czwartek, 13 lutego 2014

The Hope Singers w Polsce

"Ziarno Prawdy" - wspaniałe mennonickie czasopismo wydawane przez Fundację "Dziedzictwo", działającą w Polsce w ramach misji mennonickiej - trafia do mojej skrzynki pocztowej od pierwszego miesiąca, gdy się pojawiło. W 2010 roku zamieszczono w nim informację o koncertach mennonickiego chóru The Hope Singers. O chórze nigdy wcześniej nie słyszałem, więc zdawałem sobie sprawę z tego, że nie jest to jakiś znany zespół, lecz bardzo pociągał mnie fakt, że są oni mennonitami. Mennonici bowiem są głęboko wpisani w dzieje ewangelicznego chrześcijaństwa i... także historię naszego kraju, choć na długo z niego zniknęli. Ich "duchowe pochodzenie" było dla mnie najsilniejszym "magnesem" - ewentualne doznania artystyczne nie były dla mnie tak istotne. Chciałem ich posłuchać, ale przede wszystkim POZNAĆ!

Jadąc na koncert nie miałem wielkich oczekiwań - liczyłem na to, że chór okaże się "przyzwoity" i że będzie to czas błogosławieństwa i duchowego "relaksu", oderwania od codziennych trosk i zajęć. I tak było, a chór okazał się być wcale nie "przyzwoitym", ale BARDZO DOBRYM! Nie obyło się wówczas bez drobnych problemów. Gdy chór śpiewał piękną pieśń "an uncloudy day" ("bezchmurny dzień") nad nami solidnie grzmiało i lały się z nieba strumienie wody. Burza wyłączyła nam też na dłuższy czas prąd w kaplicy. Było... PIĘKNIE! Miłą niespodzianką było, gdy chór śpiewał także po polsku - choć trzeba było się wsłuchać, żeby zrozumieć. Wielkim zaskoczeniem była zaś zaśpiewana przez chór kolęda - zwłaszcza, że był to... sierpień!  Serce poruszyło zaś szczególnie przepiękne wykonanie "Barki". Jakież było moje zdumienie, gdy dowiedziałem się, że chór w zasadzie... nie istnieje, lecz POJAWIA SIĘ. Dyrygent zespołu, Lloyd Kauffman, gromadzi ich - utalentowaną mennonicką młodzież - co dwa lata, by wspólnie przyjechać do Polski. Każdy z chórzystów ćwiczy indywidualnie, a dopiero po przyjeździe do Polski mają kilka dni wspólnych prób i ruszają w trasę.

Po tym pierwszym spotkaniu długo jeszcze nuciłem sobie usłyszane hymny, wracając do domu, skacząc i omijając kałuże. Gdy w 2012 roku chór miał ponownie wystąpić w tym samym miejscu, wówczas już nic nie mogło mnie zatrzymać. Było tak samo cudownie, a po koncercie pojawiła się myśl: "A gdyby tak następnym razem u nas?" W chwili obecnej trwają przygotowania do trasy A.D. 2014. Jest już ustalony repertuar - bardzo atrakcyjny! - i trwają rozmowy, by to marzenie sprzed 1,5 roku za kolejne pół roku mogło się spełnić. I bardzo proszę braci i siostry o modlitwę w tej sprawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz