poniedziałek, 10 listopada 2014

Przemyślenia po aborcji

"Nie morduj!" (2. Księga Mojżeszowa 20, 13 - tłum. Tora Pardes Lauder)
Gdy Bóg mówił te słowa, nie mówił o zabijaniu w ogóle - bowiem nie ma zakazu zabijania zwierząt (co próbują wmówić ideolodzy wegetariańscy), bandytów, którzy na ciebie napadają, wrogów, którzy grabią i niszczą twój kraj, itp... Bóg nawołuje do powstrzymania się od przemocy, od zabijania niewinnych. Jeśli zabicie człowieka, który nam nic nie zawinił jest potwornym grzechem, choć on może się bronić, to o ileż gorsze jest zabijanie dzieci, które nie mają szansy się bronić? Ba! O ileż gorsze jest zabijanie bezbronnych dzieci przez tych, którzy są powołani do chronienia ich i wychowania?

Obejrzyjcie filmik (z polskimi napisami), który umieściła w sieci pewna niedoszła matka, która dziś rozumie, co zrobiła, i bardzo tego żałuje. Forma wypowiedzi być może niedoskonała, ale z doświadczenia wiem, jak trudno mówi się (lub pisze) o pewnych sprawach.

piątek, 7 listopada 2014

Kto zawinił?

"Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich." (Księga Izajasza 53, 5 - 6)
Są ludzie, którzy szukają winnych śmierci Jezusa. Najczęściej oskarża się o to Żydów. Bo i prawda, że Żydzi si do tego przyczynili - a raczej nie tyle Żydzi, co elity żydowskie, którym Jezus był wielce niewygodny. Jednak, jak gdzieś przeczytałem: "mówić, że to Żydzi zabili Jezusa, to tak, jakby powiedzieć: to Polacy zabili Popiełuszkę". I to jest też prawda! Żydzi, jako naród, nie ponoszą winy za śmierć Chrystusa. Można wskazać na Rzymian, bo to przecież oni osądzili i przybili do krzyża. Niewątpliwa jest wina Piłata, który wprawdzie miał dobre intencje, lecz był... strasznym tchórzem, któremu zależało na "ciepłej posadce". Żołnierze? Dla nich to było działanie rutynowe, oni po prostu wykonywali rozkazy - nie było w tym ich złej woli, choć może byli okrutni - i o nich same Jezus powiedział w modlitwie: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" (Ewangelia Łukasza 23, 34). Prawda jest taka - i może bolesna - że jeśli chcemy zobaczyć kto naprawdę zamordował Jezusa, przez kogo On musiał umrzeć, to musimy stanąć... przed lustrem!

Takie rozważania zazwyczaj "zarezerwowane" są na Wielki Piątek, lecz chciałbym zachęcić Was do przeczytania wspaniałego poematu Wojciecha Bąka pt. "Droga Krzyżowa". Sam przeczytałem go w ostatnich dniach - i to kilka razy - i jestem ogromnie poruszony. Wojciech Bąk był luteraninem i w jego utworze nie ma nic z "duchowości pasyjnej", przesadnego koncentrowania się na męce Chrystusa. Są za to bezcenne wskazówki, które pomagają zastanowić się nad sobą samym i umiejscowić siebie samego w biblijnej historii o śmierci Pana. Ja odnajduję siebie w każdym z tych słów! Jezus nie musiałby umierać, gdyby nie moje i nie Twoje grzechy!

I
To czas wiecznością zastygł. I trwa wieczny sąd,
I o śmierć Twą wołają wysocy sędziowie -
I Ty z berłem trzcinowym - i twarz broczy krwią -
I głos grozy się wdziera w wieki: "Oto Człowiek!"

I coraz krzyk głośniejszy: "Złam bolesny kształt!
Ukrzyżuj, by zamilkło śmiercią ciała Słowo!"
I wyroku na Boga napastliwy gwałt -
I Ty, milczący, krwawy - z koroną cierniową.

I tłum krzyczący: "Niechaj na nas spadnie krew!"
I żołnierze, i cieśle, i krzyż, który czeka -
I śmiech - i coraz mściwiej tłumu głośny gniew -

I coraz jaśniej twarz Twa skamieniała w męce,
Przeświecająca Bogiem poprzez kształt człowieka -
I obmywane wodą piłatowe ręce.


II
To ja byłem Twym sędzią! To ja w tłumie stałem
I wołałem: "Ukrzyżuj!" To ja krzyż Twój zbiłem -
I śmiałem się nad Twoim pokrwawionym ciałem,
I rany Twe źrenicom moim były miłe!

To ja na krew patrzyłem, gdy broczyła skronie,
I krzyczałem: "Niech krew Twa na mnie w wieczność spada!"
I ja myłem przed tłumem nieprawości dłonie
I czekałem, aż zaczniesz lękać się i biadać...

A Tyś wziął krzyż w milczeniu tak głośnym, że wieki
Zadrżały przed tym głosem milczenia - i ono
Już nie zamilknie nigdy w okresach dalekich.

I ja co dzień Cię sądzę - zbijam krzyż - i biczem
Smagam Twe krwawe ciało - i o śmierć Twą krzyczę -
I znów Twe ciało broczy - i Twe skronie płoną!

III
Ciężki jest krzyż Twój. Wyszukałem w lesie
Najgrubszy pień, by gorzkie było Twoje brzemię -
Chciałeś mnie zbawić - oto krzyż zbawienia niesiesz!
Chciałeś mnie podnieść - padaj pod krzyżem na ziemię!

Chciałeś miłować mnie - poznaj nienawiść!
Chciałeś ożywić mnie - z mych rąk umieraj!
- I ramię Twe pod krzyżem sinieje i krwawi
I drzewo jak płomienie w Twe ciało się wżera!

Chciałeś, bym Twoim śladem - miłujący - kroczył -
I niósł krzyż - a ja Tobie krzyż nad krzyże zbiłem -
I śledzę Twe kroki, i badam Twą siłę...

Idę z tłumem po Twoich udręczonych śladach,
Patrzę w oblicze Twoje - czytam Twoje oczy
Gdy pod krzyżem na bruku zakrwawiony padasz.


IV
Mario, Ty nie płacz nad Nim, ale jęcz nade mną!
On coraz wyżej świecił - jam wciąż więcej gasnął -
Tak pokochałem zbrodni moich duszną ciemność,
Że Jego zniszczyć chciałem, by zagasła jasność!

Krew nienawiści żółcią płynie w moich żyłach,
On chciał ją na miłości zmienić słodkie wino -
Lecz ponad miłość była mi nienawiść miła
I pragnąłem, by zamilkł prorok jej i zginął...

Cieszyłem się, że nigdy już się głos nie zbudzi,
By wołać do miłości mściwych, gniewnych ludzi
I niepokoić jak muzyką ich nadziemną -

I widząc Jego smutną krew i kruche ciało,
Pragnąłem, by najprędzej na krzyżu skonało -
Mario, Ty nie płacz nad nim, ale jęcz nade mną!