niedziela, 25 maja 2014

Refleksje (dość długo) po "Eurowizji"

"Kobieta nie będzie nosiła ubioru męskiego, a mężczyzna nie ubierze szaty kobiecej, gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni" (5. Księga Mojżeszowa 22, 5)
Dla wielu ludzi to, co zobaczyliśmy na ekranach naszych telewizorów w trakcie tegorocznego konkursu piosenki Eurowizji, było szokiem i powodem zgorszenia. Już na długo przed jego rozpoczęciem "podgrzewano atmosferę" - wiele mówiło się i pisało o Conchicie Wurst, "kobiecie z brodą", a w rzeczywistości mężczyźnie w sukience, mającej / mającego (jak pisać?) reprezentować Austrię. Nie wątpię, że było to obliczone na wywołanie skandalu i wylansowanie kontrowersyjnego artysty. To, co usłyszeliśmy na scenie, mogło się podobać, bo - moim zdaniem - jest to wielki talent. Boleję nad tym, że źle wykorzystany - z powodu grzechu, jaki niszczy życie artysty.

Wielu chrześcijan już sam fakt, że jest to mężczyzna, który występuje jako własne żeńskie "alter ego" jest skandalem. Trzeba od razu podkreślić, że Thomas Neuwirth nie jest transwestytą, on jest mężczyzną i poza sceną, poza czasem przed obiektywami kamer, ubiera się jak każdy inny mężczyzna - to, co tak zbulwersowało wielu ludzi jest... tylko wizerunkiem scenicznym. Gdyby chodziło tylko o sam fakt, że na scenie kreuje się na kobietę, szczerze mówiąc nie dopatrywałbym się w tym grzechu, bowiem zacytowane na wstępie słowa odczytuję jako zakaz transwestytyzmu, przestrogę przed diabelskim zwiedzeniem, jakim jest przekonanie, że rzeczywista płeć człowieka jest odmienna niż płeć jego ciała, co nie jest problemem tylko naszych czasów. Jeśli za gorszącą uznamy sceniczną stylizację austriackiego artysty na kobietę, to dlaczego w równym stopniu nie oburza nas Bronisław Opałko występujący jako Genowefa Pigwa, Bohdan Smoleń zakładający chustę na głowę i odgrywający "Panią Genowefę", czy też ukraiński artysta - znany też z występów podczas konkursu piosenki Eurowizji w 2007 roku - Andij Danyłko występującego jako Wierka Serdiuczka? Jeśli jest jakaś różnica, to taka, że przed chwilą wymienieni, to satyrycy, którzy - mówiąc potocznie - "robią sobie jaja", podczas gdy Thomas Neuwirth vel. Conchita Wurst śpiewa na poważnie. 

Naprawdę nie uważam, byśmy samo przebranie się artysty za kobietę i odgrywanie kobiety w "show" mogli traktować jako występek. Psycholodzy mówią, że Thomas Neuwirth miał po prostu pomysł na rozgłos, sławę. W pewnym stopniu nawet rozumiem Thomasa Neuwirtha, bo - mając talent i marzenia - sławę i uznanie zyskał dopiero przeobraziwszy się na scenie w kobietę. W tym pokręconym świecie nie ten zyskuje uznanie, kto ma talent, ale ten, kto potrafi zrobić "show" i jest bohaterem skandali, a przynajmniej kontrowersji. W skutek tego mamy masę gorąco oklaskiwanych... beztalenci. Problem natury moralnej jest jednak oczywisty. Thomas Neuwirth jest bowiem homoseksualistą i podczas występów w Eurowizji mocno podkreślał, że swoim "show" pragnie nawoływać do "tolerancji". Oczywiście może być to tylko chwyt propagandowy - wszystko to może być obliczone tylko na popularność, ale w tym właśnie jest problem moim zdaniem, nie w udawaniu kobiety na scenie. Jeśli to udawanie nie jest tylko samym odgrywaniem roli, jeśli służy szatańskiej ideologii, staje się w tym momencie grzechem.

1 komentarz:

  1. Na marginesie. Rozbawiła mnie publikacja na stronie tygodnika katolickiego "Gość Niedzielny", w której próbowano przekonać, że Thomas Neuwirth "znieważa Maryję i Kościół katolicki". Jak to? Autorka przekonywała, że imię Conchita jest zdrobnieniem od Conception, co po hiszpańsku oznacza... "Poczęcie" i jest wyrazem czci do "Najświętszej Maryi Panny". No cóż - to akurat prawda. W kulturze krajów romańskich - Włoch, Francji, Portugalii i Hiszpanii, a także tam, gdzie sięgały ich wpływy kolonialne - kult maryjny ma co najmniej dziwaczną formę, czego skutkiem są imiona Conception / Conchita, Montserrat (od nazwy sanktuarium maryjnego w Hiszpanii), Guadalupe (od nazwy sanktuarium w Meksyku), Madonna (jak ta znana wokalistka), czy Lourdes Maria (jak Madonna nazwała swoją córkę, choć nie z przyczyn religijnych). Jest to praktyka absurdalna. Jakoś trudno mi pojąć jak można nadać córce imię "Poczęcie". No, ale co kraj to obyczaj. Nie sądzę jednak, by Thomas Neuwirth zastanawiał się nad znaczeniem imienia, które sobie wybrał, a raczej po prostu kierował się jego hiszpańśkością i popularnością. Tak więc odbieranie tego jako atak na wiarę katolicką jest równie absurdalne, co samo imię.

    OdpowiedzUsuń