piątek, 1 maja 2015

Dlaczego Bóg posłał Mędrców do Betlejem?

"Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon. (...) A oto gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się. A ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali. I wszedłszy do domu, ujrzeli dziecię z Marią, matką jego, i upadłszy, oddali mu pokłon, potem otworzywszy swoje skarby, złożyli mu w darze złoto, kadzidło i mirrę." (Ewangelia Mateusza 2, 1- 2 i 9 - 11)
Ktoś może się dziwić, dlaczego właśnie teraz poruszam ten temat. Zwykle bowiem mówi się o tym i pisze na początku stycznia, gdy Kościół katolicki (6 stycznia) obchodzi święto "Trzech Króli". Przede wszystkim Biblia nie podaje żadnej informacji o tym, kiedy ludzie ci dotarli do Betlejem. Tak samo, jak nie informuje, jak wielu ich było. Mamy tylko zawartą w słowach liczbę mnogą (no i nie byli to wcale królowie!). Po drugie zaś czytam właśnie książkę poświęconą historii... okultyzmu, która rzuciła mi trochę więcej światła na ów biblijny opis.

Bibliści spierają się o to, czy ów biblijny opis mówiący o mędrcach - a właściwie magach - ze wschodu należy przyjmować dosłownie, jako historyczny opis, czy też jako pewną legendę. Zwłaszcza, że wzmiankuje o nich tylko ewangelista Mateusz i brak jest jakichkolwiek innych źródeł - biblijnych czy pozabiblijnych potwierdzających to zdarzenie. Osobiście uważam, że bezpieczniej jest traktować te słowa poważnie. Istnieje bowiem pewne bardzo poważne niebezpieczeństwo związane z potraktowaniem tego fragmentu Biblii jako mitu, opowiastki. Bowiem jeśli zakwestionujemy to zdarzenie jako "niehistoryczne", to czyż nie otworzymy w ten sposób "furtki" do tego, by podobnie potraktować inne fakty związane z poczęciem, narodzeniem i dzieciństwem Jezusa Chrystusa. Podważenie jednego elementu może niebezpiecznie zachwiać całością - włącznie z boskością Jezusa. Tak więc trzeba być nadzwyczaj ostrożnym. Niezależnie jednak od tego, czy wierzymy dosłownie w te słowa Ewangelii, czy też stawiamy przy nich znak zapytania, wymowa tego fragmentu jest naprawdę niezwykła.

Teraz muszę już odwołać się do wspomnianej książki. Jest to książka Francisa Kinga "Szatan i swastyka - okultyzm w partii nazistowskiej". Autor, ceniony badacz okultyzmu, "sedno sprawy" poprzedza obszernym wstępem poświęconym historii okultyzmu, koniecznym dla zrozumienia tematu. Pisze: "Wśród [...] nauk okultystycznych astrologia jest z pewnością najstarsza. Zrodzona w Chaldei, jako wiedza wyłącznie królewska, powiązana z losami królów i królestw - gdyż demony kosmicznych sił, których przejawami były Słońce, Księżyc i planety, nie zajmowały się losami zwykłych śmiertelników..." Jest to więc sytuacja, zawierająca w sobie bardzo głęboką symbolikę. Oto przychodzą Mędrcy - magowie, niewątpliwie astrolodzy, doskonale znający też księgi, proroctwa i przepowiednie... Sprowadza ich do Betlejem Bóg, używając do tego znaków, które nie mogły ujść ich uwadze, które potrafili - dzięki swej wiedzy - odczytać. Przybywają, bo oto narodził się Król królów i Pan panów, i oddają mu pokłon. Padli przed Bogiem w ciele narodzonym na kolana i uderzyli przed nim czołem - tak, jak czyni się to przed Monarchą, uznając jego władzę i majestat.

Ale dostrzegam w tej scenie jeszcze jeden niezwykle istotny symbol. Oto narodzony Syn Boży kładzie kres ludzkiej ciemnocie. Odtąd nie ma dla niej żadnego wytłumaczenia, żadnego usprawiedliwienia. Światłość przyszła na świat i wszelka ciemność musi przed nią ustąpić. Odtąd mądrym jest tylko ten, kto przychodzi do Światłości, a głupim ten, który wiedząc o Światłości (Jezusie), trwa w mrokach i buncie przeciw Bogu. Choć Słowo Boże nie wspomina nam już potem o owych Mędrcach, można się tylko domyślać, że Bóg, który rozpoczął w nich dobre dzieło poznania, doprowadził je w nich także do końca i że odrzucili swą - w dużej części zwodniczą - wiedzę i praktyki magiczne, zabronione przecież przez Boga, sercem przylgnąwszy do Prawdy. trudno bowiem sobie wyobrazić, by Bóg użył ich tylko raz, a potem pozwolił tkwić w błędach na drodze do piekła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz