piątek, 24 stycznia 2014

Wolność do wiary i do niewiary

W ostatnich miesiącach głośno było o Jerzym R. - byłym pacjencie jednego ze szczecińskich szpitali. Po wykonanej operacji był on utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Gdy na oddziale pojawił się katolicki ksiądz - kapelan szpitalny - pielęgniarka skierowała go do nieprzytomnego pacjenta, udzielając informacji o jego ciężki stanie, teoretycznym (!) "zagrożeniu życia" - choć tego typu informacje nie powinny być udzielane osobom postronnym, nie będącym krewnymi, ani osobami upoważnionymi przez pacjenta do ich pozyskiwania. Kapelan zaś samowolnie (!) udzielił "sakramentu" namaszczenia, nie mając na to zgody chorego, ani jego rodziny, ani nie wiedząc kim jest chory. Tymczasem pan ten okazał się być ateistą. Gdy jego stan poprawił się, i zapoznał się ze szpitalną dokumentacją - w której odnotowano fakt udzielenia mu "sakramentu" - mocno się zdenerwował. Postanowił pozwać szpital i domagać się odszkodowania w wysokości 90.000 złotych. Przegrał. odwołał się do Sądu Najwyższego i ten nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. I znów przegrał.

Antyświadectwo

Gdy sprawa stałą się "głośna", w katolickich mediach zawrzało. Bez cienia przesady można powiedzieć: każde pismo religijne i każdy katolicki serwis internetowy słał na niego gromy. Krzyczano o "kolejnym bezczelnym ataku na Kościół", o "próbie wyłudzenia pieniędzy", o "prześladowaniu Kościoła". W komentarzach i wypowiedziach na forach już nawet nie gromy leciały, lecz... "wylewano kubły pomyj", padały obrzydliwe wyzwiska i pomówienia. Patrząc na te reakcje "duchownych" i "świeckich" czułem tylko coraz większy niesmak i zażenowanie. Nie jestem w stanie znaleźć żadnej katolickiej publikacji czy katolickiego głosu w tej sprawie, który byłby zgodny z tym, czego nauczał Jezus Chrystus: "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Marka 12, 31)! Brak zrozumienia i szacunku, nie mówiąc już nawet o zwykłym słowie: "Przepraszamy!", które z pewnością powinno było paść, jako absolutne minimum, w reakcji Kościoła katolickiego! Usprawiedliwiano a to księdza, że w przypadku zagrożenia życia ludzkiego miał nie tylko "prawo", ale nawet "obowiązek" dokonać obrzędu! Namaszczeniu przypisano zaś moc uzdrowienia, stwierdzając, że być może dzięki niemu żyje i wraca do zdrowia - z niego samego robiąc nie tylko wyłudzacza i awanturnika, ale także niewdzięcznika.

Zamiast głosić Ewangelię, pokazywać dobroć Boga i szansę na wspaniałe życie z Nim, pokazano temu człowiekowi kły i pazury! Na jego miejscu nie tylko bym nie uwierzył, ale stał się zagorzałym przeciwnikiem Kościoła i zatrzaskiwał drzwi przed nosem każdemu, kto by przyszedł porozmawiać o wierze. Boli mnie to, że są ludzie którzy zamiast realizować na wszelkie sposoby słowa Jezusa: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20) czynią coś wprost przeciwnego, swoim postępowaniem odpychając ludzi, utwierdzając ich w niewierze i odrzucaniu Boga i Ewangelii. Słowo "Przepraszamy" w takiej sytuacji miałoby znaczenie, byłoby jakimś świadectwem, choćby Kościół katolicki miał rację i choćby działanie było słuszne. Mówienie o znaczeniu "sakramentu" i samousprawiedliwianie się duchownych katolickich niczego dobrego nie daje, tym bardziej, że Kościół katolicki tej racji nie ma, a działanie było naganne.


O namaszczeniu chorych

Słowo Boże mówi nam o namaszczeniu chorych: "Choruje kto między wami, niechże zawoła starszych zborowych, a niech się modlą za nim, pomazując go olejkiem w imieniu Pańskiem" (List Jakuba 5, 14 - tłum. "Biblia Gdańska"). "Niech zawoła"! Mogą także wezwać bliscy, znając wiarę swego krewnego. Lecz nigdzie, w całym Słowie Bożym nie ma polecenia danego starszym, by chodzili i namaszczali każdego chorego, którego napotkają! Bóg nie daje polecenia, ani przyzwolenia, by dokonywać obrzędów z pominięciem woli człowieka, który ma nim być poddany. Jedynie obrzezanie było dokonywane na niemowlętach, a więc bez ich świadomej decyzji, bez świadomej wiary - potem chrzest dokonywano już na świadomie przyjmujących wiarę (tak było w pierwotnym chrześcijaństwie). Słowo Boże nie mówi przy tym, że samo namaszczenie "świętymi" olejami ma moc - moc ma modlitwa i nade wszystko wiara. "Wstań, idź! Wiara twoja uzdrowiła cię" (Ewangelia Łukasza 17, 19) - powiedział Jezus do człowieka uzdrowionego z trądu, gdy ten padł do Jego nóg, dziękując. "Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej" (Ewangelia Marka 5, 34) - powiedział kiedy indziej do kobiety, która w nadziei uzdrowienia wyszła na drogę, którą przechodził i dotknęła się jego płaszcza.

To pomaga nam zrozumieć, że samo namaszczenie nie ma żadnego znaczenia - wiara w moc "sakramentu" na zasadzie "ex opere operato" jest błędna. Nigdzie, w całej Biblii nie ma dla niej uzasadnienia. Tak samo chrzest dokonany na niemowlętach, czy udzielenie rozgrzeszenia umierającemu, jeśli nie jest świadomy i nie woła sam (choćby w duchu) do Boga nie ma żadnego znaczenia, nic nie zmienia, nikogo nie ratuje. Słowo Boże zaprzecza takim przekonaniom.


Wolna wola czy niewola?

Wolna wola - jeden z wielkich darów (a przy tym także wyzwań) Boga dla człowieka, to kolejna kwestia wymagająca rozważenia w kontekście sprawy. Bóg nie stworzył człowieka, by ten był "marionetką" w Jego rękach, nie stworzył "biologicznych robotów", które tylko realizują Jego program. Jeśli mamy powiedziane: "I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich" (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 1, 27) nie znaczy nic innego, jak stworzenie istot rozumnych, świadomych i wolnych. Oczywiście są chrześcijanie, którzy przeczą wolnej woli człowieka, a nawet nazywają takie przekonania herezją, ale już w pierwszej księdze Pisma Świętego znajdujemy zaprzeczenie takim przekonaniom: "I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść..." (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 2, 16 - 17) "A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł" (1. Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - 2, 6) Gdybyśmy nie mieli wolnej woli, źle by świadczyło to o Bogu, gdyby dawał zakaz, a po cichu ludzi ukierunkowywał na jego złamanie i jeszcze ich za to karał! "Nawróćcie się i odwróćcie od wszystkich waszych przestępstw, aby się wam nie stały pobudką do grzechu!" (Ezechiela 18, 30) gdybyśmy nie mieli wolnej woli, Bóg by powiedział raczej, że nawróci i odwróci od zła wybranych, a innym pozwoli tkwić w tym dalej. "Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy..." (List do Hebrajczyków 10, 26) - i tu słowo "rozmyślnie" jest świadectwem wolnej woli! Choć mamy w Biblii słowa: "Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem..." (Ewangelia Jana 15, 16), mamy tez i te: "[Pan] nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania" (2. List Piotra 3, 9).

Jeśli Bóg uczynił człowieka wolnym, dlaczego Kościół katolicki czuje się zobowiązany postępować przeciwnie? Słowa Piotra: "
Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego" (Dzieje Apostolskie 2, 38). Słowa Filipa: "Jeśli wierzysz z całego serca, możesz" (Dzieje Apostolskie 8, 37) - gdy sługa Królowej Etiopskiej zapytał o chrzest. Nawet gdy Jezus przychodzi do Marii i oznajmia: "oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus" (Ewangelia Łukasza 1, 31), co jest oznajmieniem woli Boga, Posłaniec Boży odchodzi, gdy Maria odpowiada na powołanie: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego" (Ewangelia Łukasza 1, 38). Bóg oznajmia swoją wolę i zapowiada, on zna odpowiedź, jaka padnie, ale na nią czeka. Bóg nie czyni nic poza świadomością człowieka! Bóg nas do niczego nie przymusza. Bóg puka do serca człowieka, a nie wchodzi bez pytania. "Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną" (Apokalipsa 3, 20). Jeśli Chrystus nie czyni nic poza świadomością człowieka, bez jego woli, to tym bardziej człowiek ma obowiązek (!) uszanować wolną wolę drugiego człowieka - i w tym powinniśmy naśladować Chrystusa.


Prawa człowieka

Wróćmy do wspomnianej na początku sprawy. Jest mi niezwykle przykro z powodu tego, co spotkało tego człowieka. Stało się to, co nigdy się stać nie powinno. Ktoś wszedł "z butami" do jego życia i nie mając jego zgody zaczął poczynać sobie według własnych przekonań. Kościół katolicki przyzwala na takie postępowanie, lecz Konstytucja RP - która jest w tym wypadku prawem nadrzędnym (!) - wyraźnie stanowi: "Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru... (...) Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych" (art 53, pkt 1, 2 i 6) Czyli: nie wolno dokonywać żadnych czynności obrzędowych bez woli tego, na którym mają być wykonane, lub bez świadectwa ludzi, którzy mają wiedzę, czy dany człowiek by sobie tego życzył. Konstytucyjny zapis odzwierciedla jedno z podstawowych praw danych człowiekowi przez Boga: prawo wyboru!

Ksiądz, który dokonał tego obrzędu, uczynił źle - nie ma dwóch zdań! Nie jego to jednak wina - wierzę, że działał w dobrej woli - a systemu religijnego, w którym został wychowany i poinstruowany co ma robić, który wpaja ludziom poddanym jego wpływowi błędne przekonania. Ludzie żyjący w tym systemie wierzą, że wszystko, co w tym systemie jest zawarte, jest wolą Boga i przez to jest słuszne i dlatego bronią księdza, pomimo tego, że źle uczynił. Niestety, wydaje im się, że mogą działać samowolnie - robić, co chcą - a tych, którzy protestują oskarżyć o nienawiść i agresję względem siebie. Duchowni katoliccy dostrzegają antyklerykalizm, ale nie widzą tego, że postawy antyklerykalne często są reakcją na to, co czyni Kościół katolicki.

Co uczyniłby Jezus?

Na kartach Ewangelii mamy opisanych wiele cudów dokonanych przez Jezusa. Jezus uzdrawiał, uwalniał od demonów, nawet wskrzeszał... Nie tylko wtedy, gdy ktoś prosił - kierują się miłości o człowieka działał także nieproszony. Lecz nie czynił przy tym nic więcej, jak tylko wzywał do nawrócenia. Gdyby stanął nad łóżkiem tego człowieka, mógłby go uzdrowić, ale nie uczyniłby nic religijnego - przecież nie obrzezywał tych, których uzdrawiał (a nie wszyscy byli żydami)! Bóg chce mieć w ludziach przyjaciół, a nikogo do przyjaźni nie zmusza - On wyciąga rękę. I nie jest Bogiem religijnych rytuałów, lecz najlepszym przyjacielem.Chciałbym, by ren człowiek się dowiedział, że Jezus wyciąga do niego (przyjaźnie!) rękę, ale nie chwyta jego ręki siłą i nie chce go do niczego zmuszać i nigdy by nie uczynił niczego wbrew niemu.

1 komentarz:

  1. Jeszcze jedna myśl nie daje mi spokoju w związku z opisaną sprawą. Otóż pacjent jest niewierzący, obrzędów dokonał katolicki kapłan. Katolicy mówią: "Przecież nic takiego się nie stało. Przecież mu to nie zaszkodziło, więc o co ma pretensje?" Załóżmy jednak, że na łóżku leżałby katolik, a na oddział by przyszedł szaman, adept rei-ki czy buddysta i w przekonaniu, że może pomóc człowiekowi, odprawiłby nad nim swe obrzędy. Czy również by katolicy powiedzieli: "Nic takiego!"? Sądzę, że byłoby dokładnie odwrotnie - zrobiliby szum, potępiając tego, kto obrzędów dokonał i pracowników szpitala, że do tego dopuścili.

    "SN uznał, że poddanie praktykom religijnym osoby niewierzącej wbrew jej woli jest naruszeniem wolności sumienia. (...) Po takim orzeczeniu Sądu Najwyższego szczeciński Sąd Apelacyjny musiał już przyjąć, że doszło do naruszenia dóbr osobistych pacjenta. Rozstrzygał tylko, czy należy się za to odszkodowanie czy nie." (Gazeta.pl) Sąd nie uznał zasadności roszczeń finansowych. Byłoby jednak wskazane, by żądać formalnych przeprosin tak ze strony kierownictwa szpitala, jak i Kościoła katolickiego i doprowadzić do ustalenia zasad, by do podobnych incydentów nie dochodziło. Niektórzy mówią: "Nie zastrzegał, że nie chce, więc wszystko było OK". Ale nie miał obowiązku zastrzegać - to nie pacjent musi zastrzegać, że nie chce. Inni mówili: "Nie zgłaszał, że nie jest katolikiem" - nie ma obowiązku zgłaszać. Nawet pytany przez personel ma prawo odmówić określenia swych poglądów (a naprawdę pytany być nie powinien). Posługa kapelana powinna być na wyraźne życzenie pacjenta lub jego rodziny, ew. w oparciu o wiarygodną informację co do poglądów religijnych pacjenta.

    OdpowiedzUsuń