piątek, 18 kwietnia 2014

O Kościele... obrzydliwym

Są takie chwile, gdy przeżywam zwątpienie, kryzys wiary - nie w istnienie Boga jednak i nie w prawdziwość Słowa Bożego, lecz w Kościół. Bóg jest dobry i doskonały, ale Kościół nie jest tak dobry i na pewni nie jest doskonały, bo w nim jesteśmy my, ludzie - wiara w Boga, nawet żarliwa i szczera, nie czyni nas doskonałymi, ani odpornymi na złe wpływy, na podszepty szatana.  Boli mnie ogromnie, gdy widzę diabelskie infekcje w Kościele. My, ewangelicznie wierzący, czasem mówimy o bałwochwalstwie w Kościele katolickim, lecz sami mamy nie mniejszy problem, a jest nim niesprawiedliwość i brak miłości bliźniego.

Bardzo mnie dotknęło w ostatnim czasie, gdy ktoś (anonimowo!) umieścił na Facebooku zdjęcie Josepha Ratzingera - Benedykta XVI (obraz powyżej). Na podstawie tego zdjęcia oskarżono go o... satanizm. Gest, jaki oburącz wykonuje na tym zdjęciu "B16", zinterpretowany został jako "manus cornuta" ("rogata dłoń") symbol szatana. Tymczasem jest to zupełnie inny gest: ILY - "I Love You", jeden ze znaków ASL. Od "manus cornuta" różni się nieznacznie, ale w sposób zasadniczy, ułożeniem kciuka.  Niektórzy uważają, że ILY wywodzi się od "manus cornuta", tymczasem ILY jest znakiem stworzonym na początku XX wieku, a "manus cornuta" jest elementem pop-satanizmu 2 poł. XX wieku! Gdy próbowałem to wyjaśnić, zrobiła się awantura, a ja zostałem oskarżony o... satanizm!

Jeden z faryzeuszy pewnego dnia zapytał Jezusa o to, które przykazanie jest najważniejsze. On zaś odpowiedział: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie. A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się cały zakon i prorocy" (Ewangelia Mateusza 22, 37 - 41). Z tym pierwszym - "Będziesz miłował Pana, Boga swego..." - zdało by się, że nie mamy w Kościele większego problemu, lecz z drugim - tym o miłości bliźniego - niestety bardzo często. Apostoł Jan jednak pisze: "Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1. List Jana 4, 20). Miłość jest jednym z tych dobrych owoców, które powinno przynosić w naszym życiu nawrócenie. Jeśli więc w życiu społeczności Kościoła, lub chrześcijanina, brak jest miłości, jest to przejaw duchowego kryzysu.

Słowo Boże mówi też: "nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, i nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a dostąpicie odpuszczenia" (Ewangelia Łukasza 6, 37) i "Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie" (Ewangelia Jana 7, 24). Jakże łatwo przychodzi nam osądzać innych, a jaki czasem problem mamy z osądzeniem siebie! I to nawet wówczas, gdy ktoś pokazuje nam jasno, że coś z nami jest nie w porządku, potrafimy się buntować, sprzeciwiać lub usprawiedliwiać - sobie i innym wmawiając, że czynimy słusznie - zamiast przyjąć w pokorze pouczenie. Czasem słyszę: "Czyż nie mamy mówić prawdy?" Prawdę - owszem, zawsze, ale to, co nam się wydaje, nie zawsze nią jest. Zbyt często jako "prawdę" i "światło od Boga" ludzie uważają to, co im się... jawi, a wówczas bardzo łatwo skrzywdzić drugiego człowieka - bliźniego, a czasem nawet brata czy siostrę.

Czy więc mamy milczeć? W żadnym wypadku! Gdy widzimy zło, nie wolno nam go ignorować. Naszym obowiązkiem jest głoszenie Słowa Bożego i konfrontowanie z nim nauk i praktyk, które obserwujemy. To, co złe, powinniśmy starać się wyplenić - lecz zawsze z szacunkiem i miłością do ludzi! Spotykam czasem chrześcijan, którzy wiele energii poświęcają na walkę z Kościołem katolickim - i częściej można od nich usłyszeć coś przeciwko Kościołowi katolickiemu, niż budujące słowo na podstawie Ewangelii. Nie tędy droga! Treścią naszego życia powinna być Ewangelia a nie katolickie błędy. Nikogo nie nawrócimy waląc wciąż w Kościół katolicki! Czasem tak bardzo skupiamy się na błędach i grzechach innych, że tracimy z oczu własne. Nie powinniśmy nawet wciąż i wciąż wypominać rzeczywistych grzechów katolicyzmu, a co dopiero zniżać się do poziomu niektórych antyklerykalnych gazet, które, gdy brak im rzeczywistych skandali... tworzą "fakty"! Boli mnie, gdy widzę braci i siostry, którzy działają jak "gazety brukowe", karmiąc się plotkami i skandalami.

Karmiąc się obrzydlistwami, oddalamy się tym samym od Chrystusa. Karmiąc się obrzydlistwami, wnosimy je także do Kościoła. Dobrze jest, jeśli Kościół potrafi się przed tym bronić, ale jeśli ulega, staje się Kościołem... obrzydliwym. Czy naprawdę taki Kościół mamy tworzyć? Czy takiego Kościoła chciał Jezus? Gdyby taki miałby być Kościół, ja... nie chciałbym w nim być. Nie chciałbym być w Kościele, w którym codziennie był słyszał, ile to zła jest w Kościele katolickim. I nie czuję się zbudowany, gdy wciąż i wciąż napotykam u braci i sióstr "niezwykle ważne informacje" o kolejnym pedofilu w sutannie, o kolejnym biskupie - pijaku, o kolejnych aferach w Kościele katolickim, o chciwości kleru, o tym, że "Kościół katolicki to samo zło i tylko zło" itd... Nie mam ochoty być w Kościele obrzydliwym! Jeśli chcemy być solą ziemi i światłością świata (por. Ewangelia Mateusza 5, 13 - 14) i wnieść coś dobrego, to musimy zacząć od siebie, od własnego życia, od czyszczenia własnego serca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz