piątek, 31 stycznia 2014

Droga do pokoju

"Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi" (List do Rzymian 12, 18)

Sztandar splamiony krwią

Z niepokojem od tygodni obserwuję to, co dzieje się na Ukrainie. Modlę się o ten kraj i wciąż zachęcam do modlitwy. Patrzę z niepokojem na agresję, jaka wyzwoliła się tam w ostatnim czasie - lekceważenie narodu przez władze, brutalne akcje milicji a być może też - jak się mówi - działalność prowokatorów, którzy zadbali o to, by złość ludzi przerodziła się w agresję. Gdy nazbierała się beczka prochu, niewiele trzeba, by wszystko wybuchło - starczy iskra, by podpalić lont. I być może tak się właśnie stało, że ktoś rozpoczął rozruchy, by władzom dać pretekst do działania. Z drugiej strony niepokojące jest, że wśród wielu pięknych, błękitno - żółtych flag Ukrainy, są i czerwono - czarne, symbol OUN-B i UPA oraz portrety Stepana Bandery... Nie jest ich wiele, ale są - i bodaj najbardziej widoczne tam, gdzie leciały kamienie i pociski. Być może nie wszyscy są świadomi tego, czego dokonano pod tymi znakami. Dla wielu z nich jest to być może tak samo patriotyczny symbol, jak oficjalna flaga i godło, a w sercu Polaka wywołuje ból, jest rozdrapywaniem dawnych, wciąż nie zagojonych ran. Wołyń 1943 pamiętamy - może nie jako poszczególne osoby, ale jako naród i wciąż żyją ludzie, którzy opowiadają o bliskich, których tam wtedy stracili...

Nie tak dawno na jednej z grup dyskusyjnych na Facebooku ktoś umieścił zdjęcie weteranów UPA z pytaniem: "Czy Bóg ich przyjmie?" Przyjmie - jeśli należą do Niego... Nie do Kościoła czy Cerkwi! - do NIEGO! Jeśli przyszli do Niego ze swoimi grzechami, żalem i oddali Mu swe serce. Jeśli nawet kogoś zabili, Bóg przyjmie ich, jeśli w ich sercu pojawił się żal i pokuta. Nie możemy przy tym stosować odpowiedzialności zbiorowej i każdego, kto był w UPA oskarżać o Wołyń, bo nie wiemy co robił i jaką walkę toczył - to wie on i Bóg i Bogu powinniśmy zostawić osąd - nam nie wolno nikogo potępiać i opluwać. Większy problem, niż dziadki w mundurach UPA stanowią neobanderowcy spod czerwono - czarnego sztandaru. Z jednym z takich próbowałem rozmawiać o Wołyniu. Wychwalał on "bohaterów" i sławił ich "chwalebny czyn", jakim było wymordowanie od 60 do 100 tysięcy Polaków z Ukrainy. Nic dla niego nie znaczyło, że byli to bezbronni ludzie, wyciągnięci ze swych chat i że w żaden sposób nie stawali na drodze do niezależności Ukrainy, że bardziej niż Polakami czy Ukraińcami, byli po prostu "tutejszymi" i żyli w zgodzie ze swoimi sąsiadami, często w mieszanych małżeństwach, i podwójnie obchodzili święta - raz katolickie, raz prawosławne. Dla niego liczyło się tylko to, że "to były Lachy" (jak pogardliwie określał nasz naród). W końcu otwarcie napisał: "Nienawidzę was! My was tu nienawidzimy na Wołyniu". "My", czyli tacy, jak on, "prawdziwi patrioci" - tego rodzaju ludzie często uważają się za "patriotyczną elitę". Całkiem niedawno inny fanatyk spod czerwono - czarnego sztandaru wypowiedział się, że Ukraina musi odzyskać... Przemyśl i Bieszczady, gdzie żyli Ukraińcy. Nie tak dawno mieli oni do nas pretensje o obchodzenie 70 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu - jakbyśmy nie mieli prawa pamiętać o tym, co się wówczas stało i oddać czci pomordowanym. Nie patrzę na to, co dzieje się na Ukrainie przez pryzmat czerwono - czarnego szatandaru, lecz wolałbym, aby sami Ukraińcy odrzucili go, by on zniknął.


Trochę historii

Mamy za sobą wieki wspólnej historii... Wiele jej elementów było bardzo trudnych. Trzeba zacząć od tego, że pierwotna unia polsko - litewska, zawarta w Krewie w 1385 roku, miała być unią dwóch krajów: Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie miała być ani wiecznotrwała ani nie miała prowadzić do scalenia Litwy (wraz z terenami przez nią zajętymi, w tym większością obszarów Ukrainy) z Polską. Z czasem stało się jednak inaczej i nasi przodkowie poczuli się - nad czym ubolewam - panami nad oboma krajami... I do dziś wielu Wilno, Grodno, Lwów i Kijów uważają za "polskie" - co mnie, jako Polaka i chrześcijanina bardzo boli. Jako Polacy powinniśmy stać w prawdzie o tak spojrzeć na historię i uznać pełne i wyłączne prawa Litwinów do Wilna, Ukraińców do Lwowa i Kijowa - jeśli nie w duchu patriotyzmu (uważam, że byłoby to bardzo honorowe z naszej strony!), to w duchu chrześcijańskim, w duchu miłości. Gdy teraz grupka Ukraińców upomniała się o Przemyśl i Bieszczady, podniosły się głosy oburzenia, a tymczasem często ci sami ludzie dopominają się "zwrotu" Lwowa. Jak ma być między ludźmi dobrze, jeśli gotowi są szarpać się i wciąż mają roszczenia?

Pierwszy przyznaję, że nie byłoby Wołynia 1943, gdybyśmy nie zasiedli na cudzej (!) ziemi i nie uznali jej za "swoją". Jestem również świadomy tego, jak nasi rodacy traktowali Ukraińców - wiemy przecież o tym, co robili nasi partyzanci na "kresach"! Może nie byłoby UPA, gdyby nie nasza postawa w ciągu wieków i w samym XX wieku. Częściowo z pewnością odpowiadamy za to, co się stało na Wołyniu - jest w tym i nasz grzech, zebraliśmy niewątpliwie gorzki owoc własnej nieprawości. Nie wolno nam - ani Polakom, ani Ukraińcom - udawać, że "nic się nie stało" o myśleć: "nasza sprawa była . jest słuszna", bo dla tego, co się stało pomiędzy nami nie ma żadnego usprawiedliwienia i nikt z nas nie może powiedzieć: "jesteśmy bez winy", ani: "tak należało zrobić".

Droga pojednania

Nie byłoby Wołynia, gdyby oba nasze narody żyły w oparciu o... Słowo Boże, które mówi: "Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" - 20, 17) - "domu", a wiec także i ziemi/ kraju! Słowo Boże mówi też: "Nie wolno ci mordować" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" - 20, 13) oraz (już po części zacytowane na wstępie): "Nikomu złem za złe nie oddawajcie, starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; bo czyniąc to, węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (List do Rzymian 12, 17 - 21) Nie powinniśmy więc spychać tylko winy na innych, lecz uznać winy własne i uderzyć się w piersi, bowiem i polska noga na Ukrainie i ukraińska ręka zadająca cios polskiemu bliźniemu, tak samo były wbrew Bożym zasadom, w równym stopniu były występkiem.

Mamy co przebaczać, ale też i za co przepraszać. "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie", jak po II wojnie światowej napisali polscy biskupi katoliccy do niemieckich biskupów - tylko tak może się dokonać rzeczywiste pojednanie. Musimy uznać własną nieprawość, przestać zgrywać "bohaterów" zawsze tylko czyniących to, co "słuszne". "Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego" (List do Rzymian 3, 10 - 12) - te słowa wydaję mi się najwłaściwsze na oddanie tego, co się wydarzyło pomiędzy naszymi narodami. Naszą drogą powinno być: przyznać się do naszych win (przestać się wybielać i usprawiedliwiać!), prosić Boga i bliźnich o przebaczenie, samemu przebaczyć. Pojednanie musi być wspólnym uderzeniem się w piersi


Co dalej z "bohaterami"?

Gdy kilka lat temu byłem w Rotterdamie na Europejskim Spotkaniu Młodych, w parafii, która nas gościła - był to akurat zbór kalwiński - oprócz wielu Polaków, było także wielu Ukraińców. Podczas tych Spotkań zawsze wiele się dzieje i jest bardzo ciekawie - bardzo ciekawie jest też w środkach masowej komunikacji, gdzie słychać różne języki, śmiech, śpiewy. Pewnego dnia Ukraińcy zaczęli śpiewać w tramwaju - na ile mogłem, śpiewałem razem z nimi. Potem ktoś krzyknął: "Sława Ukrainie", a ja wraz z innymi mogłem z serca odkrzyknąć "Ukrainie sława!" (nie było to więc czysto "banderowskie" hasło). Ale potem oddano chwałę Banderze, a... mnie zabolało serce, bo w myślach pojawiły się obrazki z Wołynia. Nie sądzę, by ci młodzi ludzie byli świadomi tego, do czego doprowadził w ich kraju nacjonalizm. Gdyby znali prawdę, może by tego okrzyku nie było, zwłaszcza w obecności Polaków i w związku z faktem, że podstawową misją Wspólnoty z Taize, organizującej ESM, i całego nieformalnego ruchu, który się wokół niej zrodził, jest POJEDNANIE. Nie znajduję na to innych słów, jak tylko modlitwa Chrystusa z krzyża: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" (Ewangelia Łukasza 23, 34).

Podczas wspomnianej już wymiany zdań z Ukraińcami nie kryłem się z tym, co myślę o Banderze. Ktoś napisał: "Pozwól, że będziemy mieć takich bohaterów, jakich sami chcemy". Wypomniano też co czynili nasi "bohaterowie". Najwyższy czas, byśmy przestali się wpatrywać w różnych "bohaterów" - pozostawili ich tam gdzie są, w ich grobach i na hartach historii, spojrzeli na nich z dystansem i potrafili uczciwie oceniać ich postępowanie... Słowo Boże może być w tym wielce użyteczne! Patrzymy na nich przez pryzmat tego, co mówi Bóg i naśladujmy to, co pozostaje dobre i szlachetne po "przefiltrowaniu" przez Słowo Boże.
Zamiast patrzeć w podziwem na danych "bohaterów", którzy uczyli nas, że mamy walczyć, zabijać i mścić, powinniśmy stawać się bohaterami nowego rodzaju - uczącymi pojednania, przebaczenia i życia w pokoju. Większym bohaterstwem jest przyznać się do własnych win, przebaczać i dążyć do pojednania, niż wciąż o wszystko walczyć. Okupacje i ludobójstwa - to ma korzenie w grzechu i będzie się zdarzać tak długo, póki nie zaczniemy walczyć z diabłem i własnym grzechem, zamiast z ludźmi.


Pielęgnować pokój

Mam na Ukrainie wielu przyjaciół. Mam dwie dobre przyjaciółki we Lwowie - jedna jest Polką, druga Ukrainką. Pierwsza pięknie wygląda w ukraińskich strojach, druga bardzo dobrze mówi po Polsku. Obie w równym stopniu kochają Ukrainę jako swoją Ojczyznę. Obie angażują się tak samo w EuroMajdan, szukając drogi do "lepszego jutra" dla swojego kraju. "Starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na wygnanie, i módlcie się za nie do Pana, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność!" (Jeremiesza 29, 7)  - i chociaż były to słowa skierowane do ludu Izraela, i to posłanego w niewolę, czyż nie są one dobrą wskazówką i dla nas? Moje przyjaciółki są dla mnie przykładem tego, jak powinniśmy układać nasze relacje, jak pielęgnować pokój.

Modlę się dziś nie tylko za Ukrainę, ale za szczerą pokutę obu naszych narodów i o realne i pełne pojednanie. Pamiętam o Wołyniu, lecz kocham Ukraińców. Gorąco przy tym pragnę, by nam zostały przebaczone nasze winy. Póki będziemy czekali, aby "oni uklękli" i prosili o przebaczenie, nic się nie poprawi. Potrzeba uklęknąć nie jedni przed drugimi, ale RAZEM. Przestańmy rozliczać innych, zacznijmy rozliczać się przed innymi. I razem modlić się... Historii nie zmienimy, ale - z Bożą pomocą - możemy zmienić siebie. Potrzebujemy tylko więcej miłości w naszych sercach... Modlę się o to by miłość rządziła w naszych sercach i byśmy przedkładali ją nad nasze interesy i korzyści, byśmy zawsze z miłością patrzyli na siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz