niedziela, 26 kwietnia 2015

Przysięga - raz na zawsze

"Słyszeliście także, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, ale dotrzymasz Panu przysiąg swoich. A Ja wam powiadam, abyście w ogóle nie przysięgali ani na niebo, gdyż jest tronem Boga, ani na ziemię, gdyż jest podnóżkiem stóp jego, ani na Jerozolimę, gdyż jest miastem wielkiego króla; ani na głowę swoją nie będziesz przysięgał, gdyż nie możesz uczynić nawet jednego włosa białym lub czarnym. Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego." (Ewangelia Mateusza 5, 33 - 37)
"Tak" to "tak", "nie" to "nie"... Zdawałoby się, że to taka prosta zasada: mów zgodnie z prawdą, jak było. Bardzo trudno jest mi żyć w świecie, gdzie ludziom to nie starcza, gdzie oczekują dowodów lub świadków na to, że się mówi prawdę, albo przysiąg. Czy ludzie obecnie aż tak rzadko mówią prawdę, że nie potrafią uwierzyć, że prawdą jest to, co ktoś mówi? Obawiam się, że niestety tak właśnie jest: kłamstwo i manipulacje są naszą codziennością - żyjemy w świecie opanowanym przez kłamstwo, bo opanowanym przez diabła. Gdy włączymy TV - słyszymy masę kłamstw; gdy rozkładamy gazetę - znajdziemy w niej masę kłamstw; gdy idziemy na spotkania polityczne - słyszymy często praktycznie same kłamstwa; ba, są i "Kościoły" i "zbory", gdzie - niestety - również słyszymy głównie kłamstwa, a Ewangelia Chrystusowa jest wykorzystywana nie do tego, do czego powinna i manipulowana... Świat tak przyzwyczajony jest do kłamstw, że gdy słyszy prawdę, żąda dowodów na jej potwierdzenie! I to jest okropnie smutne.

Jest nawet gorzej. Ten, który mówi / pisze prawdę, bywa z tego powodu prześladowany - bo ludzie nie znoszą prawdy, zwłaszcza prawdy na swój temat, o swojej sytuacji i postępowaniu. Ludzie postępują często źle i niegodziwie - a prawda o ich postępowaniu wyzwala w nich tylko spotęgowanie zła, które w nich jest, pobudza do wściekłości i zemsty. Tak dalece ten świat jest przez zło opanowany! Tyle zła i kłamstwa jest w ludzkich sercach! Czasem i przed sądami ludzie stają za to tylko, że powiedzieli prawdę o tym, jak się sprawy mają - bo zwiastowali Ewangelię, bo mówili o grzechu, bo sprzeciwiali się różnym występkom. "Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios" (Ewangelia Mateusza 5, 10). Niestety, nawet w sądach prawda niekiedy przegrywa. Nawet nasze sądy nie zawsze, niestety, są zainteresowane prawdą, a niekiedy prawda jest tłamszona, gdy sprzeciwia się jakiejś ideologii. Ten świat jest tak skażony przez zło i kłamstwo, że trzeba dowodzić, że prawda jest prawdą, a i tak się czasem przegrywa! Ale mimo wszystko warto mówić prawdę, nawet jeśli przegrywamy przed "ludźmi w togach", bo nad nimi jest jeszcze nasz Bóg, Sędzia Najwyższy - Nieomylny, Wszechwiedzący i Sprawieliwy.

Jezus mówi nam: "Nie przysięgajcie. Niech mowa wasza będzie tak - tak, nie - nie..." To znaczy, że mamy mówić zawsze zgodnie z prawdą. Nie mamy przysięgać - bo jeśli jesteśmy chrześcijanami, nasze słowa nie wymagają już żadnego umocnienia, sam fakt przynależności do Chrystusa jest naszą przysięgą: "Należę do Chrystusa = nie kłamię!" Swoją jedyną przysięgę składamy Bogu i to musi wystarczyć. Gdy mówimy przed ludźmi, mówimy to także w Bożej obecności; stoimy nie tylko przed ludźmi, ale przede wszystkim przed Bogiem - przed Tym, któremu zaprzysięgliśmy całe swoje życie. Tak więc, jeśli kłamiemy, kłamiemy nie tylko przed ludźmi, ale przede wszystkim przed Bogiem, co by znaczyło, że jesteśmy wiarołomni, niewierni Bogu - i za kłamstwo odpowiemy. Jeśli wiemy, że Bóg zna prawdę (a zna!), to musimy - stojąc przed Nim - zawsze wyznawać prawdę (o ile nie jest to złamaniem czyjejś tajemnicy), by swoją postawą i słowem być godnymi miana Dziecka Bożego. 

Gdy więc żądają od nas potwierdzenia naszych słów, możemy powiedzieć: "Bóg mi świadkiem, że mówię prawdę" - to jest i przysięga i nie przysięga zarazem, bo znaczy to: "Stoję przed Bogiem - nie ośmieliłbym się kłamać." Sam fakt bycia chrześcijaninem powinien być w naszym życiu pieczęcią na wszystkim, co czynimy i mówimy. Bowiem gdy mówimy Bogu: "Tak, chcę iść za Tobą" - jest to zobowiązanie na całe życie, przysięga złożona raz na zawsze. Dlatego właśnie nie powinniśmy składać żadnych przysiąg, bowiem już jesteśmy zaprzysiężeni. Po co składać przysięgi, jeśli całe życie chrześcijańskie jest życiem "pod przysięgą"? Rzecz w tym, że my musimy być świadomi tego, że żyjemy "pod przysięgą" i troszczyć się o to, by w swoim życiu - w każdym swoim uczynku i w każdym swoim słowie - zawsze dotrzymywać wierności Bogu.

Zmarły przedwczoraj profesor Władysław Bartoszewski powiedział kiedyś: "Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto." Prawda i uczciwość zawsze ostatecznie zwyciężają - i nie potrzeba do tego żadnych przysiąg. Postanowiłem iść za Jezusem - to jest moja przysięga i zobowiązanie... Nawet jeśli komuś to nie starcza i nie wierzy moim słowom - trudno. Jako chrześcijanin nie będę składał przysiąg, by poświadczyć swoje słowa, czyny i decyzje. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że można wskazać wiele przypadków wiarołomności nawet wśród ludzi wierzących - ja odpowiadam tylko za siebie i nie biorę odpowiedzialności za innych. Przysiągłem Bogu - człowiekowi nie będę przysięgał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz