niedziela, 5 stycznia 2014

Boża przyjaźń

"Wielu ludzi chciało się stać bogiem, i tylko jeden Bóg zapragnął stać się człowiekiem" - znalazłem to u moich przyjaciół ze Wschodu. "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (Ewangelia Jana 3, 16) "Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję" (Ewangelia Jana 15, 13 - 14).

Bóg nie narodził się jako Jezus dla zaspokojenia ciekawości jak to jest być człowiekiem. Nie po to się wcielił, by doświadczyć tego, czego można doświadczyć tylko mając ciało. Nie chciał pokosztować naszych potraw, ani poczuć dotyku. Przyszedł do nas jako przyjaciel, by odbudować więzi zerwane tysiące lat wcześniej, gdy ludzie odwrócili się od Boga. Ludzie zerwali przyjaźń z Bogiem, lecz Bóg nigdy nie przestał o nas myśleć, kochać nas, tęsknić... Czy możemy to zrozumieć? Bywa tak, że ktoś zrywa przyjaźń z nami, odwraca się od nas, przestaje odbierać telefony i nie odpowiada na listy. Gdy oddala się od nas ktoś, kogo obdarzyliśmy miłością i przyjaźnią tak wielką, że nie przestajemy go miłować i przyjaźnie o nim myśleć nawet gdy sprawia nam ból... Gdy nie potrafimy zrozumieć dlaczego tak się stało... Gdy cierpimy, a jednocześnie czekamy, by wrócił, gotowi przebaczyć, byle znów być razem... Myślę, że właśnie takie przeżycia pomagają nam w jakimś stopniu zrozumieć Boga.

Bóg jest najdoskonalszym przyjacielem. Jeśli ludzki przyjaciel potrafi pozostać przyjacielem nawet wówczas, gdy jego przyjaciel odchodzi, to o ileż doskonalszy potrafi być w swej przyjaźni Bóg? Bóg nie czeka, aż do niego wrócimy - On wychodzi nam naprzeciw. I tym było przyjście Chrystusa na ten świat - wyjściem naprzeciw dawnym przyjaciołom, z którymi Bóg chciał odbudować relacje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz