niedziela, 30 marca 2014

Wiosenne uwielbienie

"Wszystko, co żyje, niech chwali Pana! Alleluja" (Psalm 150, 6 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
Wybrałem się wczoraj nad leśne jezioro - cudowne miejsce, jakie odkryłem kilka tygodni temu. Jeszcze nie tak dawno było nad nim niemal zupełnie cicho - od czasu do czasu tylko odzywał się jakiś ptak. Teraz przez cały czas świergotały ptaki najróżniejszych gatunków, czasem podrywając się z gałęzi, by przelecieć na inne drzewo - niemal wszystkie parami. Gdzieś z daleka odezwały się nawet żurawie! Jeziorko zaroiło się od żab i ropuch. Wśród "bazi" jakichś nabrzeżnych krzaków buszowały trzmiele.

Jakże wielkim cudem jest to całe życie! Cudem jest także to, że możemy to oglądać i słyszeć. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo złożone i skomplikowane są wszystkie te mechanizmy, które są w przyrodzie, każdy z organizmów. To, że ptak śpiewa i fruwa, że rośliny wypuszczają pąki, że mamy oczy, by to widzieć i uszy, by słyszeć... Za tym wszystkim kryją się... technologie, które stworzył Bóg. We wszystkim tym są mechanizmy i procesy, które najzwyczajniej w świecie nie mogły się pojawić same. Wszystko ostało stworzone i zaprogramowane!

Są ludzie, którzy domagają się od wierzących: "udowodnij, że Bóg istnieje!" Często podkreślają, że swoje przekonania opierają na "nauce", a w świetle nauki... "nie ma żadnego boga", wszelkie wierzenia "to tylko mity". Wiara w Boga jest - ich zdaniem - nie tylko nienaukowa, lecz sprzeczna z rozumem. To prawda, że nie da się w "sposób naukowy" opisać Boga o udowodnić jego istnienie. Nie da się bezpośrednio - natomiast mamy pośrednie dowody Jego istnienia. Jest to... cały otaczający nas świat! To fruwające w powietrzu ptaki, pływające ryby i żaby, rośliny wypuszczające liście i kwiaty... Wszystko to może wydawać się proste i naturalne, ale gdy przyglądamy się temu bliżej, gdy badamy konstrukcję, gdy wnikamy do wnętrza komórek, staje się jasne, że mamy do czynienia z... inżynierią na najwyższym poziomie! Niewierzący mówią coś o "ewolucji", o "siłach natury", o "nauce". Nauka! Gdy przyglądamy się tak blisko wszelkiemu stworzeniu, widzimy systemy, których ewolucja nie mogła wykształcić, gdyż nie w pełni wykształcone, nie funkcjonowałyby wcale. Naukowcy mówią: "No jakoś się to jednak musiało wykształcić, ale nie wiemy jeszcze jak" - i tkwią wciąż w tym samym "punkcie". To "punkt", w którym albo człowiek uzna z pokorą istnienie Boga, albo będzie w nim trwał wiecznie, uparcie przecząc Jego istnieniu.

Jeśli naukę oddzielamy od wiary, nigdy nie pojmiemy tego, co widzimy wokół. Nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania, jeśli będziemy odrzucać istnienie Boga. Nauka (rozum) i wiara nie są sobie przeciwstawne, lecz doskonale się uzupełniają. Gdy odrzucimy naukę (rozum), albo gdy odrzucimy wiarę, to jest tak, jakbyśmy próbowali chodzić tylko na jednej nodze! Bóg dał nam zdolność do tego, byśmy - korzystając z rozumu - potrafili badać, analizować i w końcu zrozumieli, że... On jest! W tym momencie istnienie Boga przestaje być kwestią tylko wiary, a staje się logicznym wnioskiem! Wszystko, co żyje, wychwala Pana - choć bez rozumu - gdyż Bóg to stworzył na swoją chwałę. I tylko człowiek - posiadając rozum - potrafi... nie dostrzegać - wbrew rozumowi! - tych wszystkich cudowności i mówić: "Boga nie ma!"

Stając przed takim pięknem nie mogę nie podziwiać kunsztu Tego, który je stworzył, tak, jak stając przed wspaniałym obrazem nie mogę zapomnieć i talencie artysty, który go namalował. Nie mogę wątpić w jego istnienie - tak samo, jak patrząc na "Ostatnią Wieczerzę", nie mogę wątpić, że żył kiedyś mistrz Leonardo. Nie mogę Go nie uwielbiać. Nie mogę nie oddać Bogu chwały, spoglądając na ptaki, żaby i pąki na drzewach - bo On w tym wszystkim zostawił "odcisk swoich palców"!

poniedziałek, 24 marca 2014

Kogo widział Jezus z krzyża?

"A szła za nim liczna rzesza ludu i niewiast, które biadały i płakały nad nim. Jezus zaś, zwróciwszy się do nich, rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade mną; lecz płaczcie nad sobą i nad dziećmi swoimi..." (Ewangelia Łukasza 23, 27 - 28)
Miałem wczoraj przyjemność wysłuchać koncertu pieśni wielkopostnych... "Przyjemność" - to może dziwnie brzmieć w kontekście pieśni, które są w gruncie rzeczy poetyckimi opisami najbardziej bolesnych scen z Ewangelii. Owa przyjemność wynika z dobrego wykonania przez ciekawego artystę, niebanalnych aranżacji, ciekawego miejsca i - nade wszystko - z przemyśleń, do których pieśni te skłaniają.

Nie jestem zwolennikiem "duchowości pasyjnej", tak bardzo katolickiej. Wieczne rozpamiętywanie męki Chrystusa, "drogi krzyżowe", "misteria męki pańskiej", "wielkie posty", copiątkowe wspominanie (pamiętam oburzenie pewnej zakonnicy, gdy w piątek jako młodzi ludzie spędzaliśmy czas przy muzyce, na tańcach i zabawach) czy krzyż z "pasyjką" (tj. figurą umęczonego Chrystusa) to zdecydowanie "nie moje klimaty". Nim napiszę o tym coś więcej, musimy sobie coś wyjaśnić.

Znaczenie Gologoty

Nie wątpię, że to, co wydarzyło się na Golgocie, jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach świata. W całej historii ludzkości zapisało się wiele zdarzeń o dużym znaczeniu, które mają daleki wpływ. Może nie zawsze sobie to uświadamiamy, ale na naszą sytuację wciąż ma wpływ nie tylko pół wieku komunizmu, ale II wojna światowa, a nawet zabory. Wiele się jeszcze może wydarzyć, lub dzieje się dosłownie na naszych oczach, a jeszcze nie jesteśmy świadomi. To nie są tylko złe wydarzenia, to także dobre - choć złe zazwyczaj łatwiej dostrzegamy i odczuwamy. Historycy analizują to, co się zdarzyło i pokazują konsekwencje - czasem ukazując takie powiązania zdarzeń, których my nie jesteśmy nawet świadomi. Czasem próbują także pokazać, jakby wyglądał świat, gdyby do pewnych zdarzeń nie doszło, gdyby historia się potoczyła inaczej. Dziś - na przykład - patrzymy na Rosję i Ukrainę i zastanawiamy się, jak to, co się dzieje, wpłynie na losy ludzi i świata. Wszystko to jednak nie ma żadnego znaczenia, blednie wobec Golgoty!

środa, 12 marca 2014

O zmienianiu krwi na złoto

"Nikt nie może lojalnie służyć dwóm panom. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego polubi, albo na odwrót – pierwszemu będzie okazywał przywiązanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie równocześnie żyć dla Boga i dla pieniędzy." (Ewangelia Łukasza 16, 13 - tłum. "Słowo Życia")
W naszym jakże katolickim kraju wiele się mówi o bogactwie Kościoła katolickiego, o pazerności księży, o plebaniach przypominających pałace, o limuzynach biskupich... Wiele w tym jest, niestety, prawdy. Samochody biskupów to przegląd najlepszych marek i modeli, a niektórzy zwykli księża próbują również biskupom dorównać. Bogactwo Kościoła katolickiego nie jest tajemnicą, choć chyba nikt spoza Kościoła nie wie jaki dokładnie jest to majątek. Wiemy o księżach bardzo bogatych - choć może daleko im do najbogatszych Polaków. 

Sam mógłbym wskazać plebanie, w których byłem, przypominające wewnątrz pałace i parafie, gdzie posługa księdza jest za "co łaska, ale nie mniej, niż...." Z drugiej zaś strony znam wspaniałych księży, którzy są gotowi do służby w każdej potrzebie i nie pytają o pieniądze, którzy żyją nadzwyczaj skromnie, którzy raczej z własnej kieszeni dadzą biedakowi, niż będą od niego czegoś chcieli... Znam nawet takiego, który, mając bardzo biednych parafian, sprzedał własny samochód, by pozyskać pieniądze na niezbędną inwestycję, zabezpieczenie kościoła! I dobrze się stało, że jeden z takich stał się przywódcą wszystkich katolików choć nie sądzę, by udało mu się przemienić cały swój Kościół. Nie wolno nam generalizować i z powodu chciwości i życia w przepychu jednych, oskarżać o to wszystkich - czyniąc tak, a jeszcze tym bardziej tak przedstawiając Kościół katolicki, sami popadamy w grzech. Duch Święty podpowiada: "...nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, i nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni..." (Ewangelia Łukasza 6, 37), "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą" (Ewangelia Mateusza 7, 1 - 2),  "Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie" (Ewangelia Jana 7, 24). Bóg nie poleca nam, byśmy udawali, że nie widzimy grzechów, lecz powołuje nas do napominania i nawoływania do nawrócenia, nie do osądzania i potępiania człowieka. Na pewno też winą niektórych nie wolno nam obarczać wszystkich - choć wolno nam i potrzeba mówić o winach systemu.

poniedziałek, 10 marca 2014

Majowie wybierają Chrystusa

"Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania" (Ewangelia Łukasza 15, 7)
"Majowie wybierają Chrystusa. Chcą zostać chrześcijanami po obejrzeniu filmu. Ponad 400 osób zdecydowało się zostać chrześcijanami po obejrzeniu filmu „Jezus”. Pokaz odbywał się przez trzy noce na Półwyspie Jukatan w trzech różnych wioskach. Erick Schenkel, dyrektor wykonawczy The Jesus Film Project, który współpracował z organizacją The Message for Mayans (Orędzie dla Majów), w trakcie tej krótkiej podróży wyświetlił także „Historię Jezusa dla dzieci” i „Magdalenę”. O swoich doświadczeniach z pobytu na Półwyspie Jukatan podzielił się na swoim blogu. Filmy prezentowane były w języku Majów i przyciągały od 250 do 500 mieszkańców każdej nocy. – Byliśmy szczególnie poruszeni trzeciej nocy przez dwie małe, pomarszczone, starsze panie, które siedziały w pierwszym rzędzie tuż za dziećmi. Obie zachwyciły się filmem, gdy tylko usłyszały, że aktorzy mówią w ich ojczystym języku. Kiedy Jezus został aresztowany, obie panie wychyliły się do przodu, intensywnie wpatrywały się w ekran, a swoim dłońmi zakryły usta – pisze Schenkel. – Także dzieci siedziały cicho, miały otwarte usta, brwi ściągnięte w niepokoju. Gdy Jezus został przybity do krzyża, wszyscy wstrzymali oddech – dodaje. Po wyświetleniu filmu obie panie, a także połowa wioski zdecydowała się pójść krok dalej – zacząć się modlić i przyjąć Jezusa, jako Pana i Zbawiciela." (źródło: Gość.pl)

Aniołowie w niebie bezustannie wychwalają Pana. Jednak gdy na ziemi dzieją się takie rzeczy, w niebie się czyni zapewne "nieziemski" (zaiste!) rejwach. Skoro jeden nawrócony może być powodem radości, to cóż się dzieje, gdy jest ich tak wielu? Jestem realistą, który choć może "z głową w chmurach", to jednak nogami "chodzi po ziemi", i zdaję sobie sprawę z tego, że być może nie wszystkie z tych 400 serc uległy rzeczywistej przemianie... Bo deklaracja to nie nawrócenie, to tylko deklaracja. Nawet chrzest nie dowodzi jeszcze nawrócenia i zbawienia. Część ludzi pod wpływem emocji mówi wprawdzie "tak", ale potem wraca do dawnego życia. Raduję się jednak, bo wierzę, że przynajmniej niektórzy z tych 400 przeżyli realne nawrócenie - choćby nawet tylko co drugi lub co piąty, lub choćby tylko kilku, to już jest powód do radości, bo to oznacza, że Królestwo Boże się rozrasta!

Film "Jezus" powstał w 1979 roku. Choć postać Jezusa pojawia się w wielu filmach, ten jest jednak bardzo szczególny. Dołożono wszelkich starań, by jak najwierniej przekazać Ewangelię, a przy tym równie wiernie zobrazować życie Chrystusa. Ideą jest przede wszystkim to, żeby Chrystus "przemawiał do ludzi" w tym filmie w ich własnym języku - jak dotąd dokonano tłumaczeń na ponad 1200 języków i dialektów! Wśród nich jest także język polski (film możesz obejrzeć poniżej). Ta ogromna praca przynosi niezmiennie, od wielu, wielu lat, wspaniałe owoce - tak, jak to opisano powyżej.


niedziela, 9 marca 2014

Coś więcej, niż znak...

Choć w życiu chrześcijańskim nie odgrywa żadnego znaczenia, czy się nosi krzyżyk na szyi, czy nie, osobiście lubię, gdy ludzie, którzy wierzą, mają ten element. Nie chodzi o to, żeby robić coś "na pokaz" (niektórzy, niestety, tak postępują, żeby tylko pokazać swoje "chrześcijaństwo"), ale swego rodzaju jako "identyfikator". Nie jest ważna forma krzyża. Mój krzyżyk - który kocham - to wzór sprzed około 1000 lat. W swej formie jest to "krzyż celtycki", z charakterystycznym okręgiem. Wzór, który na nim widzimy, to tzw. "splot łańcuchowy" (tzw. styl borre), charakterystyczny dla sztuki wikińskiej. Jest więc to krzyżyk celtycko - wikiński. Krzyżyk mój prawdopodobnie pochodzi więc z wyspy Mann, gdzie zetknęły się obie te kultury.

Okrąg w kulturze celtyckiej jest - jak się dowiedziałem swego czasu - symbolem światłości, słońca. Krzyż celtycki jest symbolem, który mówi przede wszystkim: "Jezus Chrystus - światłość świata". Jakiś cas temu przeczytałem interesującą książkę popularno - naukową, w której przedstawiono tezę, że w krzyż celtycki wpisany jest też znak świata i jego czterech stron - okrąg z wpisanym w niego krzyżem równoramiennym (znak ten oparty jest na starożytnym instrumencie nawigacyjnym, który umożliwiał żeglugę oceaniczną, a w naszych czasach został on odtworzony). Oznacza to dla mnie więc także: "Jezus Chrystus - Pan świata" (zaznaczam jednak, że jest to moja własne interpretacja). Dziś natomiast dowiedziałem się, jak pięknie - z użyciem tego krzyża - można zobrazować życie chrześcijańskie.

Środek krzyża symbolizuje Jezusa: "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie" (List do Galatów 2, 20). Okrąg to życie i działanie posłusznego Bogu chrześcijanina, którego "filarami" są: MODLITWA - "Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam" (Ewangelia Mateusza 7, 7); SŁOWO - "I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany" (2. List do Tymoteusza 3, 15 - 17); UWIELBIENIE - "...i baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża" (List do Hebrajczyków 10, 24 - 25), ŚWIADECTWO - "I rzekł do nich: Pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi!" (Ewangelia Mateusza 4, 19). Opieram się w tym na materiałach Billi Graham Evengelistic Association.

Jakże wiele wspaniałych treści można przekazać poprzez znak celtyckiego krzyża! Mój krzyżyk zawsze był dla mnie ważny i ciekawy, a teraz stał się jeszcze ciekawszym. To coś więcej, niż znak - to też doskonałe narzędzie dla ewangelizacji!

sobota, 8 marca 2014

Spotkajmy się u źródła!

„Jeśli chrześcijanie ignorują wezwanie do jedności ze strony Pana, narażają się na to, że zignorują Jego samego i zbawienie, które On daje za pośrednictwem swego ciała, Kościoła” - powiedział zwierzchnik Kościoła katolickiego na spotkaniu z przedstawicielami Światowej Rady Kościołów (Gość.pl). A ja się pytam: jeśli tak bardzo pragną jedności, to dlaczego tak mało czynią, by ją osiągnąć? Droga do jedności w zasadzie jest prosta, a problemem jest "tylko" wizja jedności.

Jedność chrześcijan może opierać się tylko na bazie Prawdy, na bazie Ewangelii. Nie ma innej drogi do jedności, jak tylko Słowo Boże i naprostowywanie do niego swoich nauk, odrzucenia tego, co nie jest zgodne ze Słowem Bożym i czerpania z jednego, doskonałego i czystego źródła Ewangelii. U tego źródła jest "miejsce" spotkania, przy którym zgromadziło się wielu chrześcijan i każdy jest tam mile widziany. Tym, którzy tam doszli jest w tym "miejscu" tak dobrze, tak "błogo", że pragną, by przyszło jak najwięcej kolejnych. Wielu ludzi niesie jednak w sobie wielki ładunek, który nie mieści się na drodze, która prowadzi na to "miejsce" spotkania. To bagaż przekonań, wierzeń i praktyk (własnych lub narzuconych / nakazanych), nauk ludzkich (niektóre dziś są już tak stare, że mylnie uważa się je za "apostolskie", niektóre nowe przedstawiane jako "prastare" i "apostolskie", niektóre zaś - tak w katolicyzmie, jak i w protestantyzmie - są zupełnie nowomodne) i zwyczajów przejętych po przodkach i kultywowanych bez zastanowienia i choćby próby spojrzenia na nie przez pryzmat Słowa Bożego. To wszystko trzeba zostawić, jeśli chce się dojść do tego "miejsca" spotkania "u źródła", i po prostu pójść za Jezusem.

Nie jestem człowiekiem naiwnym i wiem doskonale zarówno to, jak Kościół katolicki rozumie "jedność", jak również to, że to własny Kościół katolicy i ich przywódcy uważają za "ciało Chrystusa". "Jedność" - czego wcale nie kryją - ma polegać na tym, by wszyscy inni powracali do niego. Należę do Kościoła Chrystusowego, pierwotnego, prawdziwie powszechnego, istniejącego od 2000 lat. Początek Kościoła katolickiego - instytucji religijnej - to IV wiek. Wówczas pojawia się papiestwo i stopniowo także typowo katolickie nauki i praktyki. Kto więc gdzie powinien powracać? Trzeba tylko wracać do źródła, do Ewangelii, a tam znajdziemy jedność!

czwartek, 6 marca 2014

Czy modlitwa ma sens?

"Wielką moc posiada usilna modlitwa sprawiedliwego" (List Jakuba 5, 16)
Tymi słowami obudził mnie Pan przed kilkoma dniami... Obudził mnie bardzo dosłownie, gdyż "ni z tego ni z owego" po prostu mi się przyśniły o świcie i we śnie zacząłem je rozważać. Sen, oczywiście zaraz uleciał. Obudziłem się w realnym świecie - mniej więcej o 4.00 nad ranem - i rozmyślałem dalej. Słowa te wracały do mnie praktycznie przez cały dzień. Dlaczego? Być może dlatego, że w ostatnim czasie tak często słyszałem od wielu ludzi, że modlitwa nie ma sensu, że zamiast się modlić, lepiej jest zrobić coś konkretnego dla ludzi. Trudno mi pojąć ludzi, którzy uważają, że chrześcijanie mogliby robić więcej dobrego, gdyby... "przestali tracić czas na modlitwę". Gdziekolwiek się coś dzieje na świecie, możemy zobaczyć od razu chrześcijan "na pierwszej linii frontu" - niosących pomoc, wsparcie, pociechę. Gdy gdzieś są trzęsienie ziemi, gdy gdzieś się toczą wojny, lub - jak ostatnio na Ukrainie - dochodzi do rewolucji i walk ulicznych... Wszędzie można spotkać chrześcijan, którzy modlą się, opatrują rany, obejmują płaczących, płaczą nad zabitymi, rozdają jedzenie, koce, namioty - co gdzie aktualnie jest potrzebne. Jeśli tak działają, to dzięki temu, że są zakorzenieni w Bogu, karmią się Słowem Bożym i modlą się. Modlitwę można przyrównać do krwi - tak, jak krew utrzymuje życie ciała, tak modlitwa utrzymuje nasze życie duchowe. Nie ma chrześcijanina, bez modlitwy i nie byłoby tak wielkiego zaangażowania charytatywnego chrześcijan, gdyby nie modlitwa.

Czyny - dobro, które możemy ofiarować innym - są bez wątpienia ważne, ale dla Boga mają znaczenie tylko wówczas, gdy wynikają z wiary. Dobre uczynki - innymi słowy: okazywanie miłosierdzia - są ważnym elementem i świadectwem naszej wiary. "Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem. Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże? Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie. (...) Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary" (List Jakuba 2, 13 - 17 i 24). Dzięki uczynkom nijak nie możemy być zbawieni, ale one są owocem wiary, która nas zbawia. A nie ma wiary, tam gdzie nie ma modlitwy! Jakże więc ktoś może mówić, że czyny są bardziej potrzebne, niż modlitwa?

Odpowiedzialność

"Nie wolno ci mordować" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" 20, 13 - tłum. Tora Pardes Lauder)
Bardzo podoba mi się najnowsza prowokacja kogoś / czegoś, kto / co kryje się pod nazwą "Ruch Higieny Moralnej". Cenię sobie mądre i dające do myślenia akcje prowokacyjne, a jeśli do tego jest odrobina humoru, to tym lepiej.

Seks nie jest dla ludzkiej rozrywki. Słowo Boże mówi: "A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną..." (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 1, 26 - 28 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"). I temu służy współżycie seksualne. A że Bóg dodał do niego też przyjemność dla człowieka, to chyba po to, by realizacja Bożego błogosławieństwa, będącego zarazem poleceniem była realizowana z radością, i by ziemia zapełniała się ludźmi. 

Niestety, wielu ludzi traktuje seks jako rozrywkę, jako chwilę przyjemności - lekceważąc sobie całkowicie instrukcje życiowe i moralne Stworzyciela, niezgodnie z przeznaczeniem tej funkcji naszych ciał. Współżycie, oczywiście, nie zawsze prowadzi do zapłodnienia i... Słowo Boże wcale na nas nie nakłada takiego obowiązku. Bóg dał człowiekowi rozum, a człowiek, który używa rozumu, potrafi zapanować nad żądzami, a dzięki wiedzy także nad rozmnażaniem. Człowiek rozumny jest także odpowiedzialny i powinien zdawać sobie sprawę z konsekwencji własnych czynów. Odpowiedzialność jest jednym z przejawów mentalnej dojrzałości. Bóg dał człowiekowi seks i powiedział, jak go używać, a szatan poprowadził człowieka w otchłań grzechu, dał rozwiązłość i podpowiedział jak radzić sobie z "problemem", który może się wskutek tego pojawić.