środa, 28 maja 2014

Jak się ma nasze miłosierdzie?


"A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz? A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie" (Ewangelia Łukasza 10, 25 - 37). "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Ewangelia Mateusza 5, 7). "Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście" (Ewangelia Mateusza 25, 34 - 40).
No, jakże się tam ma nasze miłosierdzie? Czy jest w nas jeszcze miłość do bliźniego, czy też przechodzimy, odwróciwszy wzrok, biegniemy w swoich sprawach? Może myślimy: "to nie moja sprawa, ja mam swoje zmartwienia", "są inni, z pewnością ktoś się nim zajmie, ja się nie będę mieszał", "mam co innego do roboty - zresztą to pewnie bezdomny, a może i pijany", "to jakiś menel, lepiej go ominąć"... Powyższy filmik przeraża, bowiem pokazuje naszą ponurą rzeczywistość, naszą znieczulicę, nasz ludzki... egoizm i brak miłości. Przerażające jest to, że ktoś może umierać na ulicy, a dziesiątki i setki osób przejdą obok obojętnie! Obawiam się, że nawet wielu z tych, którzy w każdą niedzielę chodzą do kościoła - i jeśli są katolikami, klękają przed ołtarzem, wierząc, że Chrystus jest białym opłatkiem i winem w kielichu w rękach kapłana - wychodząc z kościoła, mija potem obojętnie, a czasem nawet ze wzgardą, tych, którzy potrzebują pomocy.

Chrystus mówi: "...cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście" (Ewangelia Mateusza 25, 40). Miłosierdzie nie jest opcją, lecz chrześcijańską powinnością. Jeśli mijamy obojętnie człowieka leżącego na ulicy, a klękamy pod krzyżem, to nasza wiara jest... martwa. "Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego. Bo Ten, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział też: Nie zabijaj; jeżeli więc nie cudzołożysz, ale zabijasz, jesteś przestępcą zakonu. Tak mówcie i czyńcie, jak ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności. Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem. Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże? Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie" (List Jakuba 2, 10 - 17). Miłosierdzie jest owocem wiary żywej - kto jest zakochany w Chrystusie, kocha także drugiego człowieka. Kto zaś miłuje, dla tego nie ma przeszkód, nie ma dla niego  nic tak odpychającego w drugim człowieku, by się nad nim nie pochylić.

Chrystus mówi: "...cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście" (Ewangelia Mateusza 25, 40). Można powiedzieć za anonimowym celtyckim poetą: 
"Często, często, często
przychodzi Chrystus
w przebraniu obcego"
Te wersy pięknie współbrzmią ze słowami Chrystusa zapisanymi przez Mateusza. Ten człowiek, którego napotykamy może wcale nie przypominać Chrystusa, może nie mieć nic wspólnego z Bogiem - czasem wprost przeciwnie, ale Bóg stawia go na naszej drodze, jako zadanie do wykonania! Przecież pochylenie się na drugim człowiekiem powinno być zwykłym ludzkim odruchem. Jest wielu niewierzących, którzy się pochylają - oczywiście nie są dzięki temu zbawieni, bo z uczynków nikt nie jest zbawiony. Tym gorzej, jeśli "wierzący" przechodzą obojętnie. Gdy brak w nas miłości, to "wiara" jest w nas tylko jakąś filozofią i rytuałami, a taka wiara... nie zbawia. "Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary" (List Jakuba 2, 24). Apostoł Paweł pisze: "Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus..." (List do Filipain 1, 21) - człowiek wiary, to ktoś wypełniony przez Chrystusa i czyniący to, co czyniłby Chrystus, a On... nigdy nie minął obojętnie kogoś, kto potrzebował pomocy.

Przychodzi mi na myśl jeszcze jeden fragment ze Słowa Bożego: "...kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1. List Jana 4, 20). Nasze nabożne pochylenie przed krzyżem Chrystusa nie ma wielkiego znaczenia, jeśli nie pochylamy się z troską nad drugim człowiekiem. "Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże" (1. List do Koryntian 13, 1 - 3). Miłość jest owocem prawdziwej wiary, jest owocem życia pełnego Chrystusa. Jeśli więc wokół widzimy tyle bezduszności, tylu ludzi, którzy przechodzą obojętnie, to znaczy że wielu z nas żyje w zagubieniu, że gdzieś zgubiliśmy to, czego tak bardzo chciał nas nauczyć Chrystus - nawet jeśli chodzimy do kościoła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz