czwartek, 13 lutego 2014

Miłość - droga do lepszego świata

"Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie. A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Mateusza 22, 7 - 9)
Trzeba uczciwie przyznać, że nawet my, chrześcijanie mamy problem z tą miłością, że czasem brakuje jej w naszym życiu, w naszych relacjach z innymi, w naszym sposobie działania. Choć mówimy o sobie: "chrześcijanie", i że "naśladujemy Chrystusa", "idziemy za Chrystusem", to... idziemy za Nim "kulawo", a czasem wchodzimy w rowy i chaszcze. Gdy kiedyś, robiąc wywiad dla jednej z gazetek młodzieżowych, zapytałem Krzysztofa Krawczyka o jego nawrócenie, on odpowiedział mi, że on każdego dnia musi się nawracać. Wielu ewangelicznych chrześcijan na takie słowa by głośno zaprotestowało, bowiem są przekonani, że nawrócić się można tylko raz - do Boga i Biblii, ale mój rozmówca miał wiele racji, bowiem nawet znając Pana  każdego dnia gdzieś "odchylamy się od pionu" i powinniśmy do niego równać. Biblię mamy nie tylko po to, by pouczać innych, lecz by przede wszystkim naprostowywać siebie, i uczyć się pokory. My nie mamy ciągnąc innych do doskonałości,m lecz powinniśmy doskonalić własne serce a innym tylko wskazywać drogę.

I druga myśl - od której tak naprawdę zacząłem dziś rozważać to słowo. Są w naszym społeczeństwie ludzie, którzy z ogromną zaciętością zwalczają chrześcijaństwo, sami nie wierzą i kpią z wiary innych, są przeciwni każdej chrześcijańskiej inicjatywie. Przeszkadza im ogromnie to, że inni wierzą i modlą się, że kochają Boga, że chcą tą miłość okazywać, że chcą mówić światu o tym, że życie może być piękne, o grzechu i o zbawieniu, że jest Ktoś, kto nas miłuje, że nasze życie wymaga naprawy i że jest Ktoś, kto chce się tym, zająć... Przeszkadza im nawet radość i świętowanie - właśnie dziś przeczytałem kpiny z "Marszu dla Jezusa", że "po co", że "lepiej zostać w domu", albo "zabawić się"... Bo co? Bo "Boga nie ma", bo "Jezus jest zmyśloną postacią" (wielu tak uważa - wbrew jasnym świadectwom historycznym). "Marsz dla krasnoludków" by pewnie niektórzy poparli, jako interesujący festyn, ale nie "Marsz dla Jezusa". Tacy ludzie wyliczają grzechy Kościoła (rzadko są przy tym zdolni rozróżnić pomiędzy Kościołem Chrystusowym - rzeczywistością Boga i człowieka, a Kościołem katolickim - instytucją), a gdy widzą ludzi rozmodlonych, na kolanach, są gotowi nazwać ich "oszołomami" i "dewotami". Nie jesteśmy doskonali i "kulejemy" idąc za Jezusem - ale gdybyśmy nawet szli marszowym, równym krokiem, i tak się nie spodobamy.

Wielu ludzi żyje  w przekonaniu, że to ludzie sami sobie wymyślili Boga i są przekonani, że modląc się i czytając Biblię tylko traci się czas. Przeważnie nie znają oni w ogóle Słowa Bożego, bo sięgnięcie po nie nie ma dla nich sensu, skoro "Boga nie ma". Nie mają czasu, by poczytać, co jest zawarte w Biblii, ale chętnie i wiele mówią o wszelkich nieprawościach - czy to rzeczywistych, czy tylko zmyślonych - jakie można zarzucić chrześcijanom. Nikt z nich jakoś nie dostrzega prostego faktu, że gdyby każdy człowiek na tym świecie żył tak, jak nauczał Jezus - "Będziesz miłował Pana Boga swego a bliźniego swego jak siebie samego" (że posłużę się formą z katolickiego katechizmu dla dzieci) - to ten świat byłby doprawdy cudownym miejscem! Można by przejść spokojnie ulicą o każdej porze dnia i nocy. Nie trzeba by było zamykać mieszkań, ani montować dodatkowych zamków, wzmocnionych drzwi, domofonów, alarmów i kamer. Nie trzeba by było martwić się, że w tłoku, ktoś sięgnie nam do kieszeni po nasz portfel czy telefon. Nie trzeba by się obawiać, czy ktoś nie zgwałci na dyskotece naszej córki, lub czy pijany kierowca nie rozjedzie nam dziecka. Gdyby na świecie żyli sami ludzie posłuszni Bogu, nie była by potrzebna ani policja ani wojsko!

Jeśli martwimy się o takie sprawy i zabiegamy o bezpieczeństwo, to dlatego, że wśród nas są ludzie, którzy za nic mają Boga i Boże zasady zawarte w przykazaniach! Całe zło tego świata bierze się z nieposłuszeństwa Bogu i z pozbawienia go autorytetu. Jeśli ktoś mówi, że chce lepszego świata, bezpieczeństwa i pokoju, a jest przeciwko Bogu i kpi z Ewangelii, to tym samym przyczynia się do utrwalenia złej kondycji tego świata, a nawet pogorszenia. Bez Boga i posłuszeństwa Bogu nie ma nadziei na lepszy świat! Jeśli pragniemy lepszego - bezpieczniejszego i sprawiedliwszego - świata, to najpierw trzeba uklęknąć przed Bogiem i pochylić si nad Słowem Bożym, bo właśnie te słowa "będziesz miłował..." pokazują nam DROGĘ! To droga zarówno do "lepszego świata" doczesnego, choć na nim zło zawsze będzie, jak i tego nowego świata, na którym nie będzie już żadnego zła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz