czwartek, 21 maja 2015

Jak drzewo, czy jak "bonsai"?

"Błogosławiony mąż, który polega na Panu, którego ufnością jest Pan! Jest on jak drzewo zasadzone nad wodą, które nad potok zapuszcza swoje korzenie, nie boi się, gdy upał nadchodzi, lecz jego liść pozostaje zielony, i w roku posuchy się nie frasuje, i nie przestaje wydawać owocu" (Księga Jeremiasza 17, 7 - 8)
Ktoś może zastanawiać się, dlaczego fragment Słowa Bożego, w którym czytamy o wspaniałym, dorodnym drzewie, ilustruję takim właśnie zdjęciem. Widzimy na nim miniaturowe drzewko "bonsai" - owoc japońskiej sztuki ogrodniczej. Nim napiszę cokolwiek od siebie, chciałbym sięgnąć do rozważania, które mnie zainspirowało. Znalazłem je w kalendarzu "Dobry Zasiew 2014" pod datą 7 stycznia: 

"W parku Vincennes pod Paryżem odwiedziliśmy wystawę hodowli bonsai, skarłowaconych drzewek w stylu japońskim. O, tam stoi stary buk w miniaturze: Ma 60 lat, ale jest wielkości średniej główki kapusty. jego liście nie są większe jak paznokietki noworodka. Tam już od 80 lat wzrasta iglica, jednakże jej korzenie z łatwością mieszczą się do doniczki. Ten zupełnie sprzeczny z naturą efekt osiąga się poprzez podcinanie korzeni, co powoduje, że roślina balansuje na granicy życia. Japończycy są mistrzami hodowli bonsai. Ale zapytajmy się szczerze - czy my, jako chrześcijanie nie przypominamy aż nazbyt często takich miniaturowych drzewek? Co prawda jest w nas duchowe życie, ale tak słabe, że z ledwością widoczne. Nie kwitnie ono i prawie się nie rozwija. Brakuje w nim radości, siły do składania świadectwa. Bóg stworzył drzewa do lasu, a nie po to, żeby wegetowały na regale z książkami. Tak więc pragnąłby On, aby życie, które nam podarował, rozwijało się na Jego chwałę. Możliwe jest to tylko wtedy, gdy nasze 'korzenie' zapuścimy nad 'wodę'. Duchowy wzrost zaczyna się od czytania Biblii i modlitwy. W codziennej społeczności z Panem Jezusem otrzymujemy siłę, aby w  tym złym świecie być Jego uczniami. Przez łaskę Bożą jesteśmy zdolni, aby również i w trudnościach przynosić dla Niego owoc. Nie wstydźmy się zatem opowiadać otaczającym nas ludziom o Zbawicielu."

Myślę, że każdy z nas powinien się przejrzeć w tych słowach, jakie kieruje do nas Pan za pośrednictwem Proroka Jeremiasza, niczym w "lustrze". Każdy z nas powinien zatrzymać się nad nimi i zastanowić się: a jak jest ze mną? Jaka jest moja wiara i moje życie duchowe? Czy wyrosłem tak, jak tego pragnął Pan, czy też przypominam takie "bonsai" - wprawdzie bardzo efektowne, ale nie wypełniające tej roli, do której zostaliśmy powołani? Czy jestem człowiekiem dorodnym i silnym w Panu, czy też wegetuję gdzieś na samym skraju wiary? Czasem my sami podcinamy własne korzenie - zaniedbując modlitwę, czytanie Słowa Bożego i uczestnictwo w życiu Kościoła. Być może wciąż nazywamy się wówczas "chrześcijanami", ale właściwie jest to już tylko jak jakiś "znaczek przynależności wpięty w klapę", bez prawdziwej głębi, bez większego znaczenia - w gruncie rzeczy już za życia pół-martwi.

Jezus mówi o sobie: "Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej. (...) Każdy, kto pije tę wodę [ze studni], znowu pragnąć będzie; ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu" (Ewangelia Jana 4, 10 i 13 - 14). Mówi o sobie także: "Ja jestem chlebem, który zstąpił z nieba. (...) Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki. (...) Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem..." (Ewangelia Jana 6, 41 - 63). Jeśli chcemy być, jak wspaniałe, silne drzewo, którego konary "dorastać będą nieba", musimy być zakorzenieni w Chrystusie, bo tylko od Niego możemy otrzymać dający wzrost pokarm. Bóg dał nam Słowo, nauczył się modlić i dał nam Kościół, byśmy karmili się, wzrastali i umacniali się.

Wiecie, w pewnym momencie swego życia  - na skutek serii różnych przykrych zbiegów okoliczności - znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Diabeł przyciął mi korzenie - oderwał od Kościoła, od Biblii i od modlitwy. Dołożył do tego lęk przed ludźmi, kryzys zaufania... W pewnym momencie poczułem się właśnie jak takie "bonsai" i myślę, że ten tekst z "Dobrego Zasiewu" dotknął mnie tak mocno właśnie dlatego, że doświadczyłem duchowego skarlenia, okaleczenia. Moje życie poszło w pewnym momencie w taką rozsypkę, że znalazłem się na granicy śmierci głodowej, że została ze mnie taka "chrześcijańska skorupka" z jakimś wątłym ognikiem w środku zamiast prawdziwego płomienia wiary. Pewnie, że dobre i to - lepsze, niż nic! Moje życie po tej "duchowej zapaści" można scharakteryzować czterema słowami: GŁÓD, BÓL, STRACH i SAMOTNOŚĆ! Przy tym głód potęgował ból, a ból wpędzał w głód! Strach stał się zaś murem wokół mnie, za który nikt już nie miał dostępu. W takiej sytuacji można właściwie zrobić tylko jedną z dwóch rzeczy: położyć się i czekać na śmierć, lub wrócić do źródła życia. Zatęskniłem do Źródła Życia! To rozważanie z "Dobrego Zasiewu" dotknęło mnie, bo Bóg powołał mnie do bycia potężnym drzewem - do życia w pełni, w obfitości. Jezus mówi: "Ja przyszedłem, aby miały życie i to w obfitości" (Ewangelia Jana 10, 10 - tłum. przekład dosłowny EIB). Tymczasem szatan chciał zrobić ze mnie jakieś durne "bonsai"!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz