludzie w "białych kołnierzykach", wspinający się mozolnie po szczeblach "drabiny kariery", walczących o jak najlepszą pozycję i jak najlepsze zarobki. Oczami wyobraźni zobaczyłem ich, zabieganych i siedzących w pracy od rana do wieczora, żeby "coś osiągnąć" i nie czujących słońca i wiatru, bo ściany biur nie dopuszczają tego do człowieka, nie słyszących świergotu ptasiego, brzęczenia owadów i chrumkania i ciamkania świnek (uroczych, aż żal, że ich przeznaczeniem jest talerz - czasem myślę o wegetarianizmie!). Jakże są ubodzy! Mogą mieć wspaniałe samochody i luksusowe mieszkania, ale czy to daje szczęście? Oni mają pieniądze i luksusy, a ja mam... świat! :) Może nie mogę pojechać na Malediwy, czy Bahamy, jak oni, bo mnie na to nie stać - ale wszystko, czego potrzebuję, niesamowite bogactwo jakim Bóg obdarzył człowieka, mam wokół siebie i dlatego czuję się bogaty.

Czytam akurat książkę słynnego norweskiego podróżnika, Thora Heyerdahla, pt. "Fatu Hiva". Kojarzy się on (i zupełnie słusznie!) z ekspedycją "Ra" i wyprawą "Kon-Tiki", którymi próbował dowieść, że starożytni żeglarze potrafili żeglować nie tylko wzdłuż brzegów kontynentalnych, lecz także poprzez oceany. Ale może mało kto wie, ale swoje "awanturnicze życie" rozpoczął on od wielkiej ucieczki, wraz z żoną Liv, od cywilizacji, na dalekie Markizy; najdalej, jak tylko się dało od Europy i Ameryki; w miejsce, dokąd nie latały jeszcze samoloty, ani nawet nie kursowały liniowe statki... O takich miejscach mówi się zwykle: "Tam, gdzie diabeł mówi 'dobranoc'"... Zamieszkali tam z dala od wioski tubylców, w tropikalnym lesie, u źródła rzeki, w chatce z bambusa. Żywili się tym, co znaleźli, lub co upolowali. Z dnia na dzień coraz bardziej "nasiąkali" pięknem tego świata - tak bardzo, że Thor, który nie był człowiekiem wierzącym, zaczął - jak sam wspomina - zastanawiać się nad tym, że może faktycznie istnieć Bóg - Stwórca, który stworzył świat z tak niesamowitym rozmachem. On być może pozostał tym, kim był przed wyjazdem na Markizy - teoretycznie protestantem, a w praktyce agnostykiem / ateistą, wierzącym ślepo w ewolucję (czasem jego ewolucyjne rozmyślania pobudzają mnie do śmiechu) - ale fakt, że nie poszedł w odkrywaniu Boga dalej, nic nie zmienia z faktu, że piękno tego świata, piękno przyrody i majestat potężnych sił, które napędzają wszystko, co istnieje, pobudza nas w sposób naturalny do myślenia o Bogu i uwielbiania Boga.

Wróćmy do omawianych słów Jezusa. Nie myślmy, że zachęca nas on do beztroski i nieróbstwa! Ten świat nie jest rajskim ogrodem, gdzie człowiek mógł żyć właściwie się wcale nie trudząc, gdzie wszystko miał "na wyciągnięcie ręki" - po prostu dane mu przez Boga. "W mozole żywić się będziesz z niej (tj. z plonów ziemi) po wszystkie dni życia swego! Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym. W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz" (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 3, 17 - 19). Innymi słowy: będziesz miał chleb z tego, co ci daję, ale nie bez trudu i nie bez lęku o to, co ci jutro przyniesie; raz obfity plon, a raz głód. "Kto nie chce pracować, niechaj też nie je" (2. List do Tesaloniczan 3, 10). Bóg nam błogosławi i obdarza nas chlebem, ale poprzez nasze własne ręce, naszą własną pracę. Nie chodzi więc o to, byśmy nic nie robili, a tylko ufali Panu i czekali manny z nieba. Bóg nie akceptuje nieróbstwa czy żerowania na innych, w imię "chrześcijańskiego braterstwa". W tych słowach Jezus mówi nam: pamiętajcie, że jest Ojciec, który was kocha i o was się troszczy. Zachęca nas do ufności. Mówi nam, byśmy nie gonili za bogactwem czy choćby dostatkiem, byśmy nie zaniechując spraw doczesnych, bardziej myśleli o Bogu i o tym, co wieczne. Myślę, że mówi nam także, by nie rządziła nami zachłanność - bogactwo, kariera, praca - lecz byśmy potrafili się poczuć Bożym stworzeniem, Bożymi dziećmi, we wspaniałym Bożym świecie, by nasze serce było pełne ufności i radości; byśmy nie zabijali się sami troskami i żądzami. 
Wiecie, ten świat jest zwariowany! Każdego dnia wchodzą nowe technologie... I musisz nadążać, musisz być na bieżąco, bo inaczej coraz bardziej i bardziej przestajesz się liczyć i coraz trudniej ci będzie o pracę. Dziś, jeśli nie masz prawa jazdy i nie umiesz obsługiwać komputera, jesteś "do tyłu" i twoje szanse maleją. Nieraz pracodawcy prędzej cię o to zapytają, niż o inne kwalifikacje czy uzdolnienia! Dziś  musisz legitymować się dyplomami szkół - a najlepiej, jeśli porobiłeś kilka kierunków. I chcą, byś ciągle i ciągle się dokształcał, biegał, zakuwał, robił kolejne dyplomy. I żebyś pracował, pracował, pracował... Ten świat zwariował i pędzi jak oszalały, i porywa ludzi do tego pędu, a kogo nie porywa, to depcze! Otaczają nas wynalazki, które mają nam oszczędzać czas - nazywamy je "dobrodziejstwami cywilizacji" - ale czasu mamy coraz mniej. Żyjemy w ciągłym stresie, popędzani do ślepego pędu w "wyścigu szczurów", mamy coraz mniej czasu dla siebie samych, dla bliskich, dla "złapania oddechu". Mamy przy tym coś jeszcze: coraz częstsze nerwice, depresje, choroby serca, uzależnienia (alkohol, nikotyna, narkotyki - myślę, że to wszystko po części wiąże się z tym zabójczym, nieludzkim tempem życia)... Myślę, że Pan mówi do nas w tych słowach: "Zatrzymaj się! Nie musisz tak pędzić! Zatrzymaj się, złap głęboki oddech, rozejrzyj się dookoła, dostrzeż, że jest Bóg, wierz i uwielbiaj Go, i ufaj..." Bóg chce nas wyrwać z tego kołowrotka, uzdrowić i nauczyć życia według Bożego porządku i Bożego rytmu. Bóg chce nas wyzwolić z niewoli kariery, pieniędzy i postępu. On daje pokój serca! Bóg, Stwórca natury,uczy nas życia w zgodzie z naturą, a tą naturą jest Jego porządek. Powrót do natury, powrót do Boga... Prawdziwe bogactwo to serce wypełnione tym, co otrzymujemy "nie z tego świata"! I do niego nigdy nie dojdzie żaden karierowicz w "białym kołnierzyku", jeśli nie będzie miał odwagi zatrzymać się, wyrwać z tego szaleństwa i pójść za Bogiem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz