niedziela, 9 lutego 2014

Czy Biblia mówi nam o mszach świętych?

"Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach" (Dzieje Apostolskie 2, 41 - 42)
Nie opieram swojej wiary na sprzeciwie wobec Kościoła katolickiego - nie unikam jednak ani rozmów z katolikami, ani konfrontacji poglądów. Nie tak dawno na jednym z serwisów społecznościowych odbyła się dość mocna wymiana zdań na temat ekumenizmu i tego, co w ruch ekumeniczny wnoszą ewangeliczni chrześcijanie. Z wypowiedzi katolików wynikało, że ich zdaniem protestantyzm nie ma nic do zaoferowania ani katolicyzmowi - wyraźnie zapomniano o tym, że np. ruch oazowy, Odnowa w Duchu Świętym i Koinonia "Jan Chrzciciel" czerpią z ruchu zielonoświątkowego! - ani też... Bogu, że w Kościele katolickim jest "pełnia" a u protestantów... "pustka". W końcu ktoś położył "koronę" na ten cały osąd, stwierdzając: "protestanci odrzucają wiarę w ofiarę Mszy św., nie składają ofiary Baranka Bożego", co ma być rzekomo (!) "oczywistym" obrazem duchowego zubożenia / spłycenia w protestantyzmie.

O mszy

To, oczywiście jest prawdą: w zborach chrześcijańskich nie odprawia się mszy (choć początkowo w kościołach reformowanych używano tego określenia). Nie ma uroczystych liturgii, ani specjalnych strojów liturgicznych. Nie ma "kapłanów" w ornatach unoszących kielich z winem i patenę z chlebem. Jest jednak i chleb i wino, gdyż takie było postanowienie Pana naszego - jak często, to już zależy od zwyczajów danego zboru. Nie ma jednak "przeistoczenia", bo chleb i wino nie stają się Bogiem., przekonania, że jest to rzeczywiste ciało  krew Chrystusa, ani że jest to "ofiara Krzyża". Nie odprawiamy  mszy z tego prostego powodu, że... Jezus nie polecił sprawować żadnych nadzwyczajnych liturgii i w żadnej Ewangelii, w Dziejach Apostolskich ani w listach nie mamy najdrobniejszej choćby wzmianki o mszach!

Przez wiele lat swego życia byłem katolikiem i wiem dokładnie czym jest msza dla katolika, znam dość dokładnie doktryny z nią związane i nawet próby uzasadnienia biblijnego. Ks. prof. Franciszek Spirago pisał przed laty o mszy z (przesadnym) uniesieniem: "Msza św. jest w stosunku do innych nabożeństw podobnie jak brylant kosztowny do otaczającego oprawy (Hurter). Jest ona jeziorem, w którym zbierają się strumienie łask ofiary krzyżowej i spływają zeń na ludzkość przez upusty Sakramentów świętych..." Katechizm Kościoła Katolickiego: "Msza święta jest równocześnie i nierozerwalnie pamiątką ofiarną, w której przedłuża się ofiara Krzyża, i świętą ucztą Komunii w Ciele i Krwi Pana. Sprawowanie Ofiary eucharystycznej jest nastawione na wewnętrzne zjednoczenie wiernych z Chrystusem przez Komunię. Przystępować do Komunii świętej oznacza przyjmować samego Chrystusa, który ofiarował się za nas" (KKK 1382). Msza sama w sobie jest dla katolików tak wielką "świętością", że samo pisanie słowa "msza" a nie "Msza", czy "eucharystia" a nie "Eucharystia" bywa traktowane jako co najmniej niewłaściwe - choć słowo to nie jest nazwą własną - tak samo, jak określanie jej jako... "nabożeństwo". Ludziom przykazano wierzyć, że chleb staje się ciałem, a wino krwią i że jest to ta sama ofiara, która się dokonała na Golgocie, a nakaz ten tak obwarowano przekleństwami, że wielu ludzi z samego strachu przed piekłem bało się myśleć, że może być inaczej. Wielu też w przeszłości straciło życie za to, że nauki te zakwestionowali!

Zajrzyjmy do "Wieczernika"

Duchowni katoliccy twierdzą, że pierwszą mszę odprawił w "Wieczerniku" sam Jezus Chrystus, lecz była to tylko świąteczna wieczerza i sam Jezus nie traktował tego inaczej: "Gorąco pragnąłem spożyć tę wieczerzę paschalną z wami przed moją męką..." (Ewangelia Łukasza 22, 15). Jezus ani nie zapowiada żadnej liturgii, ani nie sprawuje - wyjątkowość tego zgromadzenia podkreślając jedynie zapowiedzią nadchodzącej męki i śmierci. Jezus w ogóle nie jest formalistą - On po prostu zasiadł z uczniami do stołu. Jedzono, pito i rozmawiano, jak to zwykle bywa przy stole. Tym, co czyniło tą wieczerzę odmienną, było zachowanie Jezusa: "I wziąwszy chleb, i podziękowawszy, łamał i dawał im, mówiąc: To jest ciało moje, które się za was daje; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich, gdy było po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich, to nowe przymierze we krwi mojej, która się za was wylewa" (Ewangelia Łukasza 22, 19 - 20).

Łukasz nie przytacza jednego bardzo istotnego zdania, jakie zaraz potem wypowiada Jezus: "Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego" (Ewangelia Mateusza 26, 29 i podobnie Ewangelia Marka 14, 25) - Jezus w sposób oczywisty odnosi się tu do kielicha, który przed chwilą wzniósł i... wino nazywa winem. Tak samo w zacytowanym na wstępie fragmencie Dziejów Apostolskich wino jest nazywane winem, a chleb chlebem. Gdy więc apostoł Paweł pisze: "Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie. Przeto, ktokolwiek by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winien będzie ciała i krwi Pańskiej. Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije" (1. List do Koryntian 11, 26 - 29) pisze o wymiarze duchowym, a nie materialnym chleba i wina.

Katolicy powołują się na jeszcze inny fragment Słowa Bożego: "Ja jestem chlebem żywota. (...) Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata" (Ewangelia Jana 6, 48 i 51), lecz ma on całkowicie inne znaczenie. Jezus w swej wypowiedzi za chwilę wprost zaprzecza idei transsubstancjacji i spożywania przez wiernych jego prawdziwego ciała i krwi! Pisałem  tym niedawno w artykule "Jak spożywać 'Chleb Życia'?"

Ta sama ofiara?

Katolicy zdają się nie dostrzegać pewnego absurdu. Otóż po pierwsze Kościół katolicki naucza, że "Chrystus w Wieczerniku ustanowił eucharystię". Chleb jest traktowany jako rzeczywiste ciało Chrystusa a wino jako jego rzeczywista krew.  Wniosek: Chrystus w Wieczerniku uczynił chleb swoim ciałem, w którym wciąż jeszcze żył, a wino swoją krwią, która wciąż jeszcze płynęła w jego żyłach! Co więcej: dał uczniom to ciało, by je spożywali i tą krew, by ją pili. Jeśli więc rozumieć słowa: "to jest ciało moje", "to jest moja krew" tak dosłownie, jak nakazuje Kościół katolicki, to scena ta przestaje być wzniosła i mistyczna, a staje się zdecydowanie makabryczna, niczym z marnego horroru. Tylko i wyłącznie uznanie słów Chrystusa "to jest ciało moje", "to jest moja krew" jako symboliczne ratuje nas przed tą okropną i absurdalną wizją! Warto też zwrócić uwagę na fakt, że uczniowie zdają się rozumieć słowa Chrystusa i nie zadają żadnych pytań. Pamiętali bowiem to, co już kiedyś im powiedział: "Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. (...) Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem..." (Ewangelia Jana 6, 56 i 63) i pojmowali symbolikę tych słów.

Kościół katolicki naucza, że msza / eucharystia jest "przedłużeniem ofiary Krzyża", czyli innymi słowy, że "jest to ta sama ofiara, którą Jezus złożył na krzyżu na Golgocie". Jeśli w rękach kapłana na ołtarzu dokonuje się to samo, co stało się na Golgocie, a jednocześnie kapłan naśladuje Chrystusa ze sceny w Wieczerniku, to... mamy kolejny absurd! Okazuje się bowiem, że... Chrystus w "Wieczerniku" sprawował ofiarę, której jeszcze nie złożył, "przedłużał" coś, co się jeszcze nie rozpoczęło! Jest to w sposób oczywisty nielogiczne. Równocześnie przekonanie, że ofiara Chrystusa trwa / jest wciąż i wciąż ponawiana na katolickich ołtarzach jest sprzeczne z tym, co mówi Słowo Boże: "A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha" (Ewangelia Jana 19, 30) "Tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują" (List do Hebrajczyków 9, 28), "Takiego to przystało nam mieć arcykapłana, świętego, niewinnego, nieskalanego, odłączonego od grzeszników i wywyższonego nad niebiosa; który nie musi codziennie, jak inni arcykapłani, składać ofiar najpierw za własne grzechy, następnie za grzechy ludu; uczynił to bowiem raz na zawsze, gdy ofiarował samego siebe" (List do Hebrajczyk 7, 26 - 27). Chrystus cierpiał za nasze grzechu i raz za nie umarł i zmartwychwstał, i żyje! Jezus zwrócił się do Jana w wizji: "Nie lękaj się, Jam jest pierwszy i ostatni, i żyjący. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków..." (Apokalipsa 1, 17 - 18) "Jestem żyjący", mówi Pan, a nie "wiecznie konający"! "Żyję na wieki", mówi Pan, a nie każdego dnia wciąż umieram!  On nie pozostał wiecznie cierpiący na krzyżu!

Ostatnia wątpliwość

Pozostaje jeszcze jedna bardzo poważna wątpliwość związana z celebracją mszy. "W tej to Ofierze [mszy] sami wierni, zespoleni wspólnym pragnieniem woli i modlitwą, ofiarują przez ręce kapłana Bogu Przedwiecznemu niepokalanego Baranka, który obecnym się staje na ołtarzu jedynie mocą głosu tegoż kapłana, jako najmilszą Bogu ofiarę chwały i przebłagania, dla osiągnięcia tego, co jest Kościołowi niezbędnie potrzebne" (Pius XII, encyklika "Mystici Corpris Christi", 81) Tymczasem Jezus mówi: "Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (Ewangelia Jana 10, 17–18). Przekonanie, że człowiek może składać w ofierze Jezusa jest wielkim błędem, a nawet (waham się z użyciem tego słowa, bo jest ono ostre) bluźnierstwem. Jakże człowiek może składać w ofierze Bogu-Ojcu Boga-Syna? Żeby to robić, my byśmy musieli mieć władzę nad Bogiem! Choć Kościół katolicki naucza, że kapłani katoliccy... mają władzę nad Bogiem i nawet mogą Boga stwarzać swym słowem na ołtarzu ("święty" Augustyn), nie jest to prawdą. To On ma władzę nad nami. Ani kapłan a ni nikt nie może "ściągnąć" Boga na ołtarz, ani dokonać ofiarowania - jest to sprzeczne ze Słowem Bożym!
*****

W Kościołach ewangelicznych nie odprawia się mszy, nie składa się ofiar, nie wierzy się, że chleb jest rzeczywiście ciałem Chrystusa a wino jego krwią, gdyż ani apostołowie, ani pierwsi chrześcijanie tego nie praktykowali i w to nie wierzyli. Nie mieli oni też liturgii, bogatej oprawy, wspaniałych świątyń - te nieliczne urywki, jakie mówią nam o ich nabożeństwach, są świadectwem wielkiej prostoty. I tak jest to praktykowane w zborach ewangelicznych - poza obecnością Żywego Pana niczego więcej nie potrzeba!

2 komentarze:

  1. Prawie wszystko prawda. Jednak NT to tylko wyrywek spisanej historii Kościoła. Pierwsi chrześcijanie traktowali chleb i wino jako Ciało i Krew Pańską, ale nie dokonywali rytuału 'przeistoczenia" - czyli, że na głos kapłana chleb i wino się przemieniają. Nie budowali "świątyń" bo nie było wolno w tamtym czasie budować budowli/ świątyń innych niż pogańskie. Początkowo spotykano się więc po domach i w synagogach (czyli jednak świątyniach). Co jest minusem ewangelicznych chrześcijan to to - że odrzucają pisma najstarszych, wspaniałych, pierwszych wczesnych pisarzy chrześcijańskich - tzw. Ojców Kościoła i Ojców Apostolskich (Polikarp ze Smyrny, Ignacy Antiocheński, Klemens Rzymski, Papiasz i wielu innych), którzy żyli bezpośrednio po czasach apostolskich (przełom I i II w.). Niektórzy z nich byli bezpośrednimi uczniami Apostołów. Odrzucanie ich pism, ich świadectwa wiary a uznawanie za bardziej wiarygodne nauki Lutra który żył 1500 lat po Apostołach - jest absurdalne. To tak jakby uważać, że kościół popadł od razu w odstępstwo po śmierci Apostołów, a jest to urąganie Duchowi Św., który ten kościół prowadzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że NT jest tylko fragmentem dziejów Kościoła - natomiast mamy w nim wszystko, co jest fundamentem życia duchowego, pobożności, Bożym poleceniem co do naszego życia i kultu. Pierwsi chrześcijanie traktowali chleb i wino jako ciało i krew Pana, lecz wyłącznie symbolicznie, bo nawet on sam wcześniej mówił, by nie traktować tych słów dosłownie. Nie budowali "świątyń", bowiem nie były one potrzebne - jedną jedyną Świątynię, jaka była (synagogi nigdy nie były "świątyniami", lecz damami modlitwy) Bóg opuścił i pozwolił, by została zburzona. Pisma pozabiblijne są pewnym świadectwem czasów i osobistych przekonań tych, którzy je spisywali, natomiast nie mogą być żadnym fundamentem dla wiary. Już w czasach apostolskich rodziły się błędy - świadectwo o tym znajdujemy nawet w Listach, a w II i III wieku było ich już wiele, nie mówiąc nawet o tym, co działo się w IV wieku: pojawienie się papiestwa (władzy centralnej) i wielu praktyk zgoła pogańskich. Mamy z tych czasów ciekawe dokumenty, ale z drugiej strony jest w nich wiele błędów, a nawet wierutnych bzdur, co czyni je bez wartości dla wiary. Ciekawostka: były one dobrze znane Reformatorom, którzy do nich się odnosili w swych naukach. U Kalwina np. mamy wiele z nauk Augustyna (fakt - to aż IV wiek), w tym od niego pochodziła największa bzdura o predestynacji. Pisma pozabiblijne możemy traktować tylko jako dokumenty czasów i myśli, lecz nie jako podstawę wiary. To, jak wierzymy musi być całkowicie zgodne ze Słowem Bożym - inne rzeczy możemy wprowadzać, o ile nie są z nim sprzeczne, lecz nie możemy ich narzucać. Bóg nie stworzył skomplikowanego systemu religijnego - prawdziwe chrześcijaństwo to w gruncie rzeczy ogromna prostota!

      Usuń