piątek, 28 lutego 2014

Jedność - na fundamencie Ewangelii

"Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju: jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich." (List do Efezjan 4, 1 - 6)
W ostatnich dniach "przebojem internetu" stało się papieskie przesłanie do uczestników zgromadzenia zorganizowanego przez charyzmatycznego amerykańskiego teleewangelistę Kennetha Copelanda. Nagrane zostało przez anglikańskiego (episkopalnego) biskupa, którego słowa cytuje "Gość Niedzielny": "Jak może istnieć kościół protestancki, skoro protest Lutra się skończył? Czas abyśmy stali się katolikami". Katolicy bardzo często nawołują do jedności - ma być to jednak jedność bardzo konkretna, w Kościele katolickim. Kościół katolicki uprawia przy tym aktywny prozelityzm, podczas gdy za to potępiane są przez duchownych katolickich Kościoły ewangeliczne ("dobrze, gdy Kali ukraść krowę, źle gdy Kalemu ukraść krowę"?). Watykan umiejętnie wykorzystał w ostatnich latach kryzys w Kościele anglikańskim, przeciągając duchownych i wiernych, tworząc dla nich specjalny "ordynariat". Teraz na celowniku znaleźli się charyzmatycy. Nie zdziwiłbym się, gdyby w najbliższym czasie Watykan i dla nich utworzył jakiś "ordynariat" i zachęcał do przejścia.

Tym, co mnie zastanawia jest fakt, że jak dotąd wielu katolików naigrywało się z Kościołów ewangelicznych, pokazując szaleństwa niektórych "charyzmatyków" i krytykując "ewangelię sukcesu". W tym osądzie całego chrześcijaństwa ewangelicznego na podstawie tych wynaturzeń, nie przeszkadzał wcale fakt, że większość ewangelicznych chrześcijan się od tego odcina i nazywa zwiedzeniem. Teraz czytam zaś słowa pełne nadziei na zjednoczenie i nikt jakoś nie widzi tego, że Kenneth Copeland to nie tradycyjny, stateczny zielonoświątkowiec, lecz właśnie reprezentant ruchu charyzmańskiego, nie charyzmatycznego, i "ewangelii sukcesu"! Czyżby to nagle przestało być ważne, gdy pojawiła się nadzieja, że może on poprowadzi swych sympatyków do Kościoła katolickiego? Myślę, że słuszne jest spostrzeżenie sceptyków, że wielu charyzmatyków ma skłonności do jednania się z Kościołem katolickim, do wspólnego przeżywania uniesień i całkowitego ignorowania poważnych rozbieżności pomiędzy naukami i praktykami katolickimi, a Biblią.

Osobiście widzę w tym poważne wpływy "new age" - którym ulegają tak samo katolicy, jak i protestanci (bardzo silne są wpływy new age właśnie w ruchach neocharyzmatycznych, charyzmańskich!) - w którym już dawno rozmyły się różnice wiar, a wszystko opiera się na "duchu" (i to wcale nie świętym!) i przeżywaniu. Na naszych oczach powstaje coś, dla czego podbudową będzie katolicyzm, ale będzie w gruncie rzeczy całkowicie nowym systemem religijnym - systemem, w którym pojawi się fałszywy "mesjasz". Ten nowy system zapewne będzie nazywał się "katolickim", a nade wszystko "chrześcijańskim" i będzie ukazywany jako "prawdziwe chrześcijaństwo" (katolicy zresztą własnemu Kościołowi to właśnie przypisują). Będzie coraz szerzej otwierał się także na inne religie. Już w chwili obecnej w katolicyzmie widzimy zadziwiające otwarcie na islam (obchodzony jest "dzień islamu", islam nie jest traktowany jako religia pogańska, lecz jako "braterska") i buddyzm (praktyki buddyjskie pojawiły się w niektórych klasztorach katolickich). Także na inne religie bałwochwalcze - że wspomnę spotkanie w Asyżu w 1985 roku i pogrzeb Matki Teresy z Kalkuty w 1997, na którym także poganom dozwolono modlić się do swoich bóstw. Nie mam wątpliwości, że nurt ten jest coraz mocniejszy i że znajdzie się w nim także wielu protestanckich "hipercharyzmatyków". I będą wielkie naciski także na resztę chrześcijan, by również się do niego przyłączyli. Może dojść nawet do prześladowań. Już dziś słychać słowa potępienia, gdy poszczególni chrześcijanie, zbory czy Kościoły nie są "dostatecznie ekumeniczne". Mówi się: "nie jesteście posłuszni Chrystusowi, skoro nie dążycie do jedności!" a te naciski będą się z czasem nasilać.

Wróćmy do zacytowanego na wstępie fragmentu listu apostoła Pawła. Być może odnosi się on do jakiegoś konkretnego problemu, z jakim zmagał się Kościół w Efezie, a może było to proste pouczenie dotyczące życia chrześcijańskiego - nie sposób dziś tego określić. Natomiast słowa te w sposób bardzo jednoznaczny są dla nas wskazówką na czym zbudowana ma być jedność między chrześcijanami: "jedno ciało i jeden Duch, (...) jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi..." Nie wątpię w to, że tak ewangeliczny chrześcijan, jak katolik i prawosławny zwracają się do jednego i tego samego Boga. Czytamy tę samą Biblię - chociaż w katolicyzmie i prawosławiu do kanonu Starego Testamentu dodano księgi. Lecz czy możemy mówić o "jednej wierze", skoro my opieramy się na czystym Słowie Bożym, a w katolicyzmie i prawosławiu są tradycje i dogmaty? Czy może być jedna wiara tych, którzy wierzą w "soli Deo gloria" ("tylko Bogu chwała") i tych, którzy oddają cześć "Maryi" i "świętym", obrazom i relikwiom? Czy mamy "jeden chrzest", skoro w Biblii czytamy o chrzcie na wyznanie wiary i taki jest praktykowany, a inni chrzczą dzieci bez wyznania, bez wiary? Można mieć też wątpliwości co do "jednego Pana" - z powodu katolickich przekonań o formie Jego obecności pośród nas. Nie sądzę, by można było budować na tym jakąkolwiek jedność - to, co możemy zbudować to tylko pewne porozumienie i przyjaźń. Nie może być jedności przy tak poważnych rozbieżnościach. Nie powinniśmy nawet łatać na siłę tych dziur. 

Jesteśmy powołani do jedności - wokół Chrystusa i na fundamencie Ewangelii. Możemy spotykać się, modlić razem, dyskutować, ale nie wolno nam zejść z tego fundamentu. Wszystko, co robimy, musimy robić na nim! Tymczasem jesteśmy zachęcani, by jedności szukać poza tą podstawą, by szukać innego podparcia dla naszej wiary. Wiara w jednego i tego samego Boga daje nam pewną płaszczyznę dialogu, lecz nie wystarcza do jedności. Bóg zachęca nas do zachowywania jedności, ale pod pewnymi warunkami, a nie za wszelką cenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz