środa, 6 maja 2015

Nie muszę być sam... Nie musisz być sam...

"[Jezus] sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę. Tak więc z ufnością możemy mówić: Pan jest pomocnikiem moim, nie będę się lękał; Cóż może mi uczynić człowiek?" (List do Hebrajczyków 13, 5 - 6)
Muszę powiedzieć szczerze, że czasem czuję się ogromnie samotny. Miałem w swym życiu sporo ludzi, których miłowałem z całego serca - a właściwie nadal ich miłuję! - i uważałem za przyjaciół. Niestety, zostawili mnie. Niektórzy przestali się do mnie odzywać w najgorszym okresie mojego życia - gdy najbardziej ich potrzebowałem. Spotkałem i księży i pastorów, którzy potrafili mnie wykorzystać, gdy byłem im do czegoś potrzebny, a potem zupełnie na mnie nie zważać i nie zatroszczyć się, gdy ja ich bardzo potrzebowałem. Pewnego brata, którego uważałem za przyjaciela i fajnego "brata w Panu" - poprosiłem kiedyś o modlitwę, bo bardzo podupadłem na zdrowiu. Wiecie, co zrobił? Przeszedł obok i nawet nie zainteresował się, co się ze mną dzieje i co mówią lekarze, tylko oświadczył: "sorry, nie mogę się o twoje zdrowie modlić!" Potem zresztą zerwał bez powodu kontakt. Pewien pastor wbił mi taki sztylet w serce, że do dziś - a minęły już ze 3 lata - w dalszym ciągu jest ból. Uważałem go za swego przyjaciela. Od tego czasu się do mnie nie odezwał ani razu. Jeszcze bardziej jednak bolało, gdy czasem od najbliższych słyszałem słowa, które nigdy nie powinny paść, lub byłem po prostu nierozumiany, gdy czegoś nie potrafili przyjąć i zaakceptować mnie takim, jakim jestem.

Dlaczego o tym piszę? Wiecie, to nie chodzi o to, by obnosić się z jakimiś pretensjami do kogoś - to, co się stało, było (i jest) bolesne, ale wciąż ich bardzo kocham, każdego z tych, którzy mnie poranili w życiu, i jeśli gdzieś zniknęli z mojego życia, to bardzo, bardzo za nimi tęsknię... Nie chodzi mi o jakieś "rozdrapywanie ran", o rachowanie się kto mi co i ile zawinił - "...nie prowadzi rachunku krzywd..." (1. List do Koryntian 13, 5 - tłum. "Nowe Przymierze" Ewangelicznego Instytutu Biblijnego). Chcę jedynie powiedzieć, że moje serce było ranione tak wiele razy, że nie potrafię zliczyć - i jest na nim niejedna "blizna". Nie ma nikogo (!), kto  by tego nie doświadczył w swoim życiu. O wielkim szczęściu może mówić ten, kto ma przy sobie drugiego człowieka, który nie zawiódł go ani razu. Przyjaciele zawodzą i opuszczają nas - czy ten, kto nas zawodzi i opuszcza aby na pewno jest przyjacielem? Rodzina czasem się od nas odwraca, zrywają wszelkie więzi - często bez żadnych powodów. Nauczyciele - także "nauczyciele wiary", duchowi przywódcy z Kościoła - i całe społeczności nas zawodzą. I czasem stajemy bezradni, i widzimy, że nie ma nikogo, do kogo moglibyśmy pójść z naszymi łzami, lub chociaż zadzwonić... Znam ten ból samotności, który rozrywa serce!

"Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad dziecięciem swojego łona? A choćby nawet one zapomniały, jednak Ja ciebie nie zapomnę" (Izajasza 49, 15). "Choćby ojciec i matka mnie opuścili, Pan jednak mnie przygarnie" (Psalm 27, 10). Tak naprawdę więc samotny pozostaje w takiej tragicznej sytuacji tylko ten, kto jest z dala od Boga. Ten, kto wierzy i potrafi przyjść do Boga, nigdy w swoim życiu nie będzie tak naprawdę sam. Nawet jeśli wszyscy się od niego odwrócą; jeśli bracia i rodzice wypędzą go z domu a wszyscy "przyjaciele" zatrzasną przed nim drzwi; jeśli będzie musiał szukać jakiegoś przytułku, lub spać "pod mostem", to jednak nie będzie tak naprawdę sam. Nawet wówczas, gdyby znalazł się z jakiegoś powodu na bezludnej wyspie na samym środku oceanu - i tam nie będzie sam. Gdyby trafił do najgłębszego lochu - będzie miał towarzystwo. I nawet gdyby miał polecieć w kosmos bez prawa czy możliwości powrotu - i tam ma Kogoś. W dodatku Przyjaciela absolutnie NIEZAWODNEGO, bo całkowicie pozbawionego ludzkich wad i przywar. Rodzice mogą cię przegnać; brat na ciebie "wypiąć"; "przyjaciele" zlekceważyć; żona (czy mąż) - nawet po uroczystym ślubowaniu "póki śmierć nas nie rozłączy" - zdradzić i opuścić... To wszystko są skutki grzesznej natury człowieka! Bóg jest zaś pod każdym względem doskonały - Jego miłość do nas jest doskonała i Jego wierność także.

"W Biblii jest wiele obietnic dla wierzących, a Bóg ich wszystkich dotrzymuje. "Bóg nie jest człowiekiem, aby nie dotrzymał słowa, ani synem człowieczym, aby żałował. Czy on powiada, a nie czyni, i mówi, a nie spełnia?" (4. Mojż. 23,19). Pan zapewnia każdego z nas: "nie porzucę cię". Jest to obietnica Jego pomocy. On pamięta o nas, pomagając nam w codziennych naszych troskach i problemach; wie, czego nam potrzeba i daje nam tyle siły, odwagi i mądrości, ile w danej chwili potrzebujemy.Pan również obiecuje: "nie opuszczę cię". W tym zawiera się zapewnienie o Jego stałej obecności. Nigdy nie jesteśmy sami, ponieważ nasz Zbawiciel nas nie opuszcza; On jest zawsze przy nas; zarówno wtedy, gdy dobrze nam się powodzi, ale również wtedy, gdy źle. Jeśli zaufasz tym Bożym obietnicom, nigdy się nie zachwiejesz! Jego pomoc i obecność dodadzą ci odwagi w trudnych chwilach; zniknie strach przed nieznaną przyszłością czy też ludzką wrogością, jak również obawa przed sytuacjami i decyzjami, na które nie jesteś jeszcze przygotowany.Razem z Dawidem możemy śmiało zawołać: 'z Bogiem moim przesadzam mur' (Ps. 18,30)!" - jak piszą w rozważaniu na dzień 5 maja autorzy chrześcijańskiego kalendarza "Dobry Zasiew 2015".

Gdy czujemy się samotni, przez wszystkich opuszczeni - Chrystus jest przy nas. Gdy płaczemy, on pochyla się nad naszymi łzami i obejmuje nas. Gdy brak nam sił i wiary w sens życia i działania - On staje przy nas i wspiera nasze ramię. Gdy ludzie stają przeciwko nam, Jezus... nie staje "ramię w ramię z nami", On staje PRZED NAMI, jako nasza tarcza! Gdy jesteśmy wypędzeni, Jego drzwi są przed nami zawsze otwarte! On dlatego umarł za nas na krzyżu, by te drzwi były dla nas otwarte! Jeśli potrzebujemy pogadać i wyżalić się, jest do naszej dyspozycji 24/7 i zawsze możemy z Nim o wszystkim pogadać - nawet jeśli jest 3 nad ranem! Bez żadnych "tabu" i skrępowania - bo On nas nie potępi i nie odrzuci nawet jeśli przyjdziemy utytłani w brudach. Wprost przeciwnie! On chce, byśmy otworzyli swe serce i mówili o wszystkim (tak, to jest spowiedź, lecz niech się nam nie kojarzy z księdzem i konfesjonałem!). On nie ma żadnego interesu w tym, by się z nami przyjaźnić. Nie chce od nas nic, nie oczekuje żadnych korzyści (co często się zdarza ludziom, niestety!). Chce tylko naszego serca - byśmy nasze serca uwiązali do Niego. Chce... nas samych! To dużo? Niektórym się może wydaje, że Bóg jest "chciwy" i "zaborczy", bo chce człowieka na własność. Tak! Chce nas, ale po to, by zdjąć z naszych rąk kajdany i byśmy żyli w doskonałej przyjaźni, w społeczności z naszym Stwórcą. Społeczność znaczy "bycie społem", czyli RAZEM! Nie jesteś sam! I w dodatku, choćby cały świat był przeciwko tobie, to jeśli w twoim życiu jest Bóg, to... razem stanowicie większość, bo Bóg jest większy niż ja, ty, wszyscy ludzie, cały świat! :)

"Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
Albowiem łaska Jego jest można nad nami,
a wierność Jego trwa na wieki! Alleluja"
(Psalm 117)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz