sobota, 28 marca 2015

Strzeżmy się antykościoła!

"Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę" (List do Rzymian 1, 26 - 27)
Taka wiadomość to zawsze ogromna tragedia dla Kościoła Chrystusowego. Każdy nasz grzech to jakby kolejna rana zadana Chrystusowi - tym większa i boleśniejsza, gdy upada cała społeczność, cały zbór, cały Kościół. Niezwykle bolesne jest to, że diabeł wciąż odrywa kolejne kawałki ludzkości od Chrystusa, od Kościoła Chrystusowego. Jak to w ogóle jest możliwe? Myślę, że wszystko zaczyna się od wygaszania "duchowego ognia" - od ograniczenia chrześcijaństwa do pewnych rytuałów i przyzwyczajeń, od zredukowania życia w społeczności z Bogiem do zwykłej religijności, od zredukowania życia duchowego do przyzwyczajenia. Myślę, że aby się coś takiego mogło zdarzyć w Kościele, on musi najpierw umrzeć duchowo, bo tylko wówczas szatan może nim zawładnąć i przemienić w antykościół. Martwe ryby potrafią tylko płynąć z prądem, i na tym zależy szatanowi. Diabłu, jak sądzę, nie zależy na tym, by ludzie przestali wierzyć w Boga, lecz by przestali wierzyć Bogu - niech sobie nawet modlą się do Boga, jeśli im odpowiada jako pewna idea, byle by czynili tak, jak chce diabeł; niech nawet sobie czytają Biblię, byle by myśleli: "Biblia zawiera pewne filozofie, które już są przestarzałe"... 

To trochę dziwne, ale można być człowiekiem, który co niedzielę jest w kościele, codziennie się modli i czyta Ewangelię, a nawet chodzi na "grupy domowe", a nie żyje naprawdę z Bogiem! Takie antykościoły mają swe regularne nabożeństwa i spotkania w tygodniu i pewnie mają Biblie, ale żyją i głoszą zupełnie co innego, niż jest w Słowie Bożym! I przez to są śmiertelnie niebezpieczne - bo "ewangelia", którą głoszą, nie jest tą samą, która pochodzi od Jezusa Chrystusa, lecz jest śmiertelną trucizną. Bóg rzuca ludziom koła ratunkowe - są nimi zazwyczaj członkowie tych samych społeczności, którzy próbują je ratować, przypominając, jak widzi sprawy Bóg. Boża cierpliwość i miłość są tak ogromne, że stara się ratować do końca każdego - choć wie, kto jaką decyzję podejmie, kto się uchwyci Jego dłoni wyciągniętej na pomoc, a kto ją odrzuci i popłynie dalej z prądem świata. Gdy widzi się, że społeczność zaczyna dryfować, że schodzi z kursu Słowa Bożego, potrzeba wszcząć alarm, lecz gdy to nic nie daje, pozostaje tylko skok za burtę i oddalić się jak najszybciej, starając się pociągnąć jak najwięcej ludzi ze sobą. To jest jak z tonącym okrętem - nie starczy skoczyć za burtę, trzeba jeszcze odpłynąć jak najdalej, żeby cię wir nie wciągnął pod wodę... Najgorsze, co możemy zrobić, to kurczowo trzymać się takiej wspólnoty w nadziei, że zawróci we właściwym kierunku.

Czasem zastanawiam się, jak powinniśmy traktować takie wspólnoty jako ludzie spoza nich, z innych wspólnot. Myślę, że nasze postępowanie powinno być uzależnione od tego, czy taka wspólnota powstaje w takiej właśnie formie, czy też jakaś się wywraca do takiej formy. Jeśli upada, naszym obowiązkiem jest napominanie, przypominanie Słowa Bożego - a jeśli nie słuchają, jeśli nie ma chęci powrotu do "biblijnego pionu", pozostaje tylko zerwanie kontaktów. Nie można takich społeczności traktować jako Kościołów, czy też partnerów do dialogu ekumenicznego. Powinniśmy więc postąpić analogicznie, jak w przypadku grzechu pojedynczego człowieka, zgodnie ze słowami Jezusa: "A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego. Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik" (Ewangelia Mateusza 18, 15 - 17). Jeśli tak nie uczynimy, to będzie to sygnał, że właściwie wcale nam ten grzech nie przeszkadza. Nie wolno nam udawać, że wszystko jest w porządku i nie dzieje się nic złego. Powinniśmy się oddzielać od nich i modlić się o ich duchowe uzdrowienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz