poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Taktyka diabła

"Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał" (Ewangelia Jana 15, 20 - 21)
Nigdy nie brakowało ludzi, którzy z pogardą odnosili się do Boga i do tych, którzy Jemu zawierzyli. Powód nienawiści zawsze był ten sam: ci ludzie stawali się inni. Gdy oddajesz życie Chrystusowi, twoje życie nigdy nie będzie już takie samo - w twoim życiu będzie manifestowała się potęga Boga, twoje życie stanie się świadectwem tego, że ON JEST. Szatana to wkurza. Ci, którzy zawierzyli Bogu, zaczynają też o Nim mówić, przekazywać innym, co Bóg dla nich uczynił o co Bóg ma do powiedzenia światu.  Szatan tego nienawidzi! Nie może tego ścierpieć! Za wszelką cenę pragnie zniszczyć Boże dzieło - najchętniej wymazałby Chrystusa z dziejów świata - lecz nie jest w stanie tego uczynić, i to potęguje jego wściekłość. Niektórzy ludzie, by rozładować negatywne emocje, walą w worek bokserski - to zapewne pomaga. Szatan natomiast nie ma pewnie w piekle takiego worka (żart) i podejmuje działanie - z wściekłością uderza w ludzi. Nie potrzebuje tego czynić osobiście (choć i takie bezpośrednie ataki demoniczne się zdarzają), bowiem ma na świecie aż nadto ludzi, którzy jemu służą - to poganie, ateiści i ludzie z pozoru tylko wierzący w Boga, zaangażowani w trzy wielkie siły religijno-ideologiczne, które stworzył, by okłamywać i niszczyć ludzi. 

Ci, którzy Jemu zawierzyli nigdy nie mieli lekko - prześladowali ich najpierw kapłani żydowscy, potem ginęli na arenach Rzymu, potem na stosach Inkwizycji... Bogu dziękować, że obecnie wielu może żyć spokojnie, ale pamiętajmy, że poganie i ateiści wciąż tępią chrześcijaństwo i mordują wyznawców - myśli moje biegną w tym momencie ku krajom islamskim, ku Chinom i Korei Północnej. To wcale nie znaczy, że w Europie czy Ameryce szatan nagle przestał działać. On działa nadal, lecz stosuje inną strategię - ośmieszanie wiary i tłamszenie chrześcijaństwa. Jeśli już pojawiają się prześladowania faktyczne, to najczęściej tam, gdzie diabłu udało się wprowadzić "tolerancję" dla homoseksualizmu i innych dewiacji. Niepokoić powinien szerzący się islam, który obok ateizmu i homo-ideologii jest najbardziej antychrześcijańską siłą. Szatan działa obecnie jednak głównie przez ludzi, którzy są nie tyle ateistami, co antyteistami, aktywnie walczącymi z Bogiem i plującymi na każdego, kto wierzy. Może nie giniemy dziś w paszczach lwów, ani w ogniu, ale słowa Jezusa są dziś tak samo aktualne, jak w ciągu tych wszystkich wieków! To, że diabeł - być może chwilowo tylko - zmienił metody działania, to nie znaczy, że "odpuścił".

Niemal każdego dnia możemy przeczytać lub usłyszeć o tym, jakim "problemem" i "zagrożeniem" dla świata jesteśmy my, chrześcijanie. "Gdyby nie religie, nie byłoby wojen" - mówią niektórzy, a przecież Stalin czy Hitler jakoś szczególnie uduchowieni nie byli. Bardzo często wypomina się chrześcijanom Inkwizycję, wyprawy krzyżowe, narzucanie wiary przemocą - przy tym ludzie stawiający takie zarzuty, przeważnie mają bardzo nikłą wiedzę tak historyczną, jak i o chrześcijaństwie i dla większości z nich chrześcijaństwo = katolicyzm i na odwrót. Nie zdają sobie zupełnie sprawy z tego, że katolicyzm, jako pewien system, nie jest Kościołem Chrystusowym, jedynym. Nie pamiętaj o tym, że na stosach rozpalanych przez Inkwizycję ginęły nie tylko czarownice i rzeczywiści heretycy - odstępcy od wiary, wierzący niezgodnie z Biblią - ale także chrześcijanie, którzy na rzecz Kościoła biblijnego opuszczali katolicki. W gruncie rzeczy przypominało to prześladowanie pierwszych chrześcijan, którzy byli tępieni przez ludzi z pozoru bardzo religijnych, a będących zaślepionymi przez system religijny i przez to służących diabłu. Cóż tam fakty, gdy można ciskać hasłami, które służą ideologicznemu pokazywaniu nas jako historycznych i potencjalnych morderców - bo chodzi nie tylko o oskarżenie o to, co się stało wieki temu, lecz także przekonanie, że i dziś chrześcijaństwo jest "niebezpieczną ideologią". Chrześcijaństwo pokazuje się jako agresywny ciemnogród, a ateizm jako oświecony i humanitarny. Tymczasem gdyby zsumować ofiary Stalina, Mao Tse Tunga, Pol Pota i Kim Ir Sena, i wszystkich ich popleczników, to jest ponad 100 milionów ludzkich istnień - istna "mega-hekatomba", wobec której bledną zbrodnie średniowiecznego katolicyzmu, islamu czy jakiejkolwiek innej religii w dziejach świata! Tak: oni wszyscy byli ateistami! I niczego nie zmieni fakt, że niektórzy ateiści próbują się wyprzeć ideologicznych powiązań z nimi...

Czytam nieraz: "bez religii ten świat byłby lepszy". ZSRR, Chiny, Północna Korea są przykładami tworzenia "społeczeństwa wolnego od religijnego zabobonu". Czy to był / jest faktycznie lepszy i spokojniejszy świat? Nie tak dawno świat obiegły informacje o tym, jak ateista (!) Kim Dzong Un rozprawił się z członkami własnej rodziny, równie gorliwymi jak on komunistami. Czy więc "świat bez Boga" rzeczywiście byłby lepszy? Ci, którzy tak ochoczo wygłaszają swe ateistyczne przekonania, najczęściej nie dostrzegają w ogóle tego, że sam fakt, że mogą żyć i czuć się w miarę bezpiecznie zawdzięczają cywilizacji opartej na Słowie Bożym! Prawo, które chroni ich życie, zdrowie i mienie nie tylko jest zgodne z Dekalogiem, ale z niego się wywodzi! Może im się to nie podobać i mogą się wściekać do woli, ale cała nasza cywilizacja oparta jest w znacznym stopniu na fundamencie judeo-chrześcijańskim i ten fundament daje względny pokój i bezpieczeństwo. Tam, gdzie fundamentem jest ateizm, nikt nie może się czuć bezpiecznie! Ci, którzy tak wiele się rozwodzą o tym, jak to "szkodliwa" jest wiara, a jakie "oświecenie" niesie zerwanie "kajdan wiary" nigdy nie żyli w kraju, który byłby zbudowany na niewierze i nie wiedzą, jakim może być... piekłem.

Jeśli ktoś myśli, że świat bez chrześcijaństwa byłby lepszy, niech poczyta o życiu pierwotnych plemion, których członkowie nawet jeszcze w XX wieku (!) mordowali i zjadali ludzi. Oczywiście oni nie byli ateistami, mieli jakieś swoje wierzenia. Tak naprawdę zresztą ateiści też mają swoje wierzenia - tyle tylko, że sami siebie postawili w miejsce Boga / bogów. Nie sądzę, by ci, którzy głoszą "oświecony ateizm" przeciw "ciemnogrodzkiemu chrześcijaństwu" odważyli się pojechać na wyspy Tonga, Nową Gwineę lub wgłąb Amazonii, gdyby wcześniej nie dotarli tam chrześcijanie z Ewangelią, której moc "wymiotła" pradawne zwyczaje. A przecież słyszę, jak to "całkiem nieźle się żyło" bez Chrystusa! Nawet jeśli na naszych terenach kanibalizm nie był rozpowszechniony i nie składano krwawych ofiar z ludzi, jak na wyspach Polinezji czy w Ameryce Południowej (nie wiemy tego zresztą na pewno), to i tak o wiele bezpieczniej nie było. Przecież nawet w czasach historycznych i nawet w "chrześcijaństwie" mentalność była, jaka była - raczej pogańska, niż chrześcijańska. Jeśli pozorne chrześcijaństwo było okrutne - Chrobry słynął z gwałtów i wybijania zębów nieposzczącym - to jest więcej, niż pewne, że wcześniej nie było nic lepiej, a raczej znacznie gorzej. Katolicyzm nie przyniósł pełnej przemiany, ale wierzę, że mógł przynieść pewną poprawę.

Mogłoby się wydawać, że świat jest bardzo złożony, gdy chodzi o "sprawy ducha". Samo chrześcijaństwo i pół-chrześcijaństwa (bo tak by należało określić) wydaje się być bardzo różnorodne i złożone. Moglibyśmy długo wymieniać - nawet bez dyskusji - przeróżne wierzenia, religie pogańskie. Ich mnogość i różnorodność mogą przyprawiać o zawroty głowy. Choć w niektórych z nich zachowały się okruchy dobra - ślad prawdziwej wiary - łączy je to, że są w opozycji do Boga. Ich wyznawcy niejednokrotnie posuwają się do przemocy wobec wyznawców Chrystusa. Mamy też agnostyków, ateistów, deistów... W rzeczywistości jednak podział "duchowy" świata jest bardzo prosty - jedni służą Bogu, drudzy diabłu, choćby w niego nie wierzyli, albo choćby byli z pozoru chrześcijanami. Diabłu jest doskonale obojętne, czy człowiek będzie wierzył w słowa Mahometa, czcił Krysznę lub Buddę, albo czy zostanie ateistą - byle pozostawał on daleko od Boga, lub najlepiej zwracał się przeciw Bogu! To tłumaczy łączącą tych ludzi zawziętość przeciwko Bogu i Ewangelii - choć pamiętam o tym, że część jest też nastawiona łagodnie, nie walczy, ja mówię bardziej o ideologiach, niż o jednostkach.

Ci, którzy służą Bogu, nigdy nie byli szczególnie liczni. Nawet w sytuacji, gdy prawie wszyscy wokół nas zostali "ochrzczeni", ci, którzy służą Bogu, nie są zbyt liczni. O wiele więcej ludzi zawsze słuchało diabła, niż Boga - bo to jest "wygodniejsze", bo diabeł nie stawia wymagań człowiekowi, a tylko szepcze: "róbta co chceta". Diabłu zależy na tym, by ludzie nie słuchali Boga, by "olali" Słowo Boże i Boże zasady... Drażni go, że są tacy, którzy są Bogu posłuszni i wierni - i w nich uderza. Mogłoby się wydawać, że przy swej niewielkiej liczebności i sile, muszą oni, dzieci Boga, przegrać, że szatan i jego dzieci zatryumfują. Tak się jednak nie dzieje. Jezus zapowiedział: "...na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Ewangelia Mateusza 16, 18), "Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat" (Ewangelia Jana 16, 33). Kościół Chrystusowy trwa, pomimo szatańskich ataków, gdyż diabeł nie jest w stanie go pokonać. Nie tylko nie dorównuje Bogu mocą, ale Bóg ma moc unicestwić go! To, co czyni diabeł, może być bolesne, ale jeśli pozostaniemy wierni Bogu, on nic nam nie będzie w stanie zrobić - choćby nawet nasze życie zniszczył, zdeptał a na końcu zabił nasze ciało. To, że Kościół trwa, pomimo wieków prześladowań, że Ewangelia jest głoszona - wszystko to opiera się na mocy Boga.
"I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Ewangelia Mateusza 10, 22)
Diabeł może nam mocno bruździć, ale... on już przegrał! Od początku był przegrany! Wie, że nie zawładnie światem, że tyle tylko jego "panowania", na ile pozwala Bóg... Być może właśnie dlatego tak się miota i tyle jego aktywności widać w naszym świecie?

3 komentarze:

  1. A co jeśli najbliższa osoba działa w taki sposób,by mi obrzydzić wiarę? I to niby nie jest łamanie moich praw? Pomimo, że wychowując wspólnie nasze dziecko mamy oboje prawo do przekazywania mu naszych przekonań, to ono zawsze jest ciągnięte w tę mroczną stronę, ja nie mam nic do powiedzenia. Już pierwsze efekty są-dziecko nadpobudliwe, lękliwe, ciężko z nim dyskutować i zawsze musi postawić na swoim. Cały tata. Z takim charakterem będzie mieć ciężko w życiu, a wiem, że to zasługa lekkomyślnego traktowania jej duchowej sfery. Nikt mi nie wmówi, że wiara niszczy-odwrotnie-częstp ludzie niewierzący są butni, gardzą innymi, wypowiafają się cyniicznie, z wyższością. Tacy "intelektualiści", a jednocześnie chamy i, z przeproszeniem, buraki. Czy ktoś ma tak samo jak ja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie więcej osób, niż myślisz. Wiesz, nawet Jezus doświadczał tego. Jego najbliżsi krewni długo nie wiedzieli, kim On naprawdę jest - wiedziała Maria, wiedział Jezus, a bracia traktowali go jak szaleńca, który mógł ściągnąć gniew nie tylko na siebie, ale także na całą swoją rodzinę. To może nie jest identyczny problem, lecz chyba dość podobny. Wspominam o tym, by powiedzieć: On rozumie, co się dzieje i co czujesz, bo On też ze swoimi najbliższymi nie miał lekko! Jeśli ufasz Chrystusowi, to... masz dobry Fundament. :) Jeśli ty masz dobry Fundament, ty jesteś jak koło ratunkowe dla swoich bliskich - tylko musisz być wczepiona mocno i na przekór wszystkim w ten Fundament. Celowo piszę z wielkiej litery, bo ten Fundament to Ktoś, a nie coś :).

      Nie jestem psychologiem. Niewielkie mam też wyobrażenie o wychowywaniu dzieci - bo Bóg miewa różne plany względem różnych ludzi. ;) Nie mogę więc wiele pomóc w tych sprawach. :( Natomiast faktem jest, że wiara nie tylko ukierunkowuje na Boga, ale także łagodzi, wycisza i uczy pokory - a wszystko to pomaga żyć. Nawet badania naukowe wykazują, że wierzący rzadziej wpadają w nerwice i depresje - choć nie są całkowicie na to odporni. Wydaje mi się, że także dzieci wychowywane po chrześcijańsku - choć nie w przesadnym reżimie, który może przynieść zgoła odwrotne skutki (bunt) - sprawiają mniej problemów. W Kościołach są wspaniałe dzieciaki i potem wspaniała młodzież! Nie jestem upoważniony do poradnictwa wychowawczego, ale widzę wielką różnicę, pomiędzy tym, co oglądam "na ulicy" a tym, co widzę w Kościele. Ta różnica nie bierze się z samej wiary lub niewiary, ale ważne jest, by było to wychowanie na Fundamencie - modlitwa, czytanie Biblii, rozmawianie o problemach... Bolesne jest to, jeśli to wszystko rozsypuje się z takich powodów, o jakich piszesz. :( Myślę, że dobrym pomysłem byłoby szukanie pomocy w najbliższym otoczeniu - w Kościele, lub u wierzących krewnych (zwłaszcza dziadkowie potrafią być "debeściarscy" jak chodzi o wpływ na wnuczęta - tak mi się wydaje, sam miałem świetne babcie). warto by było być może porozmawiać z chrześcijańskimi wychowawcami i pedagogami - w większych miastach nie ma z tym problemu. Wówczas "co dwie głowy to nie jedna". I przede wszystkim potrzeba modlitwy - jeśli chrześcijanie byli w stanie znieść tyle, ile w nich rzucono, to nie dlatego, że mieli sami z siebie jakieś supermoce ;) lecz dzięki temu, że się modlili. Kto się modli, sięga po najpotężniejszą broń, której lęka się diabeł! Dlatego warto i nigdy nie daj się zniechęcić, nie ulegaj myśli: "to nic nie daje"! :)

      Usuń
    2. "częstp ludzie niewierzący są butni, gardzą innymi, wypowiafają się cyniicznie, z wyższością. Tacy "intelektualiści", a jednocześnie chamy i, z przeproszeniem, buraki." No to mamy podobne doświadczenia! Myślę, że dobrze do tego pasują słowa z Biblii: "Mieniąc się być mądrymi, zgłupieli..." (List do Rzymian 1, 22 - tłum. Biblia Gdańska) "...i zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy..." (List do Rzymian 1, 23 - tłum. Biblia Warszawska). Celowo używam dwóch tłumaczeń, bo przekład zwany "Biblią Gdańską" bardziej dosadnie opisuje problem. :D I nie jest ważne, że dalej jest mowa o wizerunkach - o bałwochwalstwie - bo równie dobrze można tam wstawić "naukowy światopogląd" tzw. "racjonalistów", którzy nie potrafią powstrzymać się o grubiaństw, gdy mowa jest o wierze, jakoś "zapominając", że wiedza przejawia się używaniem argumentów, a nie pogardliwych epitetów, kpin i innych słów - kamieni, którymi tak chętnie rzucają. ;) Mam takie dziwne skojarzenie ze sportem. Mądrzy kibice siadają i rozmawiają o sporcie - analizując mocne i słabe strony drużyn, dyskutując o zawodnikach, trenerach, taktyce. Głupi owijają się szalikami i wyrywają kostki brukowe. ;) Każdy sam o sobie wydaje świadectwo.

      Niekiedy samo przyznanie się do wiary jest powodem szyderstw... Pewnie znasz poglądy Richarda Dawkinsa, autora książki "Bóg urojony"? Otóż pewien człowiek zaczął go kiedyś dopytywać o powstanie życia, bazując na tym, o czym wie każdy, kto się zajmuje nauką - na "podpisie w komórce" (z grubsza rzecz biorąc chodzi o to, że w na poziomie molekularnym znajdujemy taką inżynierię, że "się w głowie nie mieści" i mechanizmy nieredukowalnie złożone, które nie mogły powstać same z siebie w procesie ewolucji). Dawkins wolał zacząć kombinować, że być może istnieją jacyś... kosmici, którzy nas stworzyli, niż uznać, że może być "jakiś Bóg". Tylko zapomniał wyjaśnić, skąd się wzięli ci kosmici! :D Ha ha ha ha ha...

      Oni często mówią: "Nie potraficie udowodnić, że Bóg jest!", ale oni sami... nie potrafią udowodnić, że Boga nie ma! Jeśli oczekują od nas naukowych dowodów istnienia Boga, to sami powinni przedstawić choćby naukowe argumenty za tym, że Bóg nie istnieje! :) Bez tego to, co głoszą, nie jest wcale "światopoglądem naukowym", a ideologią. :) Ba! Choć nie da się metodami naukowymi udowodnić bezpośrednio istnienia Boga, to jednak właśnie nauka dostarcza nam co najmniej poważnych argumentów o ile nie pośrednich dowodów na rzecz Jego istnienia - jak choćby ów "podpis w komórce". ;) Ale wówczas oni zaczynają się złościć i tupać... :D
      Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że jeśli nawet nie pomogłem, to podtrzymałem choć trochę na duchu! :)

      Usuń