piątek, 31 stycznia 2014

Droga do pokoju

"Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi" (List do Rzymian 12, 18)

Sztandar splamiony krwią

Z niepokojem od tygodni obserwuję to, co dzieje się na Ukrainie. Modlę się o ten kraj i wciąż zachęcam do modlitwy. Patrzę z niepokojem na agresję, jaka wyzwoliła się tam w ostatnim czasie - lekceważenie narodu przez władze, brutalne akcje milicji a być może też - jak się mówi - działalność prowokatorów, którzy zadbali o to, by złość ludzi przerodziła się w agresję. Gdy nazbierała się beczka prochu, niewiele trzeba, by wszystko wybuchło - starczy iskra, by podpalić lont. I być może tak się właśnie stało, że ktoś rozpoczął rozruchy, by władzom dać pretekst do działania. Z drugiej strony niepokojące jest, że wśród wielu pięknych, błękitno - żółtych flag Ukrainy, są i czerwono - czarne, symbol OUN-B i UPA oraz portrety Stepana Bandery... Nie jest ich wiele, ale są - i bodaj najbardziej widoczne tam, gdzie leciały kamienie i pociski. Być może nie wszyscy są świadomi tego, czego dokonano pod tymi znakami. Dla wielu z nich jest to być może tak samo patriotyczny symbol, jak oficjalna flaga i godło, a w sercu Polaka wywołuje ból, jest rozdrapywaniem dawnych, wciąż nie zagojonych ran. Wołyń 1943 pamiętamy - może nie jako poszczególne osoby, ale jako naród i wciąż żyją ludzie, którzy opowiadają o bliskich, których tam wtedy stracili...

Nie tak dawno na jednej z grup dyskusyjnych na Facebooku ktoś umieścił zdjęcie weteranów UPA z pytaniem: "Czy Bóg ich przyjmie?" Przyjmie - jeśli należą do Niego... Nie do Kościoła czy Cerkwi! - do NIEGO! Jeśli przyszli do Niego ze swoimi grzechami, żalem i oddali Mu swe serce. Jeśli nawet kogoś zabili, Bóg przyjmie ich, jeśli w ich sercu pojawił się żal i pokuta. Nie możemy przy tym stosować odpowiedzialności zbiorowej i każdego, kto był w UPA oskarżać o Wołyń, bo nie wiemy co robił i jaką walkę toczył - to wie on i Bóg i Bogu powinniśmy zostawić osąd - nam nie wolno nikogo potępiać i opluwać. Większy problem, niż dziadki w mundurach UPA stanowią neobanderowcy spod czerwono - czarnego sztandaru. Z jednym z takich próbowałem rozmawiać o Wołyniu. Wychwalał on "bohaterów" i sławił ich "chwalebny czyn", jakim było wymordowanie od 60 do 100 tysięcy Polaków z Ukrainy. Nic dla niego nie znaczyło, że byli to bezbronni ludzie, wyciągnięci ze swych chat i że w żaden sposób nie stawali na drodze do niezależności Ukrainy, że bardziej niż Polakami czy Ukraińcami, byli po prostu "tutejszymi" i żyli w zgodzie ze swoimi sąsiadami, często w mieszanych małżeństwach, i podwójnie obchodzili święta - raz katolickie, raz prawosławne. Dla niego liczyło się tylko to, że "to były Lachy" (jak pogardliwie określał nasz naród). W końcu otwarcie napisał: "Nienawidzę was! My was tu nienawidzimy na Wołyniu". "My", czyli tacy, jak on, "prawdziwi patrioci" - tego rodzaju ludzie często uważają się za "patriotyczną elitę". Całkiem niedawno inny fanatyk spod czerwono - czarnego sztandaru wypowiedział się, że Ukraina musi odzyskać... Przemyśl i Bieszczady, gdzie żyli Ukraińcy. Nie tak dawno mieli oni do nas pretensje o obchodzenie 70 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu - jakbyśmy nie mieli prawa pamiętać o tym, co się wówczas stało i oddać czci pomordowanym. Nie patrzę na to, co dzieje się na Ukrainie przez pryzmat czerwono - czarnego szatandaru, lecz wolałbym, aby sami Ukraińcy odrzucili go, by on zniknął.

wtorek, 28 stycznia 2014

Jak spożywać "Chleb Życia"?

"Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie. (...) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny. Ja jestem chlebem żywota. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata. Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim." (Ewangelia Jana 6, 35 i 47 - 56)
W Kościele katolickim fragment ten łączy się często ze sceną ostatniej wieczerzy, gdy Jezus, "wziąwszy chleb, i podziękowawszy, łamał i dawał im, mówiąc: To jest ciało moje, które się za was daje; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich, gdy było po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich, to nowe przymierze we krwi mojej, która się za was wylewa" (Ewangelia Łukasza 22, 19 - 20). Skojarzenie to jest tak głęboko wpisane w przekonania ludzi, że do zilustrowania tego fragmentu często używane są obrazki ukazujące hostie nad kielichami, lub kapłanów dokonujących "konsekracji" (przykład na załączonym obrazku). To skojarzenie zostało katolikom wpojone tak mocno, że w spożywaniu "ciała i krwi pańskiej" postrzegają oni warunek konieczny do zbawienia, zgodnie ze słowami Jezusa: "Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (Ewangelia Jana 6, 54).

Czy
ktoś zwrócił uwagę na fakt, że łamiąc chleb w Wieczerniku, Jezus mówi o nim wyłącznie: "to czyńcie na moją pamiątkę" i wcale nie dodaje: "jest to warunek waszego zbawienia"? Co więcej - w żadnym innym przypadku, choć nieraz jest mowa o tym, jak możemy dostąpić zbawienia - nie ma mowy o konieczności spożywania czegokolwiek! "Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom" (Dzieje Apostolskie 16, 31) "Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu" (List do Rzymian 10, 9 - 10), "Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił" (List do Efezjan 2, 8 - 9) "Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca" (List do Tytusa 3, 4 - 7). Nie jest powiedziane: "Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, spożywaj jego ciało i krew, a będziesz zbawiony" i nie jest powiedziane "łaską zbawieni jesteście przez wiarę i spożywanie..."! Wróćmy jednak do naszego fragmentu...

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Cóż w "papieżach" jest z Piotra?

"Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Ewangelia Mateusza 16, 18 - 19 - "Biblia Tysiąclecia")
Wielu katolików uważa, że Piotrowi została dana władza w Kościele, która później przeszła na papieży. Reformację uważają oni często za bunt przeciwko Kościołowi. Tak często słyszę: "Bunt przeciwko Kościołowi katolickiemu i przeciwko papieżom jest w rzeczywistości buntem przeciwko Bogu!" Niemal zawsze polemiki ewangeliczno - katolickie dotyczące nauczani i praktyk religijnych w katolicyzmie schodzą na kwestie papiestwa i zacytowany na wstępie fragment Ewangelii. Rozważałem już kwestię "Czy Piotr jest skałą?" i pisałem też o swoim podejściu do papiestwa w tekście "Ja a papiestwo i katolicyzm". Wciąż jednak słyszę: "Bez papieża nie ma Kościoła, bo Piotr jest skałą, na której Kościół stoi!" Chrystus nigdy nie nazwał Piotra "Skałą" - to przekłamanie - bo Skałą jest On sam. A nawet gdyby, to ja zastanawiam się nad taką kwestią: papieże swoją władzę wywodzą od Piotra (choć ten nigdy papieżem nie był, i nie był też biskupem w Rzymie!) i utożsamiają się z nim, nazywając się jego następcami, ale czy Piotr utożsamiałby się z nimi? Spójrzmy choćby na te obrazy:

Jezus mówił: "Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony" (Ewangelia Łukasza 18, 14) Czyż papieże się nie wywyższyli? Dopóki w Rzymie rządzili cesarze, nie było tam papiestwa - papiestwo pojawiło się po upadku Cesarstwa. Papieże, wywalczywszy sobie władzę, uznali, że są panami nad światem i że wolno im nawet ustanawiać, lub strącać z tronu "niepokornych", władców. "Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!" (Ewangelia Marka 9, 35) Od kiedy to słudzy odziewają się w ten sposób, zasiadają w koronie na tronie i każą się obnosić w cesarskim przepychu? To prawda, że obecnie się to zmieniło - przy czym jednak wielu katolików uważa, że wszystkie te dawne elementy powinny powrócić - ale to, co czynili papieże przez wszystkie wieki jest świadectwem nieznajomości Chrystusa i Słowa Bożego! "Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony" (Ewangelia Mateusza 23, 8 - 12) Czyż papieże nie nazwali się nie tylko "nauczycielami" - i to w dodatku "nieomylnymi od XIX wieku! - i "ojcami" (w dodatku "świętymi"!)?

Piotr nie sprawował nigdy władzy w Kościele i jej dla siebie nigdy nie żądał. Nie zasiadał na wyniosłym tronie i nie wdziewał wspaniałych szat. Czułby się z pewnością zażenowany, gdyby ludzie chcieli go nosić na rękach, nie mówiąc już nawet o lektyce. Cóż by powiedział o - na szczęście również zaniechanym - zwyczaju całowania stóp papieskich, na znak czci? Cóż by powiedział o samym - wciąż praktykowanym - klękaniu przed papieżami? On był prostym i skromnym człowiekiem. Gdy pewnego dnia Korneliusz upadł do jego nóg, Piotr go podniósł, mówiąc: "Wstań, ja też jestem człowiekiem" (Dzieje Apostolskie 10, 26), bo nawet Jezus przypomina: "Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz" (Ewangelia Mateusza 4, 10) 

Cóż więc wspólnego mają z apostołem Piotrem papieże, skoro się tak radykalnie od niego różnią? Czyż mogą być namiestnikami Chrystusa, nie funkcjonując według jego słowa? Nie uznaję ich władzy nad sobą, ani nad Kościołem. Nie jest to jednak rewolta, bunt. Nie uznaję władzy papieskiej z tych samych powodów, dla których nie podporządkuję się komuś, kto nagle pewnego dnia oświadczy: "Jestem królem Polski!" Kościół nie jest zbudowany na papieżach, lecz na Chrystusie. Apostoł Paweł do Efezjan napisał: jesteście, jako Kościół, "zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu..." (List do Efezjan 2, 20 - 21). Również Piotr pewnego razu powiedział o Chrystusie: "On stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dzieje Apostolskie 4, 11 - 12). Piotr nie uznawał się za skałę / opokę Kościoła! On wskazywał jednoznacznie, że Skałą jest Chrystus! Nie potrzeba więc papieży, aby być Kościołem. Kościół jest mocny, bo sam Bóg jest jego oparciem. Kościół Chrystusowy nie chwieje się, bo jest posadowiony na Skale - Jezusie i żaden człowiek nie ma znaczenia... Błędem jest myślenie, że bez papieża wszystko by się zawaliło - to przekonanie wpoili ludziom sami papieże.

niedziela, 26 stycznia 2014

Gdzie jest droga zbawienia?

"I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dzieje Apostolskie 4, 12)
Niektórzy próbują mnie przekonywać, jak "wielkim błędem" było odejście od Kościoła katolickiego. Podobno będąc poza Kościołem katolickim... nie mogę być zbawiony, ani nawet nie mam żadnych relacji  Chrystusem. Jest to w zasadzie próba zastraszenia. Nota bene pamiętam pewną katolicką (!) publikację nt. sekt, w której jako jedną z cech sekty podano: grupa uważa, że tylko w niej można doznać zbawienia / oświecenia. Może bym się przestraszył, - bo jest to w zasadzie próba zastraszania - gdybym... nie znał Słowa Bożego.
Niektórzy wierzą, że tylko w ten sposób można być zbawionym,  lecz... Bóg jest innego zdania!

Nigdzie w Słowie Bożym nie ma ani jednej wzmianki o Kościele katolickim - ani o papieżach, ani o dogmatach, ani o mszach i procesjach. Nie ma! Nigdzie nie znajduję też warunku zbawienia: musisz być członkiem Kościoła katolickiego! Jedynym warunkiem zbawienia jest WIARA, . "...Łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił" (List do Efezjan 2, 8) Łaską! Nie na podstawie deklaracji członkowskiej czy dokonanego obrzędu! Niektórzy nie idą tak daleko, nie kwestionują możliwości zbawienia poza Kościołem katolickim, ale na Kościół katolicki wskazują jako na "najlepszą drogę zbawienia". Tymczasem nie ma lepszych ani gorszych dróg zbawienia - jest TYLKO JEDNA. To nie Kościół katolicki, ale KRZYŻ JEZUSA CHRYSTUSA! Nie ma innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni, jak tylko Jezus. Nikt nie będzie zbawiony na podstawie przynależności do tego czy tamtego Kościoła - bo to nie Kościół zbawia i nie jego obrzędy! - tylko na podstawie przynależności do Chrystusa. Przynależność to także relacje. Czy naprawdę nie mam relacji z Chrystusem, jeśli nie jestem w Kościele katolickim? On nie powiedział: będę w Kościele katolickim, będę w "sakramentach", będę w opłatku i winie (to ostatnie wiernym Kościoła katolickiego zresztą odebrano, czyniąc gwałt na Bożym ustanowieniu). On powiedział: "Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich" (Ewangelia Mateusza 18, 20).


O Biblii

"Chrześcijanie mają ogromny przywilej sięgania do wspaniałej literatury, to znaczy do Pisma Świętego. Pismo Święte jest dla chrześcijan 'instrukcją obsługi'... ich życia w Chrystusie. Czytanie Pisma Świętego nie jest czynnością religijną o czytanie jako czytanie nie ma większego znaczenia. (...) Czy ciekawe jest czytanie książki kucharskiej? Myślę, że jeżeli ktoś cierpi na bezsenność, to może tak. Ale książka kucharska staje się fascynująca, jeśli chcemy przyrządzić dobry posiłek. Poniekąd tak jest z Pismem Świętym. Poniekąd tak jest z Pismem Świętym. Ale o wiele bardziej fascynujące, niż to, że możemy je sobie poczytać jak książkę, jest to, że w nim tkwi coś, co mówi mi kim ja jestem w oczach Bożych, jaki się kryje we mnie potencjał nowego życia, wynikający z tego, że jestem człowiekiem w Chrystusie." 
(Pastor Piotr Zaremba, Kościół Chrześcijan - Baptystów)

Pastor Piotr jest niezwykłym człowiekiem, którego znam od wielu lat. Jest rozmiłowany w Słowie Bożym tak bardzo, że z tej wielkiej miłości nauczył się greki i hebrajskiego, by móc poznawać je dokładniej, studiując oryginalne teksty. Powołał do życia Ewangeliczny Instytut Biblijny i stworzył zespół ludzi, z którymi w roku 1998, widząc taką potrzebę, przystąpił do tłumaczenia Pisma Świętego. Pierwszym owocem ich trudu był przekład literacki Nowego Przymierza, wydany w roku 2006. Obecnie zakończono już tłumaczenie całej Biblii i możemy się spodziewać, że niebawem trafi ona do druku. Równolegle opracowywano także przekłady: dosłowny i egzegetyczny.

sobota, 25 stycznia 2014

Gwałtem do... nieba!

"Do czasów Jana był zakon i prorocy, od tego czasu jest zwiastowane Królestwo Boże i każdy się do niego gwałtem wdziera" (Ewangelia Łukasza 16, 16) "A od dni Jana Chrzciciela aż dotąd Królestwo Niebios doznaje gwałtu i gwałtownicy je porywają" (Ewangelia Mateusza 11, 12)
Przyznam, że te słowa o wdzieraniu się gwałtem do nieba - będące małym wycinkiem dłuższej mowy do faryzeuszy - nigdy nie były dla mnie jasne. Przekonuje mnie jednak ich wykład, jaki znajduję w styczniowym wydaniu mennonickiego miesięcznika "Ziarno Prawdy": "...musimy wdzierać się do Królestwa. Wchodzą tylko ci, którzy zdają sobie sprawę, że wejście jest sprawą życia lub śmierci i traktują je jako życiowy priorytet" (źródło: "Star of Hope", czerwiec 2012) Jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę (por. List do Efezjan 2, 8). Nie musimy walczyć o miejsce w niebie, bo to mamy przygotowane przez Jezusa Chrystusa (por. Ewangelia Jana 14, 2 - 3), który nas zaprasza. Nie powinniśmy jednak zwlekać, gdy Bóg nas nawołuje.

Gdy Jezus chodził po wsiach i miasteczkach, powoływał uczniów, mówiąc: "Chodź za Mną!" - nie: "Przyjdź kiedyś do mnie, jak będziesz miał ochotę i czas", ale właśnie: "Chodź za Mną! TERAZ!" a ci odkładali wszystko i szli. Jezus mówi i dziś do ludzi: "Chodź za mną", ale wielu ociąga się: "ja mam jeszcze czas... chcę użyć życia... teraz zajmę się przyjemnościami, karierą... mam tyle do zrobienia... tak wieloma sprawami muszę się jeszcze zająć... mam fajną rodzinę - to dla mnie najważniejsze... potem mogę pomyśleć o wierze, o 'sprawach duchowych' - ewentualnie, kiedyś..." Bramy nieba są dla każdego otwarte - prowadzi do nich most Chrystusowego Krzyża - lecz nie będą otwarte zawsze. Ten, kto będzie zwlekał, może zastać je zamknięte. 

Nie myśl więc: "mam na to czas - zastanowię się może jutro" - bo za godzinę (!) może stać się coś, że twoje serce przestanie bić! I wówczas... staniesz przed zamkniętą bramą! Nikt z nas nie wie, jak wiele mamy czasu, więc warto biec. Nie ma nic ważniejszego niż to, gdzie spędzimy naszą wieczność!

piątek, 24 stycznia 2014

Wolność do wiary i do niewiary

W ostatnich miesiącach głośno było o Jerzym R. - byłym pacjencie jednego ze szczecińskich szpitali. Po wykonanej operacji był on utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Gdy na oddziale pojawił się katolicki ksiądz - kapelan szpitalny - pielęgniarka skierowała go do nieprzytomnego pacjenta, udzielając informacji o jego ciężki stanie, teoretycznym (!) "zagrożeniu życia" - choć tego typu informacje nie powinny być udzielane osobom postronnym, nie będącym krewnymi, ani osobami upoważnionymi przez pacjenta do ich pozyskiwania. Kapelan zaś samowolnie (!) udzielił "sakramentu" namaszczenia, nie mając na to zgody chorego, ani jego rodziny, ani nie wiedząc kim jest chory. Tymczasem pan ten okazał się być ateistą. Gdy jego stan poprawił się, i zapoznał się ze szpitalną dokumentacją - w której odnotowano fakt udzielenia mu "sakramentu" - mocno się zdenerwował. Postanowił pozwać szpital i domagać się odszkodowania w wysokości 90.000 złotych. Przegrał. odwołał się do Sądu Najwyższego i ten nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. I znów przegrał.

Antyświadectwo

Gdy sprawa stałą się "głośna", w katolickich mediach zawrzało. Bez cienia przesady można powiedzieć: każde pismo religijne i każdy katolicki serwis internetowy słał na niego gromy. Krzyczano o "kolejnym bezczelnym ataku na Kościół", o "próbie wyłudzenia pieniędzy", o "prześladowaniu Kościoła". W komentarzach i wypowiedziach na forach już nawet nie gromy leciały, lecz... "wylewano kubły pomyj", padały obrzydliwe wyzwiska i pomówienia. Patrząc na te reakcje "duchownych" i "świeckich" czułem tylko coraz większy niesmak i zażenowanie. Nie jestem w stanie znaleźć żadnej katolickiej publikacji czy katolickiego głosu w tej sprawie, który byłby zgodny z tym, czego nauczał Jezus Chrystus: "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Marka 12, 31)! Brak zrozumienia i szacunku, nie mówiąc już nawet o zwykłym słowie: "Przepraszamy!", które z pewnością powinno było paść, jako absolutne minimum, w reakcji Kościoła katolickiego! Usprawiedliwiano a to księdza, że w przypadku zagrożenia życia ludzkiego miał nie tylko "prawo", ale nawet "obowiązek" dokonać obrzędu! Namaszczeniu przypisano zaś moc uzdrowienia, stwierdzając, że być może dzięki niemu żyje i wraca do zdrowia - z niego samego robiąc nie tylko wyłudzacza i awanturnika, ale także niewdzięcznika.

Zamiast głosić Ewangelię, pokazywać dobroć Boga i szansę na wspaniałe życie z Nim, pokazano temu człowiekowi kły i pazury! Na jego miejscu nie tylko bym nie uwierzył, ale stał się zagorzałym przeciwnikiem Kościoła i zatrzaskiwał drzwi przed nosem każdemu, kto by przyszedł porozmawiać o wierze. Boli mnie to, że są ludzie którzy zamiast realizować na wszelkie sposoby słowa Jezusa: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20) czynią coś wprost przeciwnego, swoim postępowaniem odpychając ludzi, utwierdzając ich w niewierze i odrzucaniu Boga i Ewangelii. Słowo "Przepraszamy" w takiej sytuacji miałoby znaczenie, byłoby jakimś świadectwem, choćby Kościół katolicki miał rację i choćby działanie było słuszne. Mówienie o znaczeniu "sakramentu" i samousprawiedliwianie się duchownych katolickich niczego dobrego nie daje, tym bardziej, że Kościół katolicki tej racji nie ma, a działanie było naganne.

niedziela, 19 stycznia 2014

Czy "piekła nie ma"?

"...nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle" (Ewangelia Mateusza 10, 28)
Nie pojmuję wiary ludzi, którzy uważają się za chrześcijan i wierzą w niebo, ale odrzucają istnienie szatana i piekła, odrzucają możliwość, że Bóg może kogokolwiek posłać w tak okropne miejsce. "Przecież Bóg jest dobry, a będąc dobrym nie może nikomu wyrządzić krzywdy" - mówią niektórzy. To prawda, że Bóg jest dobry, ale jest też sprawiedliwy i konsekwentny. To nie Bóg wyrządza człowiekowi krzywdę, to człowiek sam sobie wyrządza krzywdę przez nieposłuszeństwo Bogu, przez pogwałcenie zasad, które On ustanowił. Czy ojciec (ludzki) czerpie jakąś satysfakcję z dania klapsa dziecku? Nie sądzę. Czy sąd (ludzki) ma jakaś satysfakcję z umieszczenia złoczyńcy w więzieniu? Nie sądzę. Tak samo Bóg nie czerpie satysfakcji ze śmierci / posłania do piekła grzesznika. Bóg cierpi, że tak musi być. "Nie ma piekła - piekło wymyślili ludzie, żeby straszyć innych i przez to mieć na nich wpływy. Diabeł to też wymysł ludzi, by na niego móc zrucić swoje złe decyzje" - mówią inni. Ale to nie ludzie Kościoła zapewniają nas o istnieniu piekła - mówi o nim sam Bóg poprzez Słowo Boże. Bóg mówi nam też, że diabeł istnieje. Są zresztą znane świadectwa ludzi, którzy mieli daną wizję piekła (niektórych znam osobiście!) i takich, którzy bezpośrednio spotkali szatana (do tych sam się zaliczam).

"Piekła nie ma" to nic innego, jak hasło reklamowe... diabła. Jeśli "piekła nie ma" i "diabła nie ma", to tym samym także "grzechu nie ma" - a raczej jest on zredukowany do ludzkich występków, błędów, które "Bóg na pewno wybaczy, bo wszak jest dobry". Gdy diabłu uda się ludzi przekonać, że ani on ani piekło nie istnieją, to już mu nie przeszkadza to, że będą oni chodzić do kościoła i wierzyć w Jezusa. Diabłu bowiem nie zależy na tym, by ludzie nie wierzyli w Jezusa i nie chodzili do kościoła, lecz na tym, by ich życie było pod jego wpływem, by mógł on dowolnie nimi sterować, by byli jego "marionetkami". Jeśli "piekła nie ma" i "diabła nie ma" i jeśli "grzech nie istnieje" i "Bóg jest dobry i nikogo nie ukarze za jego czyny" to... "hulaj dusza, piekła nie ma" i można żyć każdego dnia według ideologii "róbta co chceta", nie zważając na Słowo Boże, na Boskie zasady. Tylko, że na końcu tej drogi na ludzi nią idących czeka... doprawdy przykra niespodzianka. Bo na końcu tej drogi jest tablica z nazwą "miejscowości": PIEKŁO! I jeśli nie dostrzegli odpowiednio wcześnie, gdzie zmierzają, to zawrócić i zmienić kierunku już nie będą mogli.

piątek, 10 stycznia 2014

Życie chrześcijańskie czy... religijny teatrzyk?

"Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie." (Ewangelia Mateusza 7, 21 - 23)
Życie religijne nic nie da...
.... tylko życie pobożne!
Jest między nami wielu ludzi, którzy każdego dnia powołują się na Boga, którzy niekiedy zdają się być bardzo zaangażowani w Kościół... Czasem zdają się być nawet bardzo radykalni, ale ich wnętrze jest spróchniałe i przeżarte przez zło. Bóg nie zapyta o to, jak bardzo byłeś aktywny w Kościele, ani o to, jak często się modliłeś, ani o to, jak często o nim mówiłeś, czy ile czasu spędziłeś w pochyleniu nad Biblią, ale o to, czy szedłeś za nim i jakie owoce przyniosło twoje życie.
"Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich" (Ewangelia Mateusza 7, 16 - 20)
Podstawą do zbawienia jest nawrócenie i żywa wiara. Lecz "czyż zbierają winogrona z cierni, albo ostu figi"? Jan Chrzciciel wzywał faryzeuszy, którzy przyszli do niego się ochrzcić: "Wydajcie więc godny owoc nawrócenia..." (Ewangelia Mateusza 3, 8) - i nie jest to wezwanie tylko do tych faryzeuszy, lecz do każdego, kto przychodzi, by wejść do Kościoła Chrystusowego. Nie starczy ochrzcić się i być aktywnym w Kościele. Potrzeba nawrócenia - odrzucenia wszelkiego zła i pragnienia pójścia za Chrystusem. Potrzeba chrztu - choć nie jest on wcale warunkiem zbawienia. nawrócenie i chrzest to początek uczniostwa w szkole Chrystusa. Potem Bóg pragnie owocu. 

Dobry owoc jest świadectwem nawrócenia i podążania za Chrystusem. Zły owoc zaś pokazuje, że nasze "życie duchowe" to tylko teatralna dekoracja, a wszystkie nasze słowa o Bogu i wierze to wyuczona rola. Są ludzie, którzy grają - nawet doskonale - całe życie. Lecz nie łudźmy się: gdy ich spektakl się skończy i opadnie kurtyna, nikt nie będzie bił braw.

czwartek, 9 stycznia 2014

Ateizm w działaniu - w otchłani absurdu

Źródło: Independent
Światowe media podają: Christopher Schaeffer, "duchowny" (ang. "minister" = usługujący, a w języku polskim przyjęło się: duchowny) "Kościoła" Latającego Potwora Spaghetti zaprzysiężony został na radnego miasta Nowy Jork... w durszlaku na głowie! Tym samym kpi sobie nie tylko z wiary chrześcijańskiej ("Kościół" Latającego Potwora Spaghetti jest atakiem na Boga i wiarę chrześcijańską), lecz także z powagi urzędu. Pastafarianie - ateiści, członkowie "Kościoła" - wymyślili sobie takie "obowiązkowe" nakrycie głowy a urzędnicy państwowi... ustępują przed tym szaleństwem, a sądy przyznają im prawo do postępowania zgodnie z ich "religią" - głośne są sprawy m.in. z Czech i Austrii, gdzie ludzie ci wywalczyli sobie prawo do tego, by w dokumentach mieć zdjęcie z durszlakiem na głowie! Doprawdy trudno się nie roześmiać na taki widok, lecz gdy chwilę się zastanowić, robi się bardzo smutno.

Pierwszym wersetem biblijnym, jaki mi się od razu skojarzył jest: "Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka..." (List do Rzymian 1, 22 - 23) Oczywiście jeśli te słowa przeczytamy w szerszym kontekście, to mówią one o bałwochwalstwie, o poważnym odejściu od Boga w kierunku innych wierzeń, co sprowadziło na ludzi ogłupienie. Jestem jednak zdania, że także ateizm jest pewnego rodzaju religią - na pewno równie pogańską jak te wierzenia, o których mówi nam Słowo Boże - stawiającą w centrum kultu człowieka, "rozum" (ujmuję to słowo w cudzysłów, bowiem trudno zapewnienia o rozumności i racjonalizmie traktować poważnie, gdy widzimy takie zachowania) i... siły natury (wiara w ewolucję).  

"Tak, uważając się za mądrych popadli w całkowite szaleństwo..." ("Słowo Życia") - to chyba najlepszy komentarz do tego, co widzimy na zdjęciu. Równie dobrze pasują słowa mądrego Króla Salomona: "Roztropny robi wszystko rozważnie, lecz głupiec popisuje się głupotą" (Przypowieści 13, 16). Nie sposób wreszcie nie wspomnieć o tych: "Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga!" (Psalm 14, 1) - które tak oburzają niewierzących.

Bóg stworzył ten świat i dał nam zdolność myślenia, a wraz z nią także wolną wolę - prawo wybierania, podejmowania decyzji. Bóg ofiarował człowiekowi mądrość. Diabeł jednak sprawił, że człowiek zrobił zły użytek z bożych darów i popadł w konflikt z Bogiem. Często mówimy, że szatan w raju zwiódł człowieka, lecz można powiedzieć także: ogłupił (swoją propagandą). Bóg dał człowiekowi mądrość, szatan zaszczepił zaś w nim głupotę. Mądrość tak - jak i dobro - pochodzi od Boga, a głupota - wraz ze złem - od diabła. Ludzie popadli w głupotę tak głęboko, że przestali dostrzegać Boga, przestali rozumieć, że on Stworzył ten świat i tym samym funkcjonowanie tego świata, zaczęli czcić demony i siły natury a później odrzucać wszystko poza tym, co mogą dotknąć i zbadać. I dziś wierzą, że skoro Boga nie można dotknąć ani zbadać, to Bóg nie istnieje. I... zakładają durszlaki na głowę, by go wykpić! Trudno sobie wyobrazić, by to szaleństwo mogło się jeszcze pogłębić - sądzę, że osiągnięto już granicę zgłupienia. Niżej opaść w otchłań absurdu się po prostu chyba nie da!

wtorek, 7 stycznia 2014

Imperium zła

Tak powinna wyglądać Ukraina zdaniem Rosjan
Gdy w 2009 roku byłem na Ukrainie, dane mi było "otrzeć się" o wielkie problemy tego kraju: ubóstwo, korupcja (choć nie bezpośrednio) i konflikty. Pamiętam podróż z obwodu żytomierskiego w obwód odeski z rosyjskim kierowcą. Nie mówię dobrze po rosyjsku, choć sporo rozumiem - i tak samo po ukraińsku, lecz rozmawialiśmy i jakoś się potrafiliśmy zrozumieć. On jest Rosjaninem z Odessy i w pewnym momencie usłyszałem z jego ust: "Я ненавижу Украину" - "Nienawidzę Ukrainy". Trudno mi było to pojąć, lecz zrozumiałem: on nienawidzi nie kraju, lecz państwa i zapewne też narodu. W jego samochodzie - kierowca był prawosławny - umieszczona była ikona Maryi z Chrystusem - tym samym Chrystusem, który tak często mówił o... miłości!

Teraz, gdy Ukraina przeżywa tak wielkie trudności i konflikty wewnętrzne (cały czas potrzeba naszej modlitwy o ten kraj i naród), są ludzie, którzy pragną zniszczyć ten kraj, odebrać ziemię. Bolą mnie ogromnie wojownicze nastroje zarówno rosyjskich (ich autorstwa jest powyższa mapa), jak i polskich nacjonalistów, którzy chcieliby zająć ziemie ukraińskie. Rosjanie mówią, że to "to część Rosji", Polacy zaś, że to "prastare polskie ziemie". Rosjanie utożsamiają się z prawosławiem, Polacy z katolicyzmem. Jedni i drudzy myślą: "Bóg jest po naszej stronie"! "Gott mit uns" / "Bóg z nami" - taki napis był na paskach hitlerowców, którzy w 1939 roku wtargnęli w granice Polski, na... "prastare niemieckie ziemie". A Bóg? Bóg powiedział:
"Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" - 20, 17)
To znaczy: nie wyciągaj ręki po cokolwiek, co nie należy do ciebie, co jest własnością innego człowieka. Dotyczy to nie tylko poszczególnych osób, lecz także całych społeczności. Dotyczy nie tylko domów i przedmiotów, lecz także ziemi. Jakże Bóg może być z kimś, kto wyciąga rękę po cudze? Niektórzy złodzieje... modlą się przed próbą kradzieży, lecz Bogu ich modlitwa nie jest miła, Bóg nie trzyma ze złodziejami. I tak samo nie będzie przecie błogosławił narodowi, który chce cudzej ziemi dla siebie. 

Rosja przez niektórych Polaków jest traktowana po 2010 roku jako "imperium zła". Jednak nim nie jest. Prawdziwe imperium zła nie ma wytyczonych formalnych granic - jest tam, gdzie zło jest w ludzkich sercach. Tam, gdzie jest chciwość, gdzie są bezpodstawne roszczenia i żądania, tam jest imperium zła. Ludzie mogą w niedzielę iść do kościoła lub cerkwi, lecz jeśli pożądają czegoś, co do nich nie należy, to znak, że ich serca nie należą do Boga, że w ich sercach jest grzech, że są obszarem zagarniętym przez diabła. Gdy ludzie o takiej postawie powołują się na Boga, jest to wyraźny znak, że nie znają naprawdę Boga. Jest to nawet zniewaga Boga, coś doprawdy obrzydliwego. Można całe życie chodzić do kościoła czy cerkwi, znać na pamięć różne modlitwy, codziennie klękać i mówić do Boga, a przy tym... nie znać naprawdę Boga. Bóg nie chce, byśmy sięgali po cudze - i gdy Polak marzy o Lwowie, a Rosjanin o Kijowie, Charkowie czy Odessie - jest to GRZECHEM! Jeśli pragniemy cudzego - cokolwiek by to nie było - nasze serce jest częścią IMPERIUM ZŁA! Ten, kto sięga po cudze, działa z diabłem, a nie z Bogiem!

niedziela, 5 stycznia 2014

Boża przyjaźń

"Wielu ludzi chciało się stać bogiem, i tylko jeden Bóg zapragnął stać się człowiekiem" - znalazłem to u moich przyjaciół ze Wschodu. "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (Ewangelia Jana 3, 16) "Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję" (Ewangelia Jana 15, 13 - 14).

Bóg nie narodził się jako Jezus dla zaspokojenia ciekawości jak to jest być człowiekiem. Nie po to się wcielił, by doświadczyć tego, czego można doświadczyć tylko mając ciało. Nie chciał pokosztować naszych potraw, ani poczuć dotyku. Przyszedł do nas jako przyjaciel, by odbudować więzi zerwane tysiące lat wcześniej, gdy ludzie odwrócili się od Boga. Ludzie zerwali przyjaźń z Bogiem, lecz Bóg nigdy nie przestał o nas myśleć, kochać nas, tęsknić... Czy możemy to zrozumieć? Bywa tak, że ktoś zrywa przyjaźń z nami, odwraca się od nas, przestaje odbierać telefony i nie odpowiada na listy. Gdy oddala się od nas ktoś, kogo obdarzyliśmy miłością i przyjaźnią tak wielką, że nie przestajemy go miłować i przyjaźnie o nim myśleć nawet gdy sprawia nam ból... Gdy nie potrafimy zrozumieć dlaczego tak się stało... Gdy cierpimy, a jednocześnie czekamy, by wrócił, gotowi przebaczyć, byle znów być razem... Myślę, że właśnie takie przeżycia pomagają nam w jakimś stopniu zrozumieć Boga.

Bóg jest najdoskonalszym przyjacielem. Jeśli ludzki przyjaciel potrafi pozostać przyjacielem nawet wówczas, gdy jego przyjaciel odchodzi, to o ileż doskonalszy potrafi być w swej przyjaźni Bóg? Bóg nie czeka, aż do niego wrócimy - On wychodzi nam naprzeciw. I tym było przyjście Chrystusa na ten świat - wyjściem naprzeciw dawnym przyjaciołom, z którymi Bóg chciał odbudować relacje

Czy kobieta może być księdzem / pastorem?

Od wielu lat w chrześcijaństwie trwa jakieś dziwne zamieszanie wokół kobiet. Burzony jest dotychczasowy, dobry porządek, próbuje się wprowadzać jakieś rewolucyjne zmiany w duchu feminizmu, "równouprawnienia kobiet". Coraz głośniej i coraz częściej kobiety podnoszą głos i zadawane jest pytanie: "A niby dlaczego nie możemy być księżmi?" - w katolicyzmie, a w protestantyzmie: "A niby dlaczego nie mamy być pastorkami?" (to słowo "pastorka" to jakiś słowny potworek zresztą sam w sobie). Kościół katolicki się mężnie broni przed tymi zmianami. Niestety część Kościołów ewangelickich i ewangelicznych już padła i... przestała trzymać się tego, co na ten temat mówi Słowo Boże i zaczęło działać według nowej ideologii. 

Ta kwestia coraz częściej powraca w mediach. Ta aktywność to jakaś forma wywierana nacisku, próba oddziaływania na społeczeństwo, by uczynić je bardziej "otwartym" i "postępowym", by zmienić nastawienie ludzi (nieznajomość Biblii wśród ludzi bardzo to ułatwia!). To - można tak powiedzieć - próba manipulacji wokół Kościoła, próby dostosowania Kościoła do tego świata, przekształcania go zgodnie z obecnie panującymi trendami. Kolejny akt tego absurdalnego spektaklu odegrany został wczoraj w TVP w programie "Pytanie na śniadanie" (program dostępny pod linkiem). Zaproszono do niego trzy przesympatyczne - i nie wątpię że bardzo oddane sprawom Kościoła i swoich społeczności - kobiety, z których dwie zostały już ordynowane przez Kościół luterański a trzecia być może zostanie niebawem ordynowana przez Kościół metodystyczny. Panie występują pod "koloratkami" i używają tytułu "ksiądz", co jest co najmniej zabawne.

Kobiety są potrzebne w Kościele i mają swoje miejsce w nim.W Słowie Bożym mamy przykłady Kobiet, które były w gronie apostołów, które współorganizowały Kościoły, Kościoły były w ich domach, w Listach Apostolskich są pozdrawiane, co świadczy o ich znaczącej pozycji w Kościele, lecz nie mamy żadnego przykładu, by pełniły one funkcję nauczycielską w Kościele, by sprawowały posługę, jaką w naszych czasach sprawują księża / pastorzy!

Apostoł Paweł pisze: "Kobieta niech się uczy w cichości i w pełnej uległości; nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie" (1. List do Tymoteusza 2, 11 - 12) Fragment ten jest często przytaczany dla napomnienia jak powinno wyglądać życie Kościoła. Jego przesłanie jest oczywiste. Niektórzy jednak mają wątpliwości i są przekonani, że może on dotyczyć tylko jakiejś konkretnej kobiety, która czyniła zamieszanie w Kościele. Owszem, można tak zrozumieć, może być taka alternatywa, ale... jeśli wyrwiemy te dwa wersy z większej całości. Jednak za nimi mamy kolejne, które również musimy przeczytać: "Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech; lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności" (1. List do Tymoteusza 2, 13 - 15) a to zupełnie zmienia sens i nie pozwala zinterpretować wcześniejszych wersów jako dotyczących tylko jednej konkretnej kobiety. Nadto w innym liście mamy też takie słowa: "A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg..." (1. List do Koryntian 11, 3) Taki jest porządek ustanowiony przez Boga od samego początku i jeśli dotyczy on życia rodzinnego, to tym bardziej trzeba go zachowywać w Kościele Chrystusowym! Pastor czy ksiądz przewodzi wiernym, a kobieta - przy pełnym dla kobiet szacunku i poszanowaniu - nie może przewodzić mężczyznom. 

piątek, 3 stycznia 2014

Homoseksualizm - człowiek a zwierzęta

"...kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę" (List do Rzymian 1, 26 - 27)
Pod jedną z dyskusji o homoseksualiźmie i chrześcijańskim podejściu do tej sprawy, pojawił się wczoraj następujący komentarz: "Homoseksualizm jest stwierdzony u ponad 1500 gatunków zwierząt. Zwierząt, więc jest NATURALNY. A co stworzył Bóg, jest dobre. Człowiek rodzi się z określonymi talentami, zdolnościami, preferencjami seksualnymi. To jest (podobno) wola boska. Dlaczego Bóg stworzył homoseksualizm wśród szympansów, bawołów, ludzi? To jego tajemnica. Dlaczego obecnie szamani katoliccy potępiają wolę bożą? Chyba dlatego, że zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który jest zasdrosny (Biblia) i betialsko potopił niewinne dzieci w potopie. Bestia rodzi bestie." Jak to rozumieć? Bóg jest nieczułym draniem, ale wszystko, co stworzył jest... dobre i homoseksualizm jest dobry. Pomijam milczeniem znieważenie Boga - bo nie ma tu o czym mówić, a trzeba się modlić. Chciałbym się skupić na padającym dość często argumencie, że homoseksualizm występuje także w świecie zwierząt

Przede wszystkim trzeba powiedzieć jasno: Bóg nie stworzył homoseksualizmu. Bóg stworzył mężczyznę (Adama) i kobietę (Ewę) i polecił im się rozmnażać. Gdyby Bóg chciał jakieś inne "orientacje", to stworzyłby od razu więcej ludzi i połączył od razu w różne pary. Ale On tego nie uczynił! Homoseksualizm pojawił się po upadku ludzkości - choć nie wiemy dokładnie w którym momencie, nie znamy pierwszych ofiar tego zboczenia. Słowo Boże pokazuje nam homoseksualizm jako coś sprzecznego z naturą, upadek moralności, bunt przeciwko Bogu, seksualność zdegenerowaną, plagę, ohydę... Bóg nie stworzył homoseksualizmu, lecz do niego dopuścił - Słowo Boże mówi nam, że stało się to wskutek bałwochwalstwa (List do Rzymian 1, 18 - 32): "Dlatego odwrócił się od nich i wydał ich na pastwę wszelkiego zła... (...) A ponieważ odrzucili Boga, nie chcąc uznać nawet jego istnienia, Pan ich również porzucił, dozwalając im popełniać wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły wymyślić" (List do Rzymian 1, 26  i 28 - tłum. "Słowo Życia") Innymi słowy Bóg pozwolił, by ci, którzy się od niego odwrócili dostali "małpiego rozumu", ulegli... zezwierzęceniu.

czwartek, 2 stycznia 2014

Jasnowidzenie jest... faktem, ale...

"Nie będziecie się zwracać do wywoływaczy duchów ani do wróżbitów. Nie wypytujcie ich, bo staniecie się przez nich nieczystymi; Ja, Pan, jestem Bogiem waszym" (3. Księga Mojżeszowa - tzw. "Kapłańska" - 19, 31)
Było to dawno temu. Jako dziennikarz działałem wówczas w jednej z niewielkich miejscowości, słynnych z tego, że pojawia się tam coś "nie z tego świata". Przyciągała ona jak magnes wielu ludzi, spośród których niejeden zajmował się jakąś formą okultyzmu. Tam poznałem m.in. najsłynniejszego polskiego jasnowidza - Krzysztofa Jackowskiego. Czy sprawiły to jego rzeczywiste zdolności, czy też tylko to, co o nim słyszeliśmy, ale gdy tylko wszedł do domu, zrobiło się.... dziwnie. Miałem takie wrażenie, jakby potrafił "przejrzeć człowieka na wylot". Jakiś czas później spotkaliśmy się ponownie - tym razem w Człuchowie. Dla jasności: nie korzystałem nigdy z jego usług! Nie byłem też świadkiem żadnych paranormalnych zdarzeń z jego udziałem. Jednak świadkami - a nawet więcej: uczestnikami (!) - takich zdarzeń byli jednak ludzie, których dobrze znam i jestem przekonany, że mówią prawdę, bo nie widzę powodu, dla którego by mieli fantazjować. Jako chrześcijanin wierzę i wiem, że są wśród nas ludzie o niezwykłych zdolnościach...

W materiale demaskującym prawdziwą liczbę jego trafnych wizji, które miały pchnąć policyjne śledztwa do przodu, dowiadujemy się, że policja nie była specjalnie zadowolona ze współpracy z jasnowidzem z Człuchowa. -  Ile wskazań Jackowskiego było trafnych? - zapytał dziennikarz byłego rzecznika policji, który ponad dekadę analizował wyczyny polskiego najsłynniejszego jasnowidza. - Zero - odpowiedział. - To mitoman, oszust, medialny cwaniak - mówi Marek Jeleniewski, były policjant.
Policja oficjalnie zaprzecza korzystaniu z usług jasnowidzów i zaprzecza skuteczności ich pomocy. "W materiale demaskującym prawdziwą liczbę jego trafnych wizji, które miały pchnąć policyjne śledztwa do przodu, dowiadujemy się, że policja nie była specjalnie zadowolona ze współpracy z jasnowidzem z Człuchowa. -  Ile wskazań Jackowskiego było trafnych? - zapytał dziennikarz byłego rzecznika policji, który ponad dekadę analizował wyczyny polskiego najsłynniejszego jasnowidza. - Zero - odpowiedział. - To mitoman, oszust, medialny cwaniak - mówi Marek Jeleniewski, były policjant." (Fakt.pl) Naprawdę byłbym rad, gdyby to zamykało sprawę, ale z drugiej strony Krzysztof Jackowski dysponuje wieloma dokumentami na to, że udzielił trafnych wskazówek - są to oficjalne podziękowania od... Policji, wystawione na "firmowym" papierze, z pieczęciami i podpisami komendantów. Jasnowidz posługuje się nimi, niektóre zostały nawet oficjalnie opublikowane. Nie sądzę, by takie dokumenty były wystawione, gdyby jego pomoc nie była skuteczna. Gdyby zaś pisma te nie były autentyczne, byłoby to podstawą do oskarżenia okazującego je o fałszerstwo i umieszczenia na wiele lat w więzieniu.

Dla mnie kwestią nie jest to, czy ludzie mogą mieć takie zdolności, ale od kogo mogą je mieć. Nie mogę być sceptykiem, nie mogę kwestionować zjawisk "paranormalnych" o charakterze okultystycznym, gdyż Bóg zabrania ich stosowania, a nie zabraniałby czegoś, co by nie funkcjonowało. Bóg nie zabrania nam np. zajmować się ufologią, szukaniem cywilizacji pozaziemskich - bo wiele wskazuje na to, że żadnych cywilizacji poza Ziemią nie ma (choć przyznam, że długo wierzyłem, że mogą być). Bóg nie zajmuje się tym, co nie istnieje, co nie jest możliwe - bo to, co nie istnieje, co nie jest możliwe, to też w żaden sposób nie jest dla nas groźne! Jedno z najmocniejszych świadectw potwierdzających, że zjawisko jasnowidzenia / wróżbiarstwa jest prawdziwe, znajdujemy w Biblii: "A gdyśmy szli na modlitwę, zdarzyło się, że spotkała nas pewna dziewczyna, która miała ducha wieszczego, a która przez swoje wróżby przynosiła wielki zysk panom swoim. Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia. A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł" (Dzieje Apostolskie 16, 16 - 18)