sobota, 16 maja 2015

List z więzienia

Przeczytałem właśnie "Bluźnierstwo" Asii Bibi... Cóż właściwie można powiedzieć lub napisać? Chyba po raz pierwszy boję się naprawdę pisać o książce - bo czegoś takiego nie da się ocenić, a jakakolwiek próba powiedzenia czegoś od siebie może się łatwo okazać głupim "mędrkowaniem"...

Gdy piszę te słowa jest piątkowy wieczór. Gdy je przeczytacie, będzie może sobota. A w niedzielę wielu z nas pójdzie do Kościoła. Żyjemy sobie w tak spokojnym rejonie świata. Praktycznie w każdym większym mieście są zbory chrześcijańskie, a parafie katolickie także po wioskach (wiejskie zbory protestanckie to raczej rzadkie zjawisko u nas). Możemy w niedzielę spokojnie iść do kościoła, śpiewać, słuchać Słowa Bożego. Jest to dla nas czymś tak bardzo zwyczajnym, że aż... nie zwracamy na to żadnej uwagi, przestaje to być dla nas czymś ważnym, niedziela przestaje być świętem i czasem chodzimy już głównie z przyzwyczajenia. Nie potrafimy docenić tego, że wolno nam, że nikt nam raczej nie stanie na drodze z karabinem, czy długim nożem, i nie zabroni nam pójścia na modlitwę. Mamy chrześcijańskie księgarnie i całą masę Biblii. Czy potrafimy to docenić? Czy sięgamy po Biblię, którą wolno nam posiadać i czytać? Cieszymy się wolnością słowa. Możemy mówić głośno o tym, co jest najważniejsze: o wierze, o Jezusie - Jego śmierci i zmartwychwstaniu, o grzechu i o zbawieniu, o Ewangelii... Czy korzystamy z przywileju wolności słowa? Albo inne pytanie: czy potrafimy zrobić z tej wolności słowa dobry użytek - tak, by to, co płynie z naszych ust było błogosławieństwem, nigdy zaś przekleństwem? 

Myślę, że często - niestety - nie doceniamy tej wolności, którą się cieszymy. Czasem myślę, że ten komfort wolności, jaki mamy, nie wpływa wcale dobrze na jakość naszej wiary. Mogąc swobodnie praktykować wiarę, nie szanujemy tego i zaniedbujemy swoją wiarę - pozwalamy, by "pole wiary" w nas zarosło chwastami i krzakami. Czasem mówimy: "ja wierzę w Boga", ale kiedy nas kto ostatnio widział na nabożeństwie Kościoła? Może nawet mamy Biblię, ale czy nie kurzy się ona na naszej półce. Czy w ogóle mamy w domu Biblię? Czy potrafimy dobrze wykorzystać fakt, że możemy ją łatwo kupić i bezpiecznie studiować - że może jeden czy drugi "racjonalnie myślący" niewierzący będzie może sobie z nas kpił, ale nikt nam tego nie zabroni? Mamy wspaniałe warunki do tego, by "rozkwitać" a jak często zamiast tego zwyczajnie... "więdniemy" i duchowo obumieramy?

"Bluźnierstwo" to historia z jakby zupełnie innego świata... Czy potrafimy sobie wyobrazić sytuację życia praktycznie w odosobnieniu, wiele kilometrów od najbliższego kościoła, a przy tym ubóstwo nie pozwalające na to, by tam regularnie jeździć? Czy potrafimy sobie wyobrazić życie wśród ludzi, którzy nie tylko nie podzielają naszej wiary, ale pogardzają nią, a nas samych - z powodu tego, w co wierzymy, jak myślimy i co mówimy - traktują jak społecznych wyrzutków? Czy potrafimy sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś porywa nas, szarpie nami i wrzeszczy: "Odrzuć swego Boga i uwierz w mojego boga, a wówczas pozwolimy ci żyć!"? Bardzo trudno sobie to wyobrazić! A przecież tak wielu wyznawców Chrystusa - zarówno protestantów, jak i katolików - tego właśnie doświadcza, zwłaszcza w krajach islamskich.

Asia - a raczej Asiya - nie jest odosobnionym przypadkiem, choć o niej mówi się zdecydowanie najczęściej. Jest jedną z tysięcy, tysięcy osób, które cierpią prześladowanie z powodu Chrystusa. Właściwie nie doświadcza tak wielkich okrucieństw, jakie są udziałem innych - po prostu jest zamknięta w więzieniu, w skrajnie złych warunkach. Czytałem w życiu wiele świadectw prześladowanych chrześcijan i Asia Bibi naprawdę w porównaniu z nimi jest traktowana dość łagodnie. Niektórzy są bici i poddawani niewyobrażalnym katuszom - a jej świat to malutka, śmierdząca cela w więzieniu w Sekhupurze. Oczywiście w najmniejszym stopniu nie umniejszam tego, czego ona doświadcza i o czym opowiada. Współczuję jej ogromnie - jest uwięziona już od 5 lat a ciąży na niej wyrok za rzekome "bluźnierstwo" przeciwko Mahometowi i kara śmierci - a jej głos jest nie tylko jej głosem, lecz przemawia także w imieniu setek i tysięcy innych, cierpiących w więzieniach państw islamskich, którzy nie zawsze mają możliwość mówić światu o tym, jak wygląda życie chrześcijan w krajach muzułmańskich i o cierpieniach, jakich doświadczają. 

Choć wydaje się to nam absurdalne, Asia trafiła do więzienia za to, że pracując przy zbiorze owoców, w okropnym upale... napiła się wody ze studni i podała kubek innym kobietom. Wybuchła wielka awantura, bo oto "chrześcijanka skalała wodę" i teraz muzułmanki nie mogą jej już pić. Zaczęły także bluzgać na Chrystusa i naciskać, by przeszła na islam, czego w końcu Asii było zbyt wiele i powiedziała: "Nie chcę przechodzić na islam. Jestem wierna swojej religii i Jezusowi Chrystusowi, który umierając na krzyżu poświęcił się za grzechy ludzkości. Co zrobił wasz prorok, by uratować ludzi? I dlaczego to ja powinnam zmienić wiarę, a nie wy?" Właśnie te słowa o proroku Mahomecie zostały uznane za "bluźnierstwo" wymagające kary śmierci. Wiecie, Asia Bibi jest katoliczką, prostą kobietą ze wsi, która nie umie ani czytać, ani pisać. Jednak ma w domu Biblię, choć nie może jej sama przeczytać - bo rozumie dobrze, że jest to Słowo Boże, fundament wiary. Modląc się, zwraca się i do Boga - tak Ojca, jak i Syna - ale także Marii, "Matki Bożej" - po katolicku, co dla protestanta jest rażące. Jednak tymi kilkoma słowami, które wypowiedziała przed pięcioma latami do grupki agresywnych muzułmańskich kobiet, wzbudza we mnie najgłębszy szacunek. Prosta kobieta wypowiedziała prostą prawdę w taki sposób, że bledną przy tym wszelkie długie i mądre wykłady - doprowadzając przy tym szatana do wściekłości. Nie zgadzam się z nią w kwestiach wiary i praktyki, lecz podziwiam jej przywiązanie do Chrystusa i odwagę. Próbuję wejrzeć we własne serce i sam siebie pytam: a czy ja miałbym odwagę przyznać się do Chrystusa w sytuacji, gdy doświadczam terroru z powodu wiary i czy miałbym odwagę, by powiedzieć takie słowa? I wiecie... w tym momencie gasną wszelkie ochoty, by wytykać błędy w wierze katolickiej. Asia jest katoliczką, ale stanęła dzielnie na froncie, z którego może uciekłby cichcem niejeden radykalnie ewangeliczny chrześcijanin - protestant! Naprawdę niezwykła lekcja pokory!
 
Właściwie niewiele dowiadujemy się z książki o samej Asii - opowiada nam tylko trochę o sobie samej, o swojej rodzinie i swoim życiu sprzed uwięzienia. Sama niepiśmienna zapewne przekazywała swą opowieść stopniowo tym, którzy odwiedzali ją w więzieniu. Dowiadujemy się o "winie", o przebiegu sprawy - o wlokących się sprawach, odwołaniach, o mordach dokonanych na ludziach, którzy próbowali jej pomóc: Salmanie Taaserze - gubernatorze Pendżabu i Shahbazie Bhattim - ministrze ds. mniejszości (obaj prawdopodobnie zginęli z powodu zaangażowania się w pomoc dla niej). Przede wszystkim jednak poznajemy codzienne życie Asii w celi śmierci: ból z powodu rozłąki z rodziną; niepewność, czy kolejny zgrzyt klucza w zamku nie oznacza, że zaraz poprowadzą ją na szubienicę; przytłaczającą samotność; tęsknotę za słońcem, gwiazdami i wolnością; fatalne warunki życiowe i sanitarne; ciągłe upokorzenia... Asia w pewnym sensie zaprasza nas do swej celi i w głąb swej duszy. Zdaje się mówić nam: "Zobaczcie, jakie jest teraz moje życie i jak absurdalny jest powód, dla którego tak właśnie jest!" Jakże niezwykła jest siłą wiary i nadziei w tej kobiecie, że będąc na dnie takiej "czarnej dziury", nie poddaje się jednak rozpaczy, modli się i pokłada ufność w Panu! Nawet jeśli ma czasem chwile słabości... Zadziwiające jest to, że mimo tak bolesnych doświadczeń, Asia z największym szacunkiem wypowiada się o muzułmanach i ich religii!

Jest, oczywiście, wiele książek traktujących o prześladowaniach chrześcijan... Wiele z nich z pewnością opisuje problem znacznie szerzej i dokładniej. Niejedną z nich przeczytałem. Ta jednak jest naprawdę wyjątkowa! Właściwie nie jest to książka, lecz obszerny list z więzienia wysłanym do wszystkich ludzi na tym świecie. "Pisze" go - za pośrednictwem ludzi, z którymi się styka - prosta pakistańska wieśniaczka, uwięziona za to, że jest, kim jest; prosta kobieta o kochającym sercu i czystej duszy. Z każdym kolejnym słowem przestaje być taka obca i daleka - pisze do nas, przede wszystkim chrześcijan, jako do swoich i szybko staje się "swoja", bliska i... Właśnie zabrakło mi słowa, bo w sposób naturalny pojawia się jakaś dziwna więź, mieszanina miłości, współczucia, nadziei... Z każdą kolejną kartką zacząłem myśleć: "A co teraz się z nią dzieje? Pewnie wciąż w tej samej celi... Pewnie teraz śpi... Teraz może wstaje... Może znów ma przykrości ze strażnikami..." Naprawdę niezwykły list od niezwykłej kobiety! Pobudza do buntu przeciw niesprawiedliwości, lecz nie do nienawiści i pogardy dla muzułmanów. Porusza serce do walki o każdego z tych, którzy cierpią prześladowania i więzienie, do upominania się o nich. Pobudza wreszcie także do refleksji nad własną wiarą i wdzięczności za wolność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz