czwartek, 6 marca 2014

Czy modlitwa ma sens?

"Wielką moc posiada usilna modlitwa sprawiedliwego" (List Jakuba 5, 16)
Tymi słowami obudził mnie Pan przed kilkoma dniami... Obudził mnie bardzo dosłownie, gdyż "ni z tego ni z owego" po prostu mi się przyśniły o świcie i we śnie zacząłem je rozważać. Sen, oczywiście zaraz uleciał. Obudziłem się w realnym świecie - mniej więcej o 4.00 nad ranem - i rozmyślałem dalej. Słowa te wracały do mnie praktycznie przez cały dzień. Dlaczego? Być może dlatego, że w ostatnim czasie tak często słyszałem od wielu ludzi, że modlitwa nie ma sensu, że zamiast się modlić, lepiej jest zrobić coś konkretnego dla ludzi. Trudno mi pojąć ludzi, którzy uważają, że chrześcijanie mogliby robić więcej dobrego, gdyby... "przestali tracić czas na modlitwę". Gdziekolwiek się coś dzieje na świecie, możemy zobaczyć od razu chrześcijan "na pierwszej linii frontu" - niosących pomoc, wsparcie, pociechę. Gdy gdzieś są trzęsienie ziemi, gdy gdzieś się toczą wojny, lub - jak ostatnio na Ukrainie - dochodzi do rewolucji i walk ulicznych... Wszędzie można spotkać chrześcijan, którzy modlą się, opatrują rany, obejmują płaczących, płaczą nad zabitymi, rozdają jedzenie, koce, namioty - co gdzie aktualnie jest potrzebne. Jeśli tak działają, to dzięki temu, że są zakorzenieni w Bogu, karmią się Słowem Bożym i modlą się. Modlitwę można przyrównać do krwi - tak, jak krew utrzymuje życie ciała, tak modlitwa utrzymuje nasze życie duchowe. Nie ma chrześcijanina, bez modlitwy i nie byłoby tak wielkiego zaangażowania charytatywnego chrześcijan, gdyby nie modlitwa.

Czyny - dobro, które możemy ofiarować innym - są bez wątpienia ważne, ale dla Boga mają znaczenie tylko wówczas, gdy wynikają z wiary. Dobre uczynki - innymi słowy: okazywanie miłosierdzia - są ważnym elementem i świadectwem naszej wiary. "Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem. Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże? Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie. (...) Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary" (List Jakuba 2, 13 - 17 i 24). Dzięki uczynkom nijak nie możemy być zbawieni, ale one są owocem wiary, która nas zbawia. A nie ma wiary, tam gdzie nie ma modlitwy! Jakże więc ktoś może mówić, że czyny są bardziej potrzebne, niż modlitwa?

Dobre uczynki, pomoc drugiemu człowiekowi, to realizacja wewnętrznej miłości do niego. Drugi człowiek nie zawsze potrzebuje naszych działań - czasem "dobre słowo", zachęta lub wsparcie, i właśnie MODLITWA równie wiele znaczą. My też nie zawsze możemy działać inaczej, jak tylko poprzez modlitwę. Trudno przecież wymagać, że oto teraz wszyscy chrześcijanie powinni jechać do "serca" Afryki lub - jeszcze niedawno - na kijowski Majdan i opatrywać ludzi. Nie każdy może też posłać paczkę lub pieniądze. Niech każdy ofiaruje to, co może. Kto jest lekarzem lub pielęgniarką, i ma odwagę - niech jedzie; kto ma dar organizacji innej pomocy - niech robi, co może; kto ma pieniądze, niech się nimi dzieli... Jest cudownie, gdy ludzie potrafią się dzielić z innymi, gdy sami niewiele mają. Ale nie wolno nam sądzić, że modlitwa jest mniej ważna, że nie ma sensu, że lepiej zrobić coś innego! Kto wie, czy ten, kto się wytrwale i gorliwie modli, nie robi dla świata najwięcej. Słowa mogą mieć także wielką moc - wszystko zależy od tego KTO i do KOGO się zwraca. 

Jeszcze tego samego dnia, po tej dziwnej pobudce, poszedłem na spacer do lasu - i nadal rozmyślałem o tych słowach. Gdy zastanawiałem się nad mocą modlitwy, Bóg przypomniał mi pewną bardzo konkretną sytuację z życia Mojżesza. "I nadciągnęli Amalekici, aby walczyć z Izraelem w Refidim. Wtedy rzekł Mojżesz do Jozuego: Wybierz nam mężów i wyrusz do boju z Amalekitami. Jutro ja z laską Bożą w ręku stanę na szczycie wzgórza. Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" - 17, 8 - 13) Gdy Mojżesz modlił się żarliwie, Bóg wspomagał Izraelitów, a gdy ten słabł i ustawał w modlitwie, to wróg zyskiwał przewagę. Dlaczego tak wiele zależało od tej modlitwy i od tych uniesionych rąk? Niezwykle trafne jest spostrzeżenie Johna F. Craghana: "Chociaż nie są podane żadne szczegóły dotyczące bitwy, mamy dokładny opis wszystkich czynności Mojżesza, które przyczyniły się do ostatecznego zwycięstwa. To dzięki wytrwałości i determinacji Mojżesza Izrael odniósł zwycięstwo" ("Międzynarodowy Komentarz do Pisma Świętego", Wydawnictwo Księży Werbistów "Verbinum", warszawa 2001, str. 362). Rzeczywiście! Słowo Boże większą uwagę przywiązuje do tego, co się działo na wzgórzu, gdzie stał modlący się człowiek, niż do tego, co się działo w dolinie, pełnej "ludzi czynu"! Tysiące mężnych wojowników zapewne przegrałoby bitwę bez tego jednego człowieka, który się modlił, wznosząc ręce!

Nie jesteśmy w stanie pobudzić Boga do działania. Modlitwa nie jest "joystick'iem" do sterowania Bogiem. Gdyby człowiek mógł mieć jakiś wpływ na Boga, to by był nad nim panem, a to Bóg jest "Panem panów" i "Królem królów" (por. Apokalipsa 19, 16). Gdybyśmy mogli używać Boga do swoich celów, nie byłby on Bogiem, tylko potężną istotą podległą człowiekowi. To Bóg ma kontrolę nad wszystkim, nie człowiek. Nasza modlitwa nie przydaje mu mocy - bo nie ma większej mocy, niż Bóg sam w sobie. Bóg mógł dać zwycięstwo nad Amalekitami i bez wzniesionych rąk Mojżesza! Dlaczego więc te wzniesione ręce były tak ważne? Wierzę, że Bóg poucza nas w ten sposób o tym, byśmy każdą naszą sprawę załatwiali przede wszystkim z Nim - bo od Niego zależymy my sami, inni ludzie i losy tego świata. Pan pokazuje nam, że modlitwa jest ważniejsza, niż wszelkie inne działania. To, co ludzie mogą czynić swoimi rękoma - w tym wypadku była to walka, ale tak samo dotyczy to czynienia dobra - ma sens, ale modlitwa jest najważniejsza. Bóg kocha ludzką modlitwę - a jego odpowiedzią jest błogosławieństwo, łaska.  

Odnoszę wrażenie, że Bóg często czeka z działaniem na naszą modlitwę. Bóg jest Panem i wszystko może, wszystko od Niego zależy, ale... lubi, by ludzie go prosili (jak w jednej ze swoich książek napisał C.S. Lewis). Bóg wzywa nas, byśmy się modlili wytrwale. Modlitwa to ważny element "ekwipunku" każdego Bożego wojownika, przeciwko wszelkiemu złu i każdemu cierpieniu, jakie są na świecie. "W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych..." (List do Efezjan 6, 10 - 18). Tak wyposażonego i nastawionego wojownika nawet szatan nie dosięgnie i nie zniszczy. Diabeł nie lęka się naszych uczynków, bo zna naszą słabość, lecz boi się modlitwy, bo zna moc Boga.
 
Marcin Luter przez całe swoje życie przywiązywał ogromne znaczenie do modlitwy. Znane są jego słowa: "Mam dziś tak wiele do zrobienia, że muszę się najpierw trzy godziny pomodlić". Czas modlitwy nigdy nie jest czasem straconym. "Wielką moc ma wytrwała modlitwa sprawiedliwego". Jeśli w naszym życiu brakuje mocy, to może po prostu potrzeba, byśmy się żarliwiej i więcej modlili? Ktoś może zapytać: jeśli tak wielu ludzi się modli, to dlaczego na świecie wciąż źle się dzieje? Ten świat uległ takiemu zepsuciu, że nie ma dla niego nadziei - poza łaską zbawienia, ofertą krzyża Jezusa Chrystusa. Wszystko, co złe - każda krzywda, każda katastrofa, każda łza - spowodowane jest przez grzech. My, modląc się, jesteśmy dla ludzi kimś ważnym, kto daje choć trochę światła nadziei. Wierzę, że możemy też powstrzymać, choć nie całe zło, to przynajmniej część działań szatana - właśnie czymś tak "głupim" i "bezsensownym", jak modlitwa! 

Ważne jest, byśmy również działali, byśmy robili, co możemy - służąc naszymi rękoma i tym, czym możemy się podzielić z bliźnimi - ale nie zawsze i nie wszystko możemy uczynić. Nasze możliwości często są bardzo ograniczone. W modlitwie natomiast żadnych ograniczeń nie mamy. Dla modlitwy nie ma granic, ani odległości, ani zapór. Modlitwa nasza zawsze dojdzie tam, gdzie jest kierowana - do Boga i do ludzi. Gdy pewnego dnia coś bardzo złego się ze mną działo, nagle przyszła ulga - wszystko, co powodowało ból i strach odeszło, jakby "odcięte nożem". Wiedziałem, że ktoś się o to modlił, choć nikogo o modlitwę nie prosiłem. Jest wiele świadectw Bożego działania w odpowiedzi na modlitwę. Jest wiele świadectw ulgi, jakiej doświadczali ludzie, o których się modlono. Modlitwa może wyjednać uzdrowienie, oswobodzenie od trosk, odwagę w działaniu, ocalenie... Tych świadectw jest tak wiele, że wszelkie słowa: "modlitwa nie ma sensu, lepiej zrobić coś konkretnego" są... bez sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz