poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiara nie ogranicza

"Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus..." (List do Filipian 1, 21)
Przed kilku laty w mieście, gdzie żyję, nastąpiło duchowe poruszenie. Kilkanaście młodych osób nawróciło się i, opuściwszy Kościół katolicki, przyjęło chrzest biblijny na osobiste wyznanie wiary. Ich nie religijność (!) a pobożność i gorliwość były imponujące. "Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.  Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.  Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu.  Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Ewangelia Mateusza 5, 13 - 16). Ich światłość świeciła tak mocno, że nie każdy potrafił to wytrzymać. Pamiętam czyjś wpis na lokalnym forum, przy zaproszeniu na jakieś spotkanie ewangelizacyjne, utrzymany mniej więcej w tym tonie: "'Soldiers of Christ' opanowali nasze miasto. Znam jednego. Kiedyś był równy gość, dało się z nim pogadać, a teraz..." 

Myślę, że to nie jest tak, że "nie ma o cym z nami rozmawiać" - jest raczej kwestia tego co, kto dla kogo jest najważniejsze. Jeśli dla nas "życiem jest Chrystus", to jasne jest, że jest On w centrum naszego życia, naszych zainteresowań - Chrystus żyje w nas, a my w Jego cieniu. Chrześcijaństwo nie jest jakimś tam systemem światopoglądowym; jakąś religią - zbiorem zakazów i nakazów; jakąś ideologią... To jest tak ścisły związek, że - tak to rozumiem - ja (chrześcijanin) jestem w Chrystusie, a Chrystus jest we mnie. Jest więc naturalną rzeczą, że mówimy o Nim - jako o najwspanialszej, najkochańszej osobie, a w dodatku Kimś, kto ocalił nam życie (bo to naprawdę uczynił dla nas Jezus na krzyżu). Jeśli jest zakochany chłopak, to nikt się nie dziwi, gdy opowiada wokoło jaki jest szczęśliwy i jaką ma fajną dziewczynę. Jeśli jest zakochana dziewczyna, to mówi o tym, jak bardzo jest szczęśliwa i jakiego ma fajnego chłopaka. No to my mówimy - a przynajmniej powinniśmy mówić - ludziom wokoło, jak wiele daje nam wiara i jak wspaniałego mamy Boga.

Oczywiście nie wolno nam popadać w skrajność i mówić tylko: Bóg, Biblia, piekło, niebo, zbawienie, grzech... Po prostu w pewnym momencie ludzie przestaną nas słuchać. Bóg mówi nam, że nie jesteśmy z tego świata: "Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi" (Ewangelia Jana 15, 19), ale jednak żyjemy w tym świecie i nie możemy się od niego odrywać, bo to oznacza stracić kontakt z rzeczywistością. Ludziom ze świata - czasem nawet "w zasadzie wierzącym" - trudno jednak zrozumieć to, że pewnych rzeczy nie robimy (ja też wiele złych rzeczy robiłem - i przestałem to robić), że wszystko podporządkowujemy temu, w co wierzymy (chrześcijańskim zasadom zawartym w Biblii) i temu, w Kogo wierzymy, Bogu - Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu. Możemy rozmawiać o filmie, o muzyce, o teatrze, o książkach, o podróżach... Ale wszystko, o czym rozmawiamy i za czym się opowiadamy, musi być w pełni kompatybilne z tym, co jest w Słowie Bożym - a jeśli nie jest, my to mówimy i przedstawiamy opinię Boga, która jest także naszą, jeśli naprawdę jesteśmy chrześcijanami. 

Nie możemy być, jako chrześcijanie, monotematyczni, ale na pewno chrystocentryczni. Tak naprawdę znam bardzo mało takich ludzi, którzy tak się zajmują sprawami wiary, że wyalienowali się zupełnie z tego świata i "nie pogadasz". 99% bardzo gorliwych chrześcijan potrafi rozmawiać na większość interesujących tematów - tyle tylko, że  w "strategicznych" moralnie i duchowo "punktach", zawsze w odniesieniu do Chrystusa i Biblii. I to dla niektórych jest bardzo trudne do przyjęcia - ale to w nich samych jest blokada, która utrudnia pogadanie! Chrystus w żaden sposób nie ogranicza - Chrystus ukierunkowuje nasze życie ku wolności. Natomiast w życiu wielu ludzi są takie blokady, że gdy słyszą o Chrystusie i Biblii, przestają już być zainteresowani dalszą rozmową. Myślę, że dużo łatwiej znaleźć takich, niż "monotematycznego" chrześcijanina, choć na szczęście i oni są znikomą mniejszością. Na ogół, jako chrześcijanin o bogatych zainteresowaniach, zwykle znajduję "wspólny język" z ludźmi o bogatych zainteresowaniach, nawet jeśli nie podzielają mojej wiary. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz