poniedziałek, 5 maja 2014

Czy "medycyna jest szatańska"?

"Erast pozostał w Koryncie, a chorego Trofima zostawiłem w Milecie" (2. List do Tymoteusza 4, 20)
Minęło już sporo czasu od publikacji tekstu "Bóg a medycyna", a jeszcze więcej od opisanej w nim dyskusji, i ponownie mam do czynienia z tym samym problemem. Pewien gorliwiec - imieniem Andrzej - zapytany publicznie o dobrodziejstwa medycyny, wybuchnął: "Komu jest potrzebna medycyna i jej wynalazki?" W jego opinii tym ludziom, którzy... nie wierzą w Boże uzdrowienie, a ten, kto chodzi do lekarzy, "odrzuca Słowo Boże" i dopuszcza się "złego uczynku" niewiary. Ba! medycynę przedstawia jako "dzieło szatana"! Oczywiście nie powołuje się na Słowo Boże, gdyż to, choć w wielu miejscach mówi o uzdrowieniach i nawołuje do modlitw o uzdrowienie i namaszczeń, nie zawiera w sobie ani pół wersetu, w którym by Bóg poprzez proroków, Jezusa lub uczniów, potępiał praktyki lekarskie i środki lecznicze! Takie przekonania nie są więc "wiarą biblijną", a zwykłą ludzką filozofią. Gorzej: ta często lansowana na "prawdziwą wiarę" - jak w wypowiedziach Andrzeja - nie są niczym innym, jak... religijnymi dogmatami! W świetle tych przekonań marna musiała być wiara Trofima skoro nie ozdrowiał i jeszcze marniejsza wiara Pawła, skoro go zostawił w Milecie, by spokojnie wracał do zdrowia!
 
Ta filozofia napotyka na dwa zasadnicze problemy. O pierwszym już wspomniałem: Słowo Boże nie mówi nic przeciwko lekarzom i farmacji. Drugi: ewangelista Łukasz... był lekarzem (o czym wspominałem już w tekście "Bóg a medycyna"), o czym wspomina Paweł: "Pozdrawia was Łukasz, kochany lekarz, i Demas" (List do Kolosan 4, 14) Pierwszą przeszkodę jakoś może łatwiej zignorować, powołując się na zapewnienia o uzdrowieniu wskutek wiary i modlitwy, na cuda, ale co zrobić z drugą? Mogło by się wydawać, że nie da się niczego zrobić, bo użyte słowo jest bardzo jasne i jednoznaczne i nie da się go powykręcać. "Argument" przeciwko medycynie i farmacji, jakiego użył Andrzej, mnie obezwładnił. Otóż, jego zdaniem, Łukasz był lekarzem najpóźniej do czasu, aż w dniu Pięćdziesiątnicy doświadczył zesłania Ducha Świętego, a potem zaprzestał praktyki lekarskiej! Oczywiście niczego takiego w Biblii nie znajdujemy. Znajdujemy tylko nazwanie go "lekarzem", i to w wiele lat po zesłaniu Ducha Świętego (a nawet nie wiemy, czy już wówczas Łukasz był uczniem Chrystusa)!
 
Bóg nasz nie jest partaczem, który wykonuje swą pracę byle jak. Bóg stworzył człowieka doskonałego - stworzył arcydzieło. "I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre" (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 1, 31). Bóg był zachwycony (!) swoim dziełem - On wiedział, co się stanie, co zrobi człowiek, że to wszystko ulegnie zepsuciu, ale w tym momencie odsuwał jakby od siebie tą wiedzę, by się pozachwycać. Bóg pokazuje nam w tym zachwycie siebie jako Boga życia. Potem "przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli" (List do Rzymian 5, 12). I nie tylko człowiek zaczął umierać, ale cały świat został zrujnowany - żyjemy w świecie, który jest ruiną, bo przeszedł katastrofę ludzkiego grzechu! Chorujemy z powodu tej katastrofy i umieramy z powodu tej katastrofy! Jezus przyszedł uwolnić nas od grzechu i uzdrawiać - choroby nasze idą na krzyż wraz z naszymi grzechami i Słowo Boże mówi nam o wielu cudach, i doświadczano ich tak wiele, że apostoł Jakub z przekonaniem pisał: "Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim.  A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie" (List Jakuba 5, 14 - 15), ale sytuacja, w jakiej się znalazł apostoł Paweł, który musiał opuścić chorego Trofima, pokazuje nam, że cud nie następuje zawsze, nawet jeśli wiara jest silna i wiele modlitw. Czyż nie to samo widzimy w zborach chrześcijańskich? Wielu ludzi choruje pomimo silnej wiary i długotrwałych, żarliwych modlitw!
 
Znam brata, który jest niesamowicie oddany Bogu - żyje Ewangelią tak, że Ewangelia stała się treścią jego życia. Wiele razy żebrał wśród nas o pieniądze, bo sam nic nie mając chodził zawsze do bezdomnych, a tym potrzeba obu rodzajów chleba - ziemskiego i niebiańskiego. Ten dobry brat ma jednak problemy psychiczne: schizofrenia połączona z jakąś paranoją. Pomimo swej wiary nie został uzdrowiony. Znam innego brata, który był kiedyś prawdziwym "lumpem" - bezdomny drobny złodziejaszek, problemy z alkoholem i narkotykami. Cierpiał na poważną schizofrenię - do czasu, aż Bóg mu powiedział: "odstaw leki!", a brał silne lekarstwa. Odstawił. Został uzdrowiony! Znam pastora, którego córka choruje na nieuleczalną chorobę genetyczną i wciąż jest chora, choć wielu ludzi się modli. Spotkałem pastora, którego żona zmarła kilka lat temu na raka, choć Kościół się modlił. I poznałem ludzi, na których oczach, pod wpływem modlitwy, znikały naroślą rakowe. Dlaczego tak się dzieje? Ja tego nie wiem - Bóg to wie.

Słowo Boże mówi, żebyśmy się modlili i Boga nazywa nawet lekarzem, ale nie mówi nam, byśmy się nie leczyli. W czasach biblijnych nie było zbyt wielu lekarstw, a i te, które były, nie zawsze były skuteczne. Ale wiemy, że były i są zioła. Jeśli Bóg dał właściwości lecznicze roślinom, to tym samym... sam położył podwaliny pod rozwój medycyny, gdyż ta najbardziej pierwotna medycyna oparta była na tym, czego dostarczała przyroda (choć mieszano w to też okultyzm). Bóg dał człowiekowi dociekliwość, by badał otaczający go świat, by rozwijał się i rozwiązywał problemy. Jeśli Bóg dał nam zdolności i możliwości, jeśli sam zapoczątkował rozwój medycyny i farmacji, dając nam do niej podstawy to dlaczego mamy je odrzucać?
 
Proste pytanie: gdyby przy nas ktoś zasłabł, i wyglądałoby to naprawdę poważnie, co powinniśmy zrobić - modlić się, czy wezwać karetkę? Moje przekonanie: uczynić jedno i drugie, bo jedno drugiego nie wyklucza. Nie wolno nam zaniechać ani modlitwy, ani wezwania lekarza. Gdybyśmy postanowili tylko modlić się, a nie wezwali karetki - bylibyśmy, w razie nieszczęścia, w dużej części winni śmierci tego człowieka, i to zarówno przed prawem ludzkim, jak i przed Bogiem! Tak samo, gdy mamy problem ze zdrowiem powinniśmy modlić się, ale nie zaniechać konsultacji i leków. Bo lekarze nie są diabelskimi szamanami, nie działają wbrew Bogu - to absurd. gdyby "prawdziwe chrześcijaństwo" było odrzuceniem medycyny i farmacji, bałbym się przebywać wśród chrześcijan. W krytycznym dla mnie momencie wolałbym mieć przy sobie choćby jednego trzeźwo myślącego ateistę, który zadzwoni na pogotowie, niż całą gromadę ludzi, którzy będą się tylko modlić, a gdy jednak "wykituję" stwierdzą: "Widocznie taka była wola Boga!"

1 komentarz:

  1. Super artykul. Nic dodac nic ujac. Nawet odrobina humoru w nim zawartego, podnosi juz czlowieka na duchu...

    OdpowiedzUsuń