niedziela, 1 czerwca 2014

Za światem, czy za Bogiem?

Antje Jackelén - luterańska "arcybiskup" (nowomodnie:
"arcybiskupka") Uppsali i "prymas" ("prymaska"?) Szwecji
"Kobieta niech się uczy w cichości i w pełnej uległości;  nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa.  I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech" (1. List do Tymoteusza 2, 11 - 14)
Zbyt wiele energii i czasu poświęca się obecnie dyskusji, czy kobiety mogą być wyświęcane na księży lub ordynowane na pastorów, czy też nie. Tymczasem na uzyskanie odpowiedzi w tej kwestii nie potrzeba więcej, niż minuty - tyle bowiem starcza, by przeczytać, co w tej kwestii ma do powiedzenia apostoł Paweł. Oczywiście jest to odpowiedź minimum - by znaleźć odpowiedź pełną, potrzeba przeczytać wszystkie Ewangelia i Listy Apostolskie - może i po kilka razy. Widzimy tam, że choć kobiety były docenione i traktowane z najwyższym szacunkiem, były w najbliższym otoczeniu Chrystusa (w gronie apostołów), jak np. Maria Magdalena, w ich domach spotykał się Kościół i były pozdrawiane w Listach Apostolskich, to jednak gdy jest mowa o  kierownictwie w Kościele, mowa jest wyłącznie o mężczyznach!

"Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim" (List Jakuba 5, 14) Mowa o mężczyznach! "Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, (...) który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości,  bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?" (1. List do Tymoteusza 3, 2 i 4 - 5) Mowa o mężczyznach! Gdyby te funkcje mogły być sprawowane także przez kobiety, czy Paweł pisałby w taki sposób? Przeczytajmy raz jeszcze. On nie napisał "mąż jednej żony, albo żona jednego męża", on napisał "męż jednej żony"! I kropka! Tego nie da się zignorować, więc mói się, że (uwaga!) Biblia została spisana w środowsiku patriarachalnym (to prawda, bo taki porządek ustanowił Bóg), że trzeba zrozumieć kontekst kulturowy, że zapisy te są w kontekście kulturowym i "nie powinniśmy się ich kurczowo trzymać"... Ale chwila moment! Dokładnie ten sam argument o "kontekście kulturowym" pada, gdy jest dyskusja o tym, czy homoseksualizm jest grzechem, czy też nie i w ten sam sposób tłumaczy się, że Kościoły powinny ordynować także homoseksualnych duchownych i udzielać ślubów homoseksualnym parom! Ta zbieżność jest co najmniej zastanawiająca!
 
Zacytowany na wstępie fragement jest tak oczywisty, że próbuje się go przeinterpretować, sugerując że nie jest pewne czy chodzi o kobiety w ogóle, czy o jakąś konkretną kobietę. Ale spórzmy na dwa wcześniejsze wersy: "Podobnie kobiety - w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności" (1. List do Tymoteusza 2, 9 - 10). I już nie ma wątpliwości, że mowa jest o kobietach w ogóle. Pozostaje więc tylko oskarżyć apostoła Pawła o mizoginizm i... zkawestionować jego słowa. Są zresztą i tazy "wierzący", którzy nie ograniczają się do kwestionowania paru wersetów, lecz uważają, że wszystko, co Paweł pisał jest "obciążone jego poglądami" i że w żadnym razie nie powinno się jego listów traktować jako wyznacznika życia chrześcijańskiego - ba! postulują... usunięcie ich z Biblii! Do tego prowadzi niby-chrześcijański liberalizm!

Kościół jest instytucją Bożą i obowiązują w nim Boże zasady, a te są niezmienne. Raz ustanowiony porządek obowiązuje w Kościele po wsze czasy. Kościół nie może ulegać tak daleko idącym przemianom, że zaczyna nagle funkcjonować wbrew Słowu Bożemu, uznając jakieś zapisy ze Słowa Bożego jako nieobowiązujące, bo cały świat się zmienił i inaczej patrzy się na pewne sprawy. Jeśli tak zaczniemy działać, to równie dobrze możemy zakwestionować wszystkie grzechy - bo "dziś się inaczej na to patrzy" i zacząć się śmiać z Chrystusa, bo dał się ukrzyżować bez sensu. Skoro można zakwestionować jeden, drugi, trzeci, dziesiąty werset ze Słowa Bożego, równie dobrze można zakwestionować od razu całą Biblię - po co się tak rozdrabniać? Czasem kobiety mówią, że "dostały powołanie" - ale Bóg nie powowłuje do przekraczania Słowa Bożego! Ktoś mi powiedział: "W Kościele działą Duch Święty i mamy powiedziane, że on nauczy ludzi tego, czego w apostołowie jeszcze nie rozumieli" (w kontekście możliwości ordynowania kobiet) - ale Duch Święty nie może prowadzić do kwestionowania Biblii! Bóg nie jest schizofrenikiem, który najpierw mói jedno, potem drugie, najpierw prowadzi w jedną stronę wskazując dobrą drogę, potem każe zawracać i nową drogę nazywa dobrą. Jeśli kwestionowane jest choćby jedno zdanie ze Słowa Bożego, to nie pochodzi to od Boga.

W Kościele nie ma miejsca na feminizm i inne ludzkie pomysły. Tu obowiąują Boże zasady. Albo je przyjmujesz i się im podporządkowujesz, i jesteś Dzieckiem Bożym, albo buntujesz się i robisz po swojemu. Jeśli ktoś próbuje modernicować, uwspółcześniać Kościół - dostosowując go do światowych tendencji - nie jest to Kościół Boży, a Kościół ludzki, a więc instytucja w gruncie rzeczy bez sensu. Słowo Boże jest niezmienne - takie samo od wieków po wieki. Ludzkie przekonania: wprowadzono ordynację kobiet - czego nie ma w Biblii; wprowadzono akceptację dla homoseksualizmu - który Słowo Boże potępia; jest tendencja do bratania się z islamem, do szerzenia przekonań, że to tak samo "dobra wiara" jak chrześcijaństwo a także z innymi poganami - czego wyraźnie zabrania Słowo Boże; kwestionuje się (lub dopuszcza odmienność poglądów) takie doktryny chrześcijańskie, jak fakt, że Jezus jest Bogiem, że narodził się z dziewicy (!) Marii, itp.; są takie zbory, gdzie wierni rozbierają się do naga; są i takie zbory, gdzie nauczanie powierzono... dzieciom. Liberalizm i... "everything is possible"!

Może i jestem "fanatykiem", który "nie rozumie Ewangelii" i "nie jest prowadzony przez Ducha Świętego" (takie "uczone argumenty" zwykle padają w dyskusji), ale mi nie odpowiada taka "droga", jaką obrali liberałowie. Ja wybieram Słowo Boże, gdyż "trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dzieje Apostolskie 5, 29). "Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego" (Ewangelia Mateusza 5, 37) - co po prostu oznacza: mócie jak jest. Słowo Boże mówi nam jak jest - i my mamy mówić tak, jak jest w Słowie Bożym i patrzeć na świat przez pryzmat Słowa Bożego, a nie odwrotnie! Mając do wyboru świat z jego przekonaniami i Boga z jego naukami, ja wybieram Boga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz